{"id":"jezyk-polski-2007-maj-matura-podstawowa/zad/16","paper_id":"jezyk-polski-2007-maj-matura-podstawowa","number":"16","points":2,"ptype":"closed","subject":"jezyk-polski","category":"matura","year":2007,"month":"maj","level":"podstawowa","text":"Zadanie 16. (2 pkt)\nPodkreśl trzy cechy, którymi charakteryzuje się tekst Barbary Skargi.\na. obecność elementów informacyjnych, analityczno-krytycznych, oceniających,\nb. autor jest bohaterem przedstawianych zdarzeń,\nc. refleksyjność,\nd. lekki i barwny styl,\ne. cykliczność (tekst jest częścią cyklu publikacji),\nf. odniesienie do zjawisk artystycznych,\ng. podmiotowość i subiektywizm,\nh. styl wynikający z artystycznej funkcji języka.\nCzęść II - pisanie tekstu własnego w związku z tekstem literackim zamieszczonym w arkuszu.\nWybierz temat i napisz wypracowanie nie krótsze niż dwie strony (około 250 słów).\nTemat 1. Jak symbolika ziarna z bajki opowiedzianej przez Żegotę objaśnia sens\nmęczeństwa młodzieży polskiej? Analizując przytoczony fragment Dziadów\nAdama Mickiewicza, zwróć uwagę na sytuację studentów i ich postawy.\nAdam Mickiewicz Dziady, część III - Akt I, scena I (fragmenty)\nŻEGOTA6\nJużci przecież bez winy w Sybir nas nie wyślą;\nA jakąż winę naszą znajdą lub wymyślą?\nMilczycie, - wytłumaczcież, co się tutaj dzieje,\nO co nas oskarżono, jaki powód sprawy?\nTOMASZ7\nPowód - że Nowosilcow przybył tu z Warszawy.\nZnasz zapewne charakter pana Senatora.\n[ ] pomimo największych starań i zabiegów\nNie może w Polsce spisku żadnego wyśledzić;\nWięc postanowił świeży kraj, Litwę, nawiedzić,\nI tu przeniósł się z całym głównym sztabem szpiegów.\nŻeby zaś mógł bezkarnie po Litwie plądrować\nI na nowo się w łaskę samodzierżcy wkręcić,\nMusi z towarzystw naszych8 wielką rzecz wysnować\nI nowych wiele ofiar carowi poświęcić.\n6 Żegota - Ignacy Domeyko, filomata; po powstaniu listopadowym emigrował. W okresie pisania III części Dziadów był\nw najbliższym otoczeniu Mickiewicza.\n7 Tomasz Zan - współtwórca Towarzystwa Filomatów, Filaretów i Promienistych; skazany w procesie na rok twierdzy\ni zesłanie do Orenburga.\n8 Mowa o związkach studenckich: Filomatów, Filaretów i Promienistych.\nPoziom podstawowy\n8\nŻEGOTA\nLecz my się uniewinnim -\nTOMASZ\nBronić się daremnie -\nI śledztwo, i sąd cały toczy się tajemnie;\nNikomu nie powiedzą, za co oskarżony,\nTen, co nas skarży, naszej ma słuchać obrony;\nOn gwałtem chce nas karać - nie unikniem kary. […]\nŻEGOTA\nWy długo tu siedzicie?\nFREJEND9\nSkądże datę wiedzieć?\nKalendarza nie mamy, nikt listów nie pisze;\nTo gorsza, że nie wiemy, póki mamy siedzieć. [ ]\nADOLF10\nJan11 dziś chodził na śledztwo, był godzinę w mieście,\nAle milczy i smutny; - i jak widać z miny,\nNie ma ochoty gadać:\nKILKU Z WIĘŹNIÓW\nNo, Janie! Nowiny?\nJAN SOBOLEWSKI\nponuro\nNiedobre - dziś - na Sybir - kibitek dwadzieście\nWywieźli. […]\nWszystkich, - do jednego.\nSam widziałem. […]\nMałe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci\nZ golonymi głowami; - na nogach okuci.