{"id":"filozofia-2015-maj-matura-rozszerzona/zad/1","paper_id":"filozofia-2015-maj-matura-rozszerzona","number":"1","points":null,"ptype":"open","subject":"filozofia","category":"matura","year":2015,"month":"maj","level":"rozszerzona","text":"Zadanie 1.\nNa podstawie tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.\nRené Descartes\nMedytacje o pierwszej filozofii\nZakładam więc, że wszystko to, co widzę, jest fałszem, wierzę, że nie istniało nigdy nic\nz tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt,\nrozciągłość, ruch i miejsce są chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że\nnie ma nic pewnego.\nLecz skądże wiem, że poza tym, co już wymieniłem, nie ma nic innego, o czym wątpić\nnajmniejszej doprawdy nie ma przyczyny? […] Czyż więc przynajmniej ja sam czymś\njestem? Zaprzeczyłem już jednak, jakobym posiadał w ogóle jakieś zmysły i jakieś ciało. Tu\njednak zatrzymuję się. Bo cóż stąd wynika? Czyż jestem tak ściśle związany z ciałem\ni zmysłami, że bez nich nie mógłbym istnieć? Lecz już przyjąłem, że nic w świecie nie\nistnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czyż więc nie przyjąłem, że i ja nie\nistnieję? Ja jednak na pewno istniałem, jeśli coś przyjąłem. Lecz istnieje zwodziciel - nie\nwiem, kto nim jest - wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi.\nNie ma więc wątpliwości, że istnieje, skoro mnie łudzi! […] Tak więc po wystarczającym\ni wyczerpującym rozważeniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie: Ja\njestem, ja istnieję, musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub pojmuję umysłem.\nJednakże jeszcze niedostatecznie rozumiem, kim jestem ja sam, ja, który teraz już\nkoniecznie istnieję […].\nZa cóż się tedy dotychczas uważałem? Oczywiście za człowieka; lecz czym jest człowiek?\n[…] Teraz znalazłem! Tak: to myślenie! Ono jedno nie daje się ode mnie oddzielić. Ja jestem,\nja istnieję; to jest pewne. Jak długo jednak? Oczywiście, jak długo myślę; bo może mogłoby\nsię zdarzyć, że gdybym zaprzestał w ogóle myśleć, to natychmiast bym cały przestał istnieć\n[…]. Jestem więc rzeczą prawdziwą i naprawdę istniejącą; lecz jaką rzeczą? Powiedziałem:\nmyślącą […]. Jest to rzecz, która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, a także\nwyobraża sobie i czuje […].\nW tych to niewielu wyrazach wymieniłem wszystko to, co wiem naprawdę, albo\nprzynajmniej to, o czym dotąd stwierdziłem, że wiem. Teraz pragnę pilniej rozpatrzyć, czy\nmoże jest we mnie jeszcze coś innego, czego dotąd nie zauważyłem.\nWiem to na pewno, że jestem rzeczą myślącą, czyż więc wiem także, czego na to potrzeba,\nabym był czegoś pewny? Otóż w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, jak pewne,\njasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę […]. Widzę zatem, że mogę jako ogólną zasadę\nustanowić, że wszystko to jest prawdą, co całkowicie jasno i wyraźnie ujmuję.\nTymczasem przyjmowałem dawniej wiele rzeczy, jako całkowicie pewne i oczywiste,\no których się później przekonałem, że są wątpliwe. Cóż to były za rzeczy? Oto ziemia, niebo,\ngwiazdy i wszystko to, co zdobywałem zmysłami […].\nCo się zaś tyczy idei, to nie mogą one właściwie być fałszywe, jeżeli się je rozważa same\nw sobie, a nie w odniesieniu do czegoś innego […]. Gdybym […] same idee rozważał jako\npewne odmiany (modos) mego myślenia, a nie odnosiłbym ich do czegoś innego, to\nz pewnością nie mogłyby mi dostarczyć żadnego materiału do popełnienia błędu.\nZ tych zaś idei jedne wydają mi się wrodzone, inne nabyte, jeszcze inne przeze mnie\nsamego urobione […].\nTu jednak należy się zająć przede wszystkim tymi ideami, które - jak sądzę - pochodzą\njakoby od rzeczy istniejących na zewnątrz mnie i zbadać, jaka racja skłania mnie do tego,\nżebym je uważał za podobne do tych rzeczy. Otóż wydaje mi się, że poucza mnie o tym\nnatura […].