{"id":"jezyk-polski-2006-listopad-probna-rozszerzona/zad/10","paper_id":"jezyk-polski-2006-listopad-probna-rozszerzona","number":"10","points":1,"ptype":"closed","subject":"jezyk-polski","category":"probna","year":2006,"month":"listopad","level":"rozszerzona","text":"Zadanie 10. (1pkt)\nJaką funkcję w kompozycji tekstu Barańczaka pełnią akapity 12.-13.?\nCzęść II. Tworzenie tekstu własnego w związku z tekstem literackim zamieszczonym w arkuszu.\nWybierz temat i napisz wypracowanie nie krótsze niż dwie strony, tj. około 250 słów.\nTemat 1. Dwa obrazy wojny - dwa sposoby mówienia o niej. Dokonaj analizy\nporównawczej\nponiższych\nfragmentów\nPotopu\nHenryka\nSienkiewicza\ni Pamiętnika z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego.\nHenryk Sienkiewicz Potop\nLedwie tedy rozbłysło na niebie, rozpoczęła się walka artylerii; lecz tym razem pierwsze\nzagrały działa szwedzkie. Działa klasztorne odpowiadały grzmotem na grzmot, błyskawicą\nna błyskawicę, ile mogły, ile ludziom sił i tchu w piersi starczyło. Ziemia zdawała się trząść\nw posadach. Morze dymu rozciągnęło się nad klasztorem i nad kościołem.\n6\nPróbny egzamin maturalny z języka polskiego\nPoziom rozszerzony\nCo za chwile, co za widoki dla ludzi, którzy nigdy w życiu nie patrzyli w krwawe oblicze\nwojny!\nÓw huk nieustający, błyskawice, dymy, wycia kul rozdzierających powietrze, straszliwy\nchychot granatów, szczękanie pocisków o bruki, głuche uderzenia o ściany, dźwięk\nrozbijanych szyb, wybuchy pękających kul ognistych, świst ich skorup, chrobot i trzaskanie\ndylowań2, chaos, zniszczenie, piekło!\nNagle na wieży odezwały się trąby wspaniałą harmonią pobożnej pieśni. Płynęła z góry ta\npieśń i słychać ją było naokół, słychać wszędy, aż na bateriach szwedzkich. Do dźwięku trąb\ndołączyły się wkrótce głosy ludzkie i wśród ryku, świstu, okrzyków, łoskotu, grzechotania\nmuszkietów rozlegały się słowa:\nBogurodzica, Dziewica,\nBogiem sławiena Maryja!\nTu wybuchło kilkanaście granatów; trzask dachówek i krokwi, a potem krzyk: „Wody!”\ntargnął słuchem i … znów pieśń płynęła dalej spokojnie:\nU Twego Syna, hospodyna\nSpuści nam, ziści nam\nChlebny czas, zbożny czas.\nJak czasem stada wędrownych żurawi, znużone długim lotem, obsiadają wzgórza\nwyniosłe, tak roje ognistych posłanników padały na szczyt kościoła i na drewniane dachy\nzabudowań. Kto nie brał udziału w walce, kto nie był przy armatach, ten siedział na dachach.\nJedni czerpali wodę w studniach, drudzy ciągnęli sznurami wiadra, trzeci tłumili pożar\nmokrymi płachtami. (…)\nLedwie pogaszono jedne pociski, ledwie wody spłynęły po zrębach, leciały nowe stada\nrozpalonych kul, płonących szmat, skier, żywego ognia. Cały klasztor był nim objęty,\nrzekłbyś: niebo otworzyło się nad nim i ulewa piorunów nań spada; jednak gorzał, a nie palił\nsię, płonął i nie zapadał w rumowisko; co więcej, wśród tego morza płomieni śpiewać począł\njak ongi młodzieńcy w piecu ognistym.\nLudziom stojącym na murach i pracującym przy działach, którzy w każdej chwili mogli\nsądzić, że tam już wszystko płonie i w gruzy się wali za ich plecami, pieśń ta była jakby\nbalsam kojący, zwiastowała im bowiem ciągle i ustawicznie, że stoi klasztor, stoi kościół,\nże płomień dotąd nie zwyciężył wysileń ludzkich.