\nBiedne chłopcy! - najmłodszy, dziesięć lat, nieboże,\nSkarżył się, że łańcucha podźwignąć nie może;\nI pokazywał nogę skrwawioną i nagą. […]\nWywiedli Janczewskiego; - poznałem, oszpetniał,\nSczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie wyszlachetniał. […]\nOn postrzegł, że lud płacze patrząc na łańcuchy,\nWstrząsł nogą łańcuch, na znak, że mu niezbyt ciężył.\nA wtem zacięto konia - kibitka runęła -\nOn zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył,\nI trzykroć krzyknął: „Jeszcze Polska nie zginęła”. -\nWpadli w tłum; - ale długo ta ręka ku niebu,\nKapelusz czarny jako chorągiew pogrzebu,\nGłowa, z której włos przemoc odarła bezwstydna,\nGłowa niezawstydzona, dumna, z dala widna,\nCo wszystkim swą niewinność i hańbę obwieszcza […]\n9 Frejend Antoni - filomata, zginął w powstaniu listopadowym.\n10 Adolf Januszkiewicz - student Uniwersytetu Wileńskiego, brał udział w powstaniu listopadowym, zesłany na Sybir.\n11 Jan Sobolewski - filomata i filareta, skazany na zesłanie, zmarł pierwszy ze wszystkich filaretów jesienią 1829 r.\nw Archangielsku.\nPoziom podstawowy\n9\nTa ręka i ta głowa zostały mi w oku,\nI zostaną w mej myśli, - i w drodze żywota\nJak kompas pokażą mi, powiodą, gdzie cnota: […]\nTymczasem zajeżdżały inne rzędem długim\nKibitki; - ich wsadzano jednego po drugim.\nRzuciłem wzrok po ludu ściśnionego kupie,\nPo wojsku, - wszystkie twarze pobladły jak trupie;\nA w takim tłumie taka była cichość głucha,\nŻem słyszał każdy krok ich, każdy dźwięk łańcucha. […]\nWywiedli ostatniego; - zdało się, że się wzbraniał,\nLecz on biedny iść nie mógł, co chwila się słaniał,\nZ wolna schodził ze schodów i ledwie na drugi\nSzczebel stąpił, stoczył się jak długi;\nTo Wasilewski, [ ]\nNie zemdlał, nie zwisnął, nie ciężał,\nAle jak padł na ziemię prosto, tak otężał. [ ]\nNiesiony, jak słup sterczał i jak z krzyża zdjęte\nRęce miał nad barkami żołnierza rozpięte; [ ]\nKibitka w tłum wjechała; - nim bicz tłumy przegnał,\nStanęli przed kościołem; i właśnie w tej chwili\nSłyszałem dzwonek, kiedy trupa przewozili.\nSpojrzałem w kościół pusty i rękę kapłańską\nWidziałem, podnoszącą ciało i krew Pańską,\nI rzekłem: Panie! Ty, co sądami Piłata\nPrzelałeś krew niewinną dla zbawienia świata,\nPrzyjm tę spod sądów cara ofiarę dziecinną,\nNie tak świętą ni wielką, lecz równie niewinną.\nDługie milczenie\nJÓZEF12\nCzytałem ja o wojnach; - w dawnych, dzikich czasach,\nPiszą, że tak okropne wojny prowadzono,\nŻe nieprzyjaciel drzewom nie przepuszczał w lasach\nI że z drzewami na pniu zasiewy palono.\nAle car mędrszy, srożej, głębiej Polskę krwawi,\nOn nawet ziarna zboża zabiera i dławi;\nSam szatan mu metodę zniszczenia tłumaczy.[…]\nŻEGOTA\nJózef nam coś o ziarnkach mówił, - na te mowy\nGospodarz winien z miejsca swego odpowiedzieć.\nLubo car wszystkie ziarna naszego ogrodu\nChce zabrać i zakopać w ziemię w swoim carstwie,\nBędzie drożyzna, ale nie bójcie się głodu;\nPan Antoni13 już pisał o tym gospodarstwie.