\nMFI_1R\nGdy tu mówię, że poucza mnie o tym natura, to pojmuję przez to tylko, że jakiś pęd\nsamorzutny popycha mnie do tej wiary, a nie jakoby mi się to okazywało prawdą dzięki\njakiemuś przyrodzonemu światłu rozumu (lumen naturale) […]. Wszystko bowiem, co mi się\nujawnia przez przyrodzone światło rozumu (jak np. że stąd, iż wątpię, wynika, że istnieję\nitp.), żadną miarą nie może podlegać wątpliwości, ponieważ nie może istnieć żadna inna\n[natura], której bym w tym samym stopniu ufał, jak owemu światłu rozumu, i która mogłaby\nmnie pouczyć, że to nie jest prawdą […].\nBez wątpienia bowiem te idee, które mi przedstawiają substancję, są czymś więcej\ni zawierają w sobie więcej - że się tak wyrażę - obiektywnej rzeczywistości (realitatis\nobiectivae) aniżeli te, które przedstawiają tylko modi, czy też przypadłości (accidentia);\na znowuż idea, przez którą pojmuję jakiegoś Boga najwyższego, który jest wieczny,\nnieskończony, wszystkowiedzący, wszechmogący i jest stworzycielem wszystkiego, co jest\npoza Nim, zawiera z pewnością więcej obiektywnej rzeczywistości, aniżeli te idee, które\nprzedstawiają substancje skończone.\nJest zaś rzeczą oczywistą dzięki przyrodzonemu światłu rozumu, że przynajmniej tyle musi\nbyć rzeczywistości w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku, bo skąd - pytam -\nmógłby skutek wziąć swoją rzeczywistość, jak nie z przyczyny? A jakżeby przyczyna mogła\nmu ją dać, gdyby jej sama nie posiadała? Z tego jednak wynika, że ani żadna rzecz nie może\npowstać z niczego, ani też rzecz doskonalsza, tzn. taka, która zawiera w sobie więcej\nrzeczywistości, nie może powstać z mniej doskonałej; i to jest oczywistą prawdą nie tylko\nw odniesieniu do tych skutków, których rzeczywistość jest aktualna lub formalna, ale także\nw odniesieniu do idei, w których wchodzi w grę tylko rzeczywistość obiektywna […].\nIm dłużej i dokładniej to wszystko badam, tym jaśniej i wyraźniej poznaję, że to jest\nprawdziwy stan rzeczy; lecz jakiż z tego w końcu wysnuję wniosek? Otóż - jeżeli\nrzeczywistość obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, że jest rzeczą pewną, iż\nnie może ona być we mnie ani formalnie, ani eminentnie, a co za tym idzie, że ja sam nie\nmogę być przyczyną owej idei - to z tego wynika niezbicie, że nie jestem sam na świecie,\nlecz że istnieje jeszcze jakaś inna rzecz, która jest przyczyną owej idei […].\nWśród tych zaś moich idei - oprócz owej, która mi przedstawia mnie samego i która nie\nmoże tu sprawiać żadnej trudności - jest inna, która przedstawia mi Boga, […] nad którą\nnależy się zastanowić, czy nie ma w niej czegoś takiego, co by nie mogło pochodzić ode mnie\nsamego. Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną,\no najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje,\no ile istnieje. Otóż te wszystkie przymioty są tak wielkie, że im uważniej się nad nimi\nzastanawiam, tym bardziej niemożliwym mi się wydaje, by mogły pochodzić ode mnie\nsamego. Musi się więc na podstawie tego, co przed chwilą powiedziałem, dojść do wniosku,\nże Bóg koniecznie istnieje. Bo chociaż idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego\nwłaśnie, że ja sam jestem substancją, nie byłaby to jednak idea substancji nieskończonej, jako\nże ja jestem skończony, chyba żeby pochodziła od jakiejś substancji, która by naprawdę była\nnieskończona.\nR. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, Kęty 2001, s. 48-66.