\n(Henryk Sienkiewicz, Potop, Warszawa 1980)\nMiron Białoszewski Pamiętnik z powstania warszawskiego\nWpadliśmy po pachnących betonem, cegłami i niewykończeniem schodach do głębokich\npiwnic z grubymi murami. Od tej pory, od tego wejścia tam zaczęła się nowa, potwornie\ndługa historia wspólnego życia na tle możliwości śmierci. Co pamiętam? I dużo, i nie tak\ndużo. Mogę coś pomylić w kolejności, w jakiejś dacie .\nTa groza. Dzienna. Samoloty przylatywały. Czyli zniżały się nad dachy. I wtedy, jak już\nbyło słychać, że są… drrrrr… i zlatują nad nasze dachy, to wiadomo było, że i bomby. I zaraz\nod tego świdrowania z góry na dół samolotowego odłączało się wycie bomby; chwilę się\nczekało, ale króciutką. Ta chwila to było samo trafienie. A dalej huk, czyli wybuch. I dalej -\nłomot, trzask, rozsypywanie się czegoś, czyli skutki trafienia.\nTo był dzień. A w nocy. Leżymy. Potokiem. Potokami. Piwnicami. I nagle:\ntrzszach… trzszach… trzszach… tszach… tszach… tszach…\n2 dylowanie - podłoga, pomost lub przegroda ułożona z grubych desek.\n7\nPoziom rozszerzony\nPodmuchy, ogień i rwanie murami - po sześć razy, przeważnie.\nAle jak te mury chodziły… raz patrzę - a one chodzą chyba na metr w tę i w tę…i w tę…\ni w tę… rozlatujemy się?! niee - pohuśtały się… trochę mniej, coraz mniej, i ustawiły…\ntak jak stały. Przecierałem oczy ze zdumienia.\nI znów:\nwh…sz…wh rzsz…wh…sz - ognie, podmuchy, latające mury.\nO, nie. Noce od 12 sierpnia nie były dobre.\nZaczęło się źle. To nie to, że dopiero wtedy. (Bo ileś razy zaczynało się źle.)\nAle samopoczucie. Osaczenia. Tym razem narastające do niemożliwości. Oczywiście\nprzyzwyczajenie, opanowanie, coraz większy sposób na sposób.\n- Zdrowaś, Mario, łaskiś pełna, Pan z Tobą…\nI odmawianie. To mało. Śpiewanie. To dopiero.\nPod Twoją obroonę\nuciekamy się…\nNagle głośniej, bomby i\nNajświętsze Serce Jezusa,\nzmiłuj się nad nami\nWalenie, latają ściany.\n- I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…\nTa rzeczywistość - marniuchno - dymi - oczy wciąż trzeba wtykać w kołnierzyk - albo\nzatykać rękami - pył, gruzik, siwo, czerwono, sucho i gorąco w nosie, w zębach i na języku,\noddychanie tym, upał, wszystko gryzie, pocenie się - -\nCoś się wali - -\n- Pocieszycielko nasza\nNiepokój się zaczął, to trzeba było spokoju. Śpiewanie. Błaganie. Stanie. Już bez ciskań\nsię. Różańce. Zacierki. Jedzenie pod framugą. Bo się brało ze sobą. Jak zasypie, to co?\nTrudno. Chyba że jak dużo. To się odtego, łyżką. I się je.\n(Miron Białoszewski, Pamiętnik z powstania warszawskiego, Warszawa 1970)\nTemat 2. Kontrast jako sposób wyrażania refleksji o świecie i człowieku.\nZanalizuj i zinterpretuj wiersz Wisławy Szymborskiej Dom wielkiego człowieka.\nWisława Szymborska Dom wielkiego człowieka\nWypisano w marmurze złotymi zgłoskami:\nTu mieszkał i pracował wielki człowiek.\nTe ścieżki osobiście posypywał żwirem.\nTę ławkę - nie dotykać - sam wykuł z kamienia.\nI - uwaga - trzy schodki - wchodzimy do wnętrza.\nJeszcze w stosownym czasie zdążył przyjść na świat.\nWszystko, co miało mijać, minęło w tym domu.\nNie w blokach,\n8\nPróbny egzamin maturalny z języka polskiego\nPoziom rozszerzony\nnie w metrażach umeblowanych a pustych,\nwśród nieznanych sąsiadów,\nna piętnastu piętrach,\ndokąd trudno by było wlec wycieczki szkolne.\nW tym pokoju rozmyślał,\nw tej alkowie spał,\na tu przyjmował gości.\nPortrety, fotel, biurko, fajka, globus, flet,\nwydeptany dywanik, oszklona weranda.\nStąd wymieniał ukłony z krawcem albo szewcem,\nco szyli mu na miarę.