\nJEDEN Z WIĘŹNIÓW\nJaki Antoni?\n12 Józef Kowalewski - filomata, zesłany do Kazania.\n13 Antoni Gorecki (1787-1863) - autor bajek politycznych. Opowieść Żegoty jest przeróbką bajki Diabeł i zboże.\nPoziom podstawowy\n10\nŻEGOTA\nZnacie bajkę Goreckiego?\nA raczej prawdę?\nKILKU\nJaką? Powiedz nam, kolego.\nŻEGOTA\nGdy Bóg wygnał grzesznika z rajskiego ogrodu,\nNie chciał przecie, ażeby człowiek umarł z głodu;\nI rozkazał aniołom zboże przysposobić\nI rozsypać ziarnami po drodze człowieka.\nPrzyszedł Adam, znalazł je, obejrzał z daleka\nI odszedł, bo nie wiedział, co ze zbożem robić.\nAż w nocy przyszedł diabeł mądry i tak rzecze:\n„Niedaremnie tu Pan Bóg rozsypał garść żyta,\nMusi tu być w tych ziarnach jakaś moc ukryta;\nSchowajmy je, nim człowiek ich wartość dociecze.”\nZrobił rogiem rów w ziemi i nasypał żytem,\nNaplwał i ziemią nakrył, i przybił kopytem; -\nDumny i rad, że Boże zamiary przeniknął,\nCałym gardłem rozśmiał się i ryknął, i zniknął.\nAż tu wiosną, na wielkie diabła zadziwienie,\nWyrasta trawa, kwiecie, kłosy i nasienie.\nO wy! co tylko na świat idziecie północą,\nChytrość rozumem, a złość nazywacie mocą;\nKto z was wiarę i wolność znajdzie i zagrzebie,\nMyśli Boga oszukać - oszuka sam siebie.\n[1832]\nAdam Mickiewicz, Dziady część III, Wrocław 1984\nTemat 2. Analizując fragmenty Przedwiośnia i Granicy, porównaj kreacje matek. Określ\nwzajemne relacje między matką i dzieckiem, wykorzystując także znajomość\nutworów.\nStefan Żeromski Przedwiośnie\nMatka nie była w stanie utrzymać syna w domu, nakazać mu zmiany wyuzdanych\nobyczajów, dopilnować go i wyśledzić miejsca jego kryjówek. Bez przerwy niemal czekała\nna jego powrót. Gdy chwytał czapkę i pędem wylatywał z domu, coś podsuwało się do jej\ngardzieli i zapierało oddech. Nie miała już siły prosić urwisa, żeby nie chodził. [ ]\nTo obce miasto stało się dla niej jeszcze bardziej obce, cudze, niepojęte, groźne,\nzłowieszcze. Po wyjeździe męża wszystkiego się tutaj bała. Dopóki mąż był w domu, on był\nosobą - ona cichym i pokornym cieniem osoby. Teraz ów cień musiał stać się figurą czynną.\nCień musiał nabrać woli, władzy, decyzji. Jakże ten mus był nieznośny, jak uciążliwy!\nMusiała wiedzieć o wszystkim, przewidywać, zapobiegać, rozkazywać. Gubiła się\nw plątaninie swych obowiązków. Nie wiedziała, od czego zacząć, gdzie jest droga i jak nią\niść. Wstydziła się i trwożyła. Przeżywała jedną z najsroższych tortur, torturę czynu narzuconą\nniedołężnej bierności. Cierpiała nie mogąc dać sobie rady. Trwoga o syna, który się jak\nna złość zlisił, dobijała ją. Jedyną ulgę znajdywała w ciągu nocy, kiedy chłopak twardo spał.\nSłyszała wtedy jego oddech, wiedziała, że jest obok niej i że mu nic nie zagraża. Ale sama\nwtedy nie spała. Popadła w bezsenność. Wolała jednak bezsenność białej nocy niż trwogę\nPoziom podstawowy\n11\nbiałego dnia. Och, jakże dobrze jej było przyczaić się na legowisku, zasunąć się w kąt\ni patrzeć na śliczną głowę chłopca, owianą gęstwiną falistej czupryny i - patrząc tak na niego\n- o nim marzyć! Jakiż śliczny, jakiż ukochany ten łobuz, ten urwis, ten włóczykij\ni zawalidroga!