\nMFI_1R","answer":null,"answer_text":"4\n3\n2\n1\n4\n2\n3\n2","solution":null,"image":"img/filozofia-2015-maj-matura-rozszerzona/zad-1.webp","solution_image":null,"topics":null,"page_from":2,"source":"ocr","answer_source":null,"answer_text_source":"ocr","solution_source":null,"text_source":"ocr","source_label":"Filozofia · Matura · maj 2015 (rozszerzona)","subject_label":"Filozofia","category_label":"Matura","text_html":"<p>Zadanie 1.<br>Na podstawie tekstu i własnej wiedzy wykonaj polecenia.<br>René Descartes<br>Medytacje o pierwszej filozofii<br>Zakładam więc, że wszystko to, co widzę, jest fałszem, wierzę, że nie istniało nigdy nic<br>z tego, co mi kłamliwa pamięć przedstawia, nie posiadam wcale zmysłów. Ciało, kształt,<br>rozciągłość, ruch i miejsce są chimerami. Cóż zatem będzie prawdą? Może to jedno tylko, że<br>nie ma nic pewnego.<br>Lecz skądże wiem, że poza tym, co już wymieniłem, nie ma nic innego, o czym wątpić<br>najmniejszej doprawdy nie ma przyczyny? […] Czyż więc przynajmniej ja sam czymś<br>jestem? Zaprzeczyłem już jednak, jakobym posiadał w ogóle jakieś zmysły i jakieś ciało. Tu<br>jednak zatrzymuję się. Bo cóż stąd wynika? Czyż jestem tak ściśle związany z ciałem<br>i zmysłami, że bez nich nie mógłbym istnieć? Lecz już przyjąłem, że nic w świecie nie<br>istnieje: ani niebo, ani ziemia, ani umysły, ani ciała, czyż więc nie przyjąłem, że i ja nie<br>istnieję? Ja jednak na pewno istniałem, jeśli coś przyjąłem. Lecz istnieje zwodziciel - nie<br>wiem, kto nim jest - wszechpotężny i najprzebieglejszy, który zawsze rozmyślnie mnie łudzi.<br>Nie ma więc wątpliwości, że istnieje, skoro mnie łudzi! […] Tak więc po wystarczającym<br>i wyczerpującym rozważeniu wszystkiego, należy na koniec stwierdzić, że to powiedzenie: Ja<br>jestem, ja istnieję, musi być prawdą, ilekroć je wypowiadam lub pojmuję umysłem.<br>Jednakże jeszcze niedostatecznie rozumiem, kim jestem ja sam, ja, który teraz już<br>koniecznie istnieję […].<br>Za cóż się tedy dotychczas uważałem? Oczywiście za człowieka; lecz czym jest człowiek?<br>[…] Teraz znalazłem! Tak: to myślenie! Ono jedno nie daje się ode mnie oddzielić. Ja jestem,<br>ja istnieję; to jest pewne. Jak długo jednak? Oczywiście, jak długo myślę; bo może mogłoby<br>się zdarzyć, że gdybym zaprzestał w ogóle myśleć, to natychmiast bym cały przestał istnieć<br>[…]. Jestem więc rzeczą prawdziwą i naprawdę istniejącą; lecz jaką rzeczą? Powiedziałem:<br>myślącą […]. Jest to rzecz, która wątpi, pojmuje, twierdzi, przeczy, chce, nie chce, a także<br>wyobraża sobie i czuje […].<br>W tych to niewielu wyrazach wymieniłem wszystko to, co wiem naprawdę, albo<br>przynajmniej to, o czym dotąd stwierdziłem, że wiem. Teraz pragnę pilniej rozpatrzyć, czy<br>może jest we mnie jeszcze coś innego, czego dotąd nie zauważyłem.<br>Wiem to na pewno, że jestem rzeczą myślącą, czyż więc wiem także, czego na to potrzeba,<br>abym był czegoś pewny? Otóż w tym pierwszym poznaniu nie ma nic innego, jak pewne,<br>jasne i wyraźne ujęcie tego, co twierdzę […]. Widzę zatem, że mogę jako ogólną zasadę<br>ustanowić, że wszystko to jest prawdą, co całkowicie jasno i wyraźnie ujmuję.<br>Tymczasem przyjmowałem dawniej wiele rzeczy, jako całkowicie pewne i oczywiste,<br>o których się później przekonałem, że są wątpliwe. Cóż to były za rzeczy? Oto ziemia, niebo,<br>gwiazdy i wszystko to, co zdobywałem zmysłami […].<br>Co się zaś tyczy idei, to nie mogą one właściwie być fałszywe, jeżeli się je rozważa same<br>w sobie, a nie w odniesieniu do czegoś innego […]. Gdybym […] same idee rozważał jako<br>pewne odmiany (modos) mego myślenia, a nie odnosiłbym ich do czegoś innego, to<br>z pewnością nie mogłyby mi dostarczyć żadnego materiału do popełnienia błędu.<br>Z tych zaś idei jedne wydają mi się wrodzone, inne nabyte, jeszcze inne przeze mnie<br>samego urobione […].