\nTo nie to samo, co fotografie w pudełkach,\nzeschnięte długopisy w plastykowym kubku,\nkonfekcja z magazynu w szafie z magazynu,\nokno, skąd lepiej widzi się chmury niż ludzi.\nSzczęśliwy? Nieszczęśliwy?\nNie o to tu chodzi.\nJeszcze zwierzał się w listach,\nbez myśli, że po drodze zostaną otwarte.\nProwadził jeszcze dziennik dokładny i szczery,\nbez lęku, że go straci przy rewizji.\nNajbardziej niepokoił go przelot komety.\nZagłada świata była tylko w rękach Boga.\nUdało mu się umrzeć jeszcze nie w szpitalu,\nza białym parawanem nie wiadomo którym.\nBył jeszcze przy nim ktoś, kto zapamiętał\nwymamrotane słowa.\nJakby przypadło mu w udziale życie\nwielokrotnego użytku:\nksiążki słał do oprawy,\nnie wykreślał z notesu nazwisk osób zmarłych.\nA drzewa, które sadził w ogrodzie za domem,\nrosły mu jeszcze jako juglans regia3\ni quercus rubra4 i ulmus5 i larix6\ni fraxinus excelsior7.\n(Wisława Szymborska, Widok z ziarnkiem piasku, Poznań 1996)\n3 juglans regia - orzech włoski\n4 quercus rubra - dąb czerwony\n5 ulmus - wiąz\n6 larix - modrzew\n7 fraxinus excelsior - jesion wyniosły\n9\nPoziom rozszerzony\nna temat nr\n10\nPróbny egzamin maturalny z języka polskiego\nPoziom rozszerzony\n11\nPoziom rozszerzony\n12\nPróbny egzamin maturalny z języka polskiego\nPoziom rozszerzony\n13\nPoziom rozszerzony\n14\nPróbny egzamin maturalny z języka polskiego\nPoziom rozszerzony\nBRUDNOPIS (nie podlega ocenie)","answer":null,"answer_text":"10. Styl deheroizujący prezentowaną sytuację (naśladowanie języka mówionego). 0-1","solution":null,"image":"img/jezyk-polski-2006-listopad-probna-rozszerzona/zad-10.webp","solution_image":null,"topics":null,"page_from":5,"source":"ocr","answer_source":null,"answer_text_source":"ocr","solution_source":null,"text_source":"ocr","source_label":"Język polski · Matura próbna · listopad 2006 (rozszerzona)","subject_label":"Język polski","category_label":"Matura próbna","text_html":"<p>Zadanie 10. (1pkt)<br>Jaką funkcję w kompozycji tekstu Barańczaka pełnią akapity 12.-13.?<br>Część II. Tworzenie tekstu własnego w związku z tekstem literackim zamieszczonym w arkuszu.<br>Wybierz temat i napisz wypracowanie nie krótsze niż dwie strony, tj. około 250 słów.<br>Temat 1. Dwa obrazy wojny - dwa sposoby mówienia o niej. Dokonaj analizy<br>porównawczej<br>poniższych<br>fragmentów<br>Potopu<br>Henryka<br>Sienkiewicza<br>i Pamiętnika z powstania warszawskiego Mirona Białoszewskiego.<br>Henryk Sienkiewicz Potop<br>Ledwie tedy rozbłysło na niebie, rozpoczęła się walka artylerii; lecz tym razem pierwsze<br>zagrały działa szwedzkie. Działa klasztorne odpowiadały grzmotem na grzmot, błyskawicą<br>na błyskawicę, ile mogły, ile ludziom sił i tchu w piersi starczyło. Ziemia zdawała się trząść<br>w posadach. Morze dymu rozciągnęło się nad klasztorem i nad kościołem.<br>6<br>Próbny egzamin maturalny z języka polskiego<br>Poziom rozszerzony<br>Co za chwile, co za widoki dla ludzi, którzy nigdy w życiu nie patrzyli w krwawe oblicze<br>wojny!<br>Ów huk nieustający, błyskawice, dymy, wycia kul rozdzierających powietrze, straszliwy<br>chychot granatów, szczękanie pocisków o bruki, głuche uderzenia o ściany, dźwięk<br>rozbijanych szyb, wybuchy pękających kul ognistych, świst ich skorup, chrobot i trzaskanie<br>dylowań2, chaos, zniszczenie, piekło!<br>Nagle na wieży odezwały się trąby wspaniałą harmonią pobożnej pieśni. Płynęła z góry ta<br>pieśń i słychać ją było naokół, słychać wszędy, aż na bateriach szwedzkich. Do dźwięku trąb<br>dołączyły się wkrótce głosy ludzkie i wśród ryku, świstu, okrzyków, łoskotu, grzechotania<br>muszkietów rozlegały się słowa:<br>Bogurodzica, Dziewica,<br>Bogiem sławiena Maryja!