\nCo mu się też śni - co tam przepływa pod czarującą płaszczyzną spadzistego czoła?\nCo też to widać w tych oczach głucho zamkniętych, pod cienistymi powiekami? [ ]\nA patrząc tak na główkę jedynaka, głęboko rozważała: \"Któż to jest, na Boga! ten chłopiec?\nOto tajemnica niezbadana poczęła go w niej. Oto był maleńki i niedołężny - kruszyna\ncielesna, byt zależny jedynie od niej - cząstka jej całości, jak gdyby nowy organ jej ciała, ręka\nlub noga Wykarmiła go, wypielęgnowała, wyhodowała. Z roku na rok rósł w jej rękach,\nw jej oczach, w jej objęciu. Każdy dzień jego zależał od niej, z niej się poczynał, na niej się\nkończył. Siły swe przelała, życie swe przesączyła kropla po kropli w jego siły. Nastawiła\ni wyprostowała drogi jego krwi. Nadała mu głos, krzyk, śpiew. A oto teraz obcy się staje\ni złowieszczy. Obraca się przeciwko niej. Z niego płynie na nią jakieś złe. Bezgraniczna\nmiłość ku niemu przekształca się i przeradza na krzywdę słabego jej ciała i ducha omdlałego.\nGdyby go tak bezgranicznie nie kochała, cóż by jej było, choćby się psuł i, gdzie chce, hasał!\nAle on bije w miłość, targa tą siłą, którą go obdarzył jej słaby ostatek mocy\".\n1925\nStefan Żeromski, Przedwiośnie, Warszawa 1984\nZofia Nałkowska Granica\nElżbieta [opiekując się chorą panią Kolichowską] pomyślała o matce, która\nnie pielęgnowała jej nigdy w chorobie.\nOch, tamtej urody nie uszkodziły lata. Ostatniej wiosny napatrzyła się jej do woli. Uczuła\njeszcze teraz zapach powietrza, gorzki od nagrzanych południowych liści. Stała za matką\nna dużym balkonie nadwodnej willi. […] Matka była zdenerwowana, naprzód spieszyła się,\na teraz czekała niecierpliwie. Lepiej było milczeć. Elżbieta z ciekawością przyglądała się jej\nsukni. Była z mszystej, mięciutkiej wełny białej i zapinała się na piersiach ukośnie na trzy\nguziki, trzy okrągłe kawałki różowego koralu. Na szyi nie było pereł, tylko sznurek takich\nsamych, trochę drobniejszych różowych korali. Nadęte, rozgniewane usta były pomalowane\njasnym karminem. I jeszcze coś bladoczerwonego, jakaś kokarda z emalii uczepiona była\ndo każdego z białych, mszystych pantofelków. Była cała czysta, świeża, zbytkowna, gładka -\nbez jednej zmazy. Była czymś najpiękniejszym, co się da pomyśleć. Była bezużyteczna, była\ntylko do ozdoby. Jak można mieć taki profil i żeby to było żywe!\nNie była matką, była zwyczajnie drugą kobietą. Jej piękność, jej cała jakość była tylko\nmęczarnią. Maskowała się tak niedbale. Obie ręce trzymała na poręczy balkonu - i także te\nręce były piękne i miały koralowe paznokcie. Bez słowa patrzyła przed siebie, ściągając brwi.\nAle nie na jezioro. Ani na góry tamtego brzegu - lekkie, jakby wydmuchane z niebieskiego\nkurzu, ani białe żagle, nadciągające po wodzie świetlistej i zielonej jak grynszpan - nie były\ndla niej warte widzenia. Patrzyła na kratę małej bramy w murze, bo tędy miał znowu teraz\nprzyjść któryś z jej mężczyzn.