<br>Tu jednak należy się zająć przede wszystkim tymi ideami, które - jak sądzę - pochodzą<br>jakoby od rzeczy istniejących na zewnątrz mnie i zbadać, jaka racja skłania mnie do tego,<br>żebym je uważał za podobne do tych rzeczy. Otóż wydaje mi się, że poucza mnie o tym<br>natura […].<br>MFI_1R<br>Gdy tu mówię, że poucza mnie o tym natura, to pojmuję przez to tylko, że jakiś pęd<br>samorzutny popycha mnie do tej wiary, a nie jakoby mi się to okazywało prawdą dzięki<br>jakiemuś przyrodzonemu światłu rozumu (lumen naturale) […]. Wszystko bowiem, co mi się<br>ujawnia przez przyrodzone światło rozumu (jak np. że stąd, iż wątpię, wynika, że istnieję<br>itp.), żadną miarą nie może podlegać wątpliwości, ponieważ nie może istnieć żadna inna<br>[natura], której bym w tym samym stopniu ufał, jak owemu światłu rozumu, i która mogłaby<br>mnie pouczyć, że to nie jest prawdą […].<br>Bez wątpienia bowiem te idee, które mi przedstawiają substancję, są czymś więcej<br>i zawierają w sobie więcej - że się tak wyrażę - obiektywnej rzeczywistości (realitatis<br>obiectivae) aniżeli te, które przedstawiają tylko modi, czy też przypadłości (accidentia);<br>a znowuż idea, przez którą pojmuję jakiegoś Boga najwyższego, który jest wieczny,<br>nieskończony, wszystkowiedzący, wszechmogący i jest stworzycielem wszystkiego, co jest<br>poza Nim, zawiera z pewnością więcej obiektywnej rzeczywistości, aniżeli te idee, które<br>przedstawiają substancje skończone.<br>Jest zaś rzeczą oczywistą dzięki przyrodzonemu światłu rozumu, że przynajmniej tyle musi<br>być rzeczywistości w całkowitej przyczynie sprawczej, ile w jej skutku, bo skąd - pytam -<br>mógłby skutek wziąć swoją rzeczywistość, jak nie z przyczyny? A jakżeby przyczyna mogła<br>mu ją dać, gdyby jej sama nie posiadała? Z tego jednak wynika, że ani żadna rzecz nie może<br>powstać z niczego, ani też rzecz doskonalsza, tzn. taka, która zawiera w sobie więcej<br>rzeczywistości, nie może powstać z mniej doskonałej; i to jest oczywistą prawdą nie tylko<br>w odniesieniu do tych skutków, których rzeczywistość jest aktualna lub formalna, ale także<br>w odniesieniu do idei, w których wchodzi w grę tylko rzeczywistość obiektywna […].<br>Im dłużej i dokładniej to wszystko badam, tym jaśniej i wyraźniej poznaję, że to jest<br>prawdziwy stan rzeczy; lecz jakiż z tego w końcu wysnuję wniosek? Otóż - jeżeli<br>rzeczywistość obiektywna którejkolwiek z moich idei jest tak wielka, że jest rzeczą pewną, iż<br>nie może ona być we mnie ani formalnie, ani eminentnie, a co za tym idzie, że ja sam nie<br>mogę być przyczyną owej idei - to z tego wynika niezbicie, że nie jestem sam na świecie,<br>lecz że istnieje jeszcze jakaś inna rzecz, która jest przyczyną owej idei […].<br>Wśród tych zaś moich idei - oprócz owej, która mi przedstawia mnie samego i która nie<br>może tu sprawiać żadnej trudności - jest inna, która przedstawia mi Boga, […] nad którą<br>należy się zastanowić, czy nie ma w niej czegoś takiego, co by nie mogło pochodzić ode mnie<br>samego. Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną,<br>o najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje,<br>o ile istnieje. Otóż te wszystkie przymioty są tak wielkie, że im uważniej się nad nimi<br>zastanawiam, tym bardziej niemożliwym mi się wydaje, by mogły pochodzić ode mnie<br>samego. Musi się więc na podstawie tego, co przed chwilą powiedziałem, dojść do wniosku,<br>że Bóg koniecznie istnieje. Bo chociaż idea substancji jest wprawdzie we mnie, dlatego<br>właśnie, że ja sam jestem substancją, nie byłaby to jednak idea substancji nieskończonej, jako<br>że ja jestem skończony, chyba żeby pochodziła od jakiejś substancji, która by naprawdę była<br>nieskończona.<br>R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, Kęty 2001, s. 48-66.<br>MFI_1R</p>","answer_text_html":"<p>4<br>3<br>2<br>1<br>4<br>2<br>3<br>2</p>","solutions":[]}