<br>Tu wybuchło kilkanaście granatów; trzask dachówek i krokwi, a potem krzyk: „Wody!”<br>targnął słuchem i … znów pieśń płynęła dalej spokojnie:<br>U Twego Syna, hospodyna<br>Spuści nam, ziści nam<br>Chlebny czas, zbożny czas.<br>Jak czasem stada wędrownych żurawi, znużone długim lotem, obsiadają wzgórza<br>wyniosłe, tak roje ognistych posłanników padały na szczyt kościoła i na drewniane dachy<br>zabudowań. Kto nie brał udziału w walce, kto nie był przy armatach, ten siedział na dachach.<br>Jedni czerpali wodę w studniach, drudzy ciągnęli sznurami wiadra, trzeci tłumili pożar<br>mokrymi płachtami. (…)<br>Ledwie pogaszono jedne pociski, ledwie wody spłynęły po zrębach, leciały nowe stada<br>rozpalonych kul, płonących szmat, skier, żywego ognia. Cały klasztor był nim objęty,<br>rzekłbyś: niebo otworzyło się nad nim i ulewa piorunów nań spada; jednak gorzał, a nie palił<br>się, płonął i nie zapadał w rumowisko; co więcej, wśród tego morza płomieni śpiewać począł<br>jak ongi młodzieńcy w piecu ognistym.<br>Ludziom stojącym na murach i pracującym przy działach, którzy w każdej chwili mogli<br>sądzić, że tam już wszystko płonie i w gruzy się wali za ich plecami, pieśń ta była jakby<br>balsam kojący, zwiastowała im bowiem ciągle i ustawicznie, że stoi klasztor, stoi kościół,<br>że płomień dotąd nie zwyciężył wysileń ludzkich.<br>(Henryk Sienkiewicz, Potop, Warszawa 1980)<br>Miron Białoszewski Pamiętnik z powstania warszawskiego<br>Wpadliśmy po pachnących betonem, cegłami i niewykończeniem schodach do głębokich<br>piwnic z grubymi murami. Od tej pory, od tego wejścia tam zaczęła się nowa, potwornie<br>długa historia wspólnego życia na tle możliwości śmierci. Co pamiętam? I dużo, i nie tak<br>dużo. Mogę coś pomylić w kolejności, w jakiejś dacie .<br>Ta groza. Dzienna. Samoloty przylatywały. Czyli zniżały się nad dachy. I wtedy, jak już<br>było słychać, że są… drrrrr… i zlatują nad nasze dachy, to wiadomo było, że i bomby. I zaraz<br>od tego świdrowania z góry na dół samolotowego odłączało się wycie bomby; chwilę się<br>czekało, ale króciutką. Ta chwila to było samo trafienie. A dalej huk, czyli wybuch. I dalej -<br>łomot, trzask, rozsypywanie się czegoś, czyli skutki trafienia.<br>To był dzień. A w nocy. Leżymy. Potokiem. Potokami. Piwnicami. I nagle:<br>trzszach… trzszach… trzszach… tszach… tszach… tszach…<br>2 dylowanie - podłoga, pomost lub przegroda ułożona z grubych desek.<br>7<br>Poziom rozszerzony<br>Podmuchy, ogień i rwanie murami - po sześć razy, przeważnie.<br>Ale jak te mury chodziły… raz patrzę - a one chodzą chyba na metr w tę i w tę…i w tę…<br>i w tę… rozlatujemy się?! niee - pohuśtały się… trochę mniej, coraz mniej, i ustawiły…<br>tak jak stały. Przecierałem oczy ze zdumienia.<br>I znów:<br>wh…sz…wh rzsz…wh…sz - ognie, podmuchy, latające mury.<br>O, nie. Noce od 12 sierpnia nie były dobre.<br>Zaczęło się źle. To nie to, że dopiero wtedy. (Bo ileś razy zaczynało się źle.)<br>Ale samopoczucie. Osaczenia. Tym razem narastające do niemożliwości. Oczywiście<br>przyzwyczajenie, opanowanie, coraz większy sposób na sposób.</p>\n<ul><li>Zdrowaś, Mario, łaskiś pełna, Pan z Tobą…</li></ul>\n<p>I odmawianie. To mało. Śpiewanie. To dopiero.<br>Pod Twoją obroonę<br>uciekamy się…<br>Nagle głośniej, bomby i<br>Najświętsze Serce Jezusa,<br>zmiłuj się nad nami<br>Walenie, latają ściany.