\nNie uśmiechnęła się, gdy wszedł. Uśmiechała się niezmiernie rzadko, była piękna\npochmurnie i gniewnie. Ale za to jej uśmiech znaczył o wiele więcej niż u innych. Był\nnie tylko łaskawy i dziecinnie niezaradny, był jeszcze pełen dobroci.\nDlaczego Elżbieta myślała o niej, że jest niedobra?\n1935\nZofia Nałkowska, Granica, Warszawa 1984\nPoziom podstawowy\n12\nna temat nr\nPoziom podstawowy\n13\nPoziom podstawowy\n14\nPoziom podstawowy\n15\nPoziom podstawowy\n16\nBRUDNOPIS (nie podlega ocenie)","answer":null,"answer_text":"Zadanie 16. (2 pkt)\nPodkreśl trzy cechy, którymi charakteryzuje się tekst Barbary Skargi.\na. obecność elementów informacyjnych, analityczno-krytycznych,\noceniających,\nb. autor jest bohaterem przedstawianych zdarzeń,\nc. refleksyjność,\nd. lekki i barwny styl,\ne. cykliczność (tekst jest częścią cyklu publikacji),\nf. odniesienie do zjawisk artystycznych,\ng. podmiotowość i subiektywizm,\nh. styl wynikający z artystycznej funkcji języka.\nPoziom podstawowy\n7\nCzęść II - pisanie tekstu własnego w związku z tekstem literackim zamieszczonym w arkuszu.\nWybierz temat i napisz wypracowanie nie krótsze niż dwie strony (około 250 słów).\nTemat 1. Jak symbolika ziarna z bajki opowiedzianej przez Żegotę objaśnia sens\nmęczeństwa młodzieży polskiej? Analizując przytoczony fragment Dziadów\nAdama Mickiewicza, zwróć uwagę na sytuację studentów i ich postawy.\nAdam Mickiewicz Dziady, część III - Akt I, scena I (fragmenty)\nŻEGOTA6\nJużci przecież bez winy w Sybir nas nie wyślą;\nA jakąż winę naszą znajdą lub wymyślą?\nMilczycie, - wytłumaczcież, co się tutaj dzieje,\nO co nas oskarżono, jaki powód sprawy?\nTOMASZ7\nPowód - że Nowosilcow przybył tu z Warszawy.\nZnasz zapewne charakter pana Senatora.\n[ ] pomimo największych starań i zabiegów\nNie może w Polsce spisku żadnego wyśledzić;\nWięc postanowił świeży kraj, Litwę, nawiedzić,\nI tu przeniósł się z całym głównym sztabem szpiegów.\nŻeby zaś mógł bezkarnie po Litwie plądrować\nI na nowo się w łaskę samodzierżcy wkręcić,\nMusi z towarzystw naszych8 wielką rzecz wysnować\nI nowych wiele ofiar carowi poświęcić.\nŻEGOTA\nLecz my się uniewinnim -\nTOMASZ\nBronić się daremnie -\nI śledztwo, i sąd cały toczy się tajemnie;\nNikomu nie powiedzą, za co oskarżony,\nTen, co nas skarży, naszej ma słuchać obrony;\nOn gwałtem chce nas karać - nie unikniem kary. […]\nŻEGOTA\nWy długo tu siedzicie?\nFREJEND9\nSkądże datę wiedzieć?\nKalendarza nie mamy, nikt listów nie pisze;\nTo gorsza, że nie wiemy, póki mamy siedzieć. [ ]\nADOLF10\nJan11 dziś chodził na śledztwo, był godzinę w mieście,\n6 Żegota - Ignacy Domeyko, filomata; po powstaniu listopadowym emigrował. W okresie pisania III części Dziadów był\nw najbliższym otoczeniu Mickiewicza.\n7 Tomasz Zan - współtwórca Towarzystwa Filomatów, Filaretów i Promienistych; skazany w procesie na rok twierdzy\ni zesłanie do Orenburga.\n8 Mowa o związkach studenckich: Filomatów, Filaretów i Promienistych.\n9 Frejend Antoni - filomata, zginął w powstaniu listopadowym.\n10 Adolf Januszkiewicz - student Uniwersytetu Wileńskiego, brał udział w powstaniu listopadowym, zesłany na Sybir.\nPoziom podstawowy\n8\nAle milczy i smutny; - i jak widać z miny,\nNie ma ochoty gadać:\nKILKU Z WIĘŹNIÓW\nNo, Janie! Nowiny?\nJAN SOBOLEWSKI\nponuro\nNiedobre - dziś - na Sybir - kibitek dwadzieście\nWywieźli. […]\nWszystkich, - do jednego.\nSam widziałem. […]\nMałe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci\nZ golonymi głowami; - na nogach okuci.\nBiedne chłopcy! - najmłodszy, dziesięć lat, nieboże,\nSkarżył się, że łańcucha podźwignąć nie może;\nI pokazywał nogę skrwawioną i nagą. […]\nWywiedli Janczewskiego; - poznałem, oszpetniał,\nSczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie wyszlachetniał. […]\nOn postrzegł, że lud płacze patrząc na łańcuchy,\nWstrząsł nogą łańcuch, na znak, że mu niezbyt ciężył.\nA wtem zacięto konia - kibitka runęła -\nOn zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył,\nI trzykroć krzyknął: „Jeszcze Polska nie zginęła”. -\nWpadli w tłum; - ale długo ta ręka ku niebu,\nKapelusz czarny jako chorągiew pogrzebu,\nGłowa, z której włos przemoc odarła bezwstydna,\nGłowa niezawstydzona, dumna, z dala widna,\nCo wszystkim swą niewinność i hańbę obwieszcza […]\nTa ręka i ta głowa zostały mi w oku,\nI zostaną w mej myśli, - i w drodze żywota\nJak kompas pokażą mi, powiodą, gdzie cnota: […]\nTymczasem zajeżdżały inne rzędem długim\nKibitki; - ich wsadzano jednego po drugim.\nRzuciłem wzrok po ludu ściśnionego kupie,\nPo wojsku, - wszystkie twarze pobladły jak trupie;\nA w takim tłumie taka była cichość głucha,\nŻem słyszał każdy krok ich, każdy dźwięk łańcucha. […]\nWywiedli ostatniego; - zdało się, że się wzbraniał,\nLecz on biedny iść nie mógł, co chwila się słaniał,\nZ wolna schodził ze schodów i ledwie na drugi\nSzczebel stąpił, stoczył się jak długi;\nTo Wasilewski, [ ]\nNie zemdlał, nie zwisnął, nie ciężał,\nAle jak padł na ziemię prosto, tak otężał. [ ]\nNiesiony, jak słup sterczał i jak z krzyża zdjęte\nRęce miał nad barkami żołnierza rozpięte; [ ]\nKibitka w tłum wjechała; - nim bicz tłumy przegnał,\n11 Jan Sobolewski - filomata i filareta, skazany na zesłanie, zmarł pierwszy ze wszystkich filaretów jesienią 1829 r.\nw Archangielsku.\nPoziom podstawowy\n9\nStanęli przed kościołem; i właśnie w tej chwili\nSłyszałem dzwonek, kiedy trupa przewozili.\nSpojrzałem w kościół pusty i rękę kapłańską\nWidziałem, podnoszącą ciało i krew Pańską,\nI rzekłem: Panie! Ty, co sądami Piłata\nPrzelałeś krew niewinną dla zbawienia świata,\nPrzyjm tę spod sądów cara ofiarę dziecinną,\nNie tak świętą ni wielką, lecz równie niewinną.\nDługie milczenie\nJÓZEF12\nCzytałem ja o wojnach; - w dawnych, dzikich czasach,\nPiszą, że tak okropne wojny prowadzono,\nŻe nieprzyjaciel drzewom nie przepuszczał w lasach\nI że z drzewami na pniu zasiewy palono.