</p>\n<ul><li>I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…</li></ul>\n<p>Ta rzeczywistość - marniuchno - dymi - oczy wciąż trzeba wtykać w kołnierzyk - albo<br>zatykać rękami - pył, gruzik, siwo, czerwono, sucho i gorąco w nosie, w zębach i na języku,<br>oddychanie tym, upał, wszystko gryzie, pocenie się - -<br>Coś się wali - -</p>\n<ul><li>Pocieszycielko nasza</li></ul>\n<p>Niepokój się zaczął, to trzeba było spokoju. Śpiewanie. Błaganie. Stanie. Już bez ciskań<br>się. Różańce. Zacierki. Jedzenie pod framugą. Bo się brało ze sobą. Jak zasypie, to co?<br>Trudno. Chyba że jak dużo. To się odtego, łyżką. I się je.<br>(Miron Białoszewski, Pamiętnik z powstania warszawskiego, Warszawa 1970)<br>Temat 2. Kontrast jako sposób wyrażania refleksji o świecie i człowieku.<br>Zanalizuj i zinterpretuj wiersz Wisławy Szymborskiej Dom wielkiego człowieka.<br>Wisława Szymborska Dom wielkiego człowieka<br>Wypisano w marmurze złotymi zgłoskami:<br>Tu mieszkał i pracował wielki człowiek.<br>Te ścieżki osobiście posypywał żwirem.<br>Tę ławkę - nie dotykać - sam wykuł z kamienia.<br>I - uwaga - trzy schodki - wchodzimy do wnętrza.<br>Jeszcze w stosownym czasie zdążył przyjść na świat.<br>Wszystko, co miało mijać, minęło w tym domu.<br>Nie w blokach,<br>8<br>Próbny egzamin maturalny z języka polskiego<br>Poziom rozszerzony<br>nie w metrażach umeblowanych a pustych,<br>wśród nieznanych sąsiadów,<br>na piętnastu piętrach,<br>dokąd trudno by było wlec wycieczki szkolne.<br>W tym pokoju rozmyślał,<br>w tej alkowie spał,<br>a tu przyjmował gości.<br>Portrety, fotel, biurko, fajka, globus, flet,<br>wydeptany dywanik, oszklona weranda.<br>Stąd wymieniał ukłony z krawcem albo szewcem,<br>co szyli mu na miarę.<br>To nie to samo, co fotografie w pudełkach,<br>zeschnięte długopisy w plastykowym kubku,<br>konfekcja z magazynu w szafie z magazynu,<br>okno, skąd lepiej widzi się chmury niż ludzi.<br>Szczęśliwy? Nieszczęśliwy?<br>Nie o to tu chodzi.<br>Jeszcze zwierzał się w listach,<br>bez myśli, że po drodze zostaną otwarte.<br>Prowadził jeszcze dziennik dokładny i szczery,<br>bez lęku, że go straci przy rewizji.<br>Najbardziej niepokoił go przelot komety.<br>Zagłada świata była tylko w rękach Boga.<br>Udało mu się umrzeć jeszcze nie w szpitalu,<br>za białym parawanem nie wiadomo którym.<br>Był jeszcze przy nim ktoś, kto zapamiętał<br>wymamrotane słowa.<br>Jakby przypadło mu w udziale życie<br>wielokrotnego użytku:<br>książki słał do oprawy,<br>nie wykreślał z notesu nazwisk osób zmarłych.<br>A drzewa, które sadził w ogrodzie za domem,<br>rosły mu jeszcze jako juglans regia3<br>i quercus rubra4 i ulmus5 i larix6<br>i fraxinus excelsior7.<br>(Wisława Szymborska, Widok z ziarnkiem piasku, Poznań 1996)<br>3 juglans regia - orzech włoski<br>4 quercus rubra - dąb czerwony<br>5 ulmus - wiąz<br>6 larix - modrzew<br>7 fraxinus excelsior - jesion wyniosły<br>9<br>Poziom rozszerzony<br>na temat nr<br>10<br>Próbny egzamin maturalny z języka polskiego<br>Poziom rozszerzony<br>11<br>Poziom rozszerzony<br>12<br>Próbny egzamin maturalny z języka polskiego<br>Poziom rozszerzony<br>13<br>Poziom rozszerzony<br>14<br>Próbny egzamin maturalny z języka polskiego<br>Poziom rozszerzony<br>BRUDNOPIS (nie podlega ocenie)</p>","answer_text_html":"<ol><li>Styl deheroizujący prezentowaną sytuację (naśladowanie języka mówionego). 0-1</li></ol>","solutions":[]}