\nAle car mędrszy, srożej, głębiej Polskę krwawi,\nOn nawet ziarna zboża zabiera i dławi;\nSam szatan mu metodę zniszczenia tłumaczy.[…]\nŻEGOTA\nJózef nam coś o ziarnkach mówił, - na te mowy\nGospodarz winien z miejsca swego odpowiedzieć.\nLubo car wszystkie ziarna naszego ogrodu\nChce zabrać i zakopać w ziemię w swoim carstwie,\nBędzie drożyzna, ale nie bójcie się głodu;\nPan Antoni13 już pisał o tym gospodarstwie.\nJEDEN Z WIĘŹNIÓW\nJaki Antoni?\nŻEGOTA\nZnacie bajkę Goreckiego?\nA raczej prawdę?\nKILKU\nJaką? Powiedz nam, kolego.\nŻEGOTA\nGdy Bóg wygnał grzesznika z rajskiego ogrodu,\nNie chciał przecie, ażeby człowiek umarł z głodu;\nI rozkazał aniołom zboże przysposobić\nI rozsypać ziarnami po drodze człowieka.\nPrzyszedł Adam, znalazł je, obejrzał z daleka\nI odszedł, bo nie wiedział, co ze zbożem robić.\nAż w nocy przyszedł diabeł mądry i tak rzecze:\n„Niedaremnie tu Pan Bóg rozsypał garść żyta,\nMusi tu być w tych ziarnach jakaś moc ukryta;\nSchowajmy je, nim człowiek ich wartość dociecze.”\nZrobił rogiem rów w ziemi i nasypał żytem,\nNaplwał i ziemią nakrył, i przybił kopytem; -\nDumny i rad, że Boże zamiary przeniknął,\n12 Józef Kowalewski - filomata, zesłany do Kazania.\n13 Antoni Gorecki (1787-1863) - autor bajek politycznych. Opowieść Żegoty jest przeróbką bajki Diabeł i zboże.\nPoziom podstawowy\n10\nCałym gardłem rozśmiał się i ryknął, i zniknął.\nAż tu wiosną, na wielkie diabła zadziwienie,\nWyrasta trawa, kwiecie, kłosy i nasienie.\nO wy! co tylko na świat idziecie północą,\nChytrość rozumem, a złość nazywacie mocą;\nKto z was wiarę i wolność znajdzie i zagrzebie,\nMyśli Boga oszukać - oszuka sam siebie.\n[1832]\nAdam Mickiewicz, Dziady część III, Wrocław 1984\nna temat nr 1\nIII część „Dziadów” napisał Adam Mickiewicz w Dreźnie, w którym\nzatrzymał się wraz z powstańcami listopadowymi uchodzącymi na emigrację\npo klęsce powstania listopadowego. Dramat zadedykował swoim przyjaciołom,\nktórzy (tak jak on sam) byli prześladowani za miłość do Ojczyzny. To oni są\nbohaterami powyższej sceny dramatu, tzw. więziennej. Studenci z Litwy, filomaci\ni filareci zostali osadzeni w celach klasztoru przekształconego na więzienie.\nJakich dopuścili się przestępstw?\nNie uczynili nic złego. Chcieli się uczyć, pracować. Byli patriotami. Ale to\nwłaśnie okazało się niebezpieczne dla caratu reprezentowanego przez\nbezwzględnego Nowosilcowa, który, jak mówi Tomasz Zan, aby odzyskać\nutraconą łaskę cara „musi z towarzystw naszych wielką rzecz wysnować/\nI nowych wiele ofiar carowi poświęcić”. Przyjechał więc na Litwę,\naby prześladować Polaków. Działania jego są przerażające. Studentom\nporwanym z domów i aresztowanym nie zostaną przedstawione zarzuty,\nnie dowiedzą się, jak długo będą uwięzieni, nie będą znać przebiegu i efektów\nśledztwa w swojej sprawie ani uczestniczyć w wytoczonym im procesie. Młodzi,\nniewinnie oskarżani studenci są traktowani jak najgroźniejsi przestępcy.\nNiektórzy z nich, np. Żegota, wierzą w uczciwość prawa i mają nadzieję,\nże udowodnią swą niewinność. Ale ci, którzy w celi spędzili więcej czasu,\nwiedzą, że obrona na nic się nie zda, bo nikt nie będzie chciał słuchać\nstudentów. Cień nadziei na uwolnienie rozwiewa Sobolewski, który opowiada\no tym, co widział, gdy prowadzono go na przesłuchanie. Z bólem mówi o swoim\nkoledze Janczewskim, znajdującym się w grupie młodych ludzi wywożonych\nkibitkami na Syberię. Janczewski, który „sczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie\nwyszlachetniał”, nie ugiął się, nie uznał władzy cara. Odważnie i godnie\nmanifestuje swój patriotyzm. [„zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos\nnatężył,/I trzykroć krzyknął: „jeszcze Polska nie zginęła”.] Tak pożegnał się\nz przerażonym tłumem ludzi zebranym przed kościołem, który musiał minąć ciąg\nkibitek wywożących polskie dzieci na Sybir. W kościele właśnie odprawiana była\nmsza święta. Sobolewski, widząc „rękę kapłańską podnoszącą ciało i krew\nPańską”, porównuje męczeństwo młodzieży polskiej z męczeństwem Chrystusa\nPoziom podstawowy\n11\ni tym samym objaśnia sens martyrologii młodych skazańców. Młodzi Polacy są\ntak samo niewinni jak Chrystus. Tak jak poprzez ból na krzyżu Jezus miał\nodkupić\nludzkość,\ntak\ncierpiący\nPolacy\nmają\nprzyczynić\nsię\ndo zmartwychwstania zniewolonych narodów. Uwięzieni studenci są świadomi\nswojej ofiary. Wiedzą też, jakie będą efekty działań cara, któremu sam szatan\npodpowiada metody niszczenia narodu polskiego. Wyjaśnia to Mickiewicz,\ncytując bajkę Goreckiego o diable i ziarnie.\nSens ogólny bajki wskazuje na klęskę zła. Car jest porównany do szatana,\nktóry chciał pokrzyżować plany Boga opiekującego się człowiekiem\nwypędzonym z Raju. Szatan podejmuje działania, które obrócą się przeciwko\nniemu. Zamiast zaplanowanego przez niego dzieła zniszczenia, mamy\ndo czynienia z odrodzeniem się życia. Kiełkujące, wschodzące, rosnące,\nzakwitające i wydające plon ziarno symbolizuje odrodzenie. Tak jak zło\nw konfrontacji z dobrem może odnieść tylko chwilowe zwycięstwo, tak car\nna krótko może czuć się „zwycięzcą nad dziatwą”.\nNiewinna\nofiara\nmłodych\nPolaków\njest\nwedług\nprzekonanego\no mesjanistycznej historiozofii Mickiewicza wpisana w Boży plan zbawienia\nświata. Naród polski został przez Boga wybrany po to, by być Mesjaszem\nzniewolonych narodów. Tak objaśniając męczeństwo swoich rodaków,\nMickiewicz nie tylko leczy ich dusze zbolałe po klęsce powstania listopadowego,\nale także nadaje sens cierpieniu, daje nadzieję i siłę do przetrwania.\nTemat 2. Analizując fragmenty Przedwiośnia i Granicy, porównaj kreacje matek. Określ\nwzajemne relacje między matką i dzieckiem, wykorzystując także znajomość\nutworów.\nStefan Żeromski Przedwiośnie\nMatka nie była w stanie utrzymać syna w domu, nakazać mu zmiany wyuzdanych\nobyczajów, dopilnować go i wyśledzić miejsca jego kryjówek. Bez przerwy niemal czekała\nna jego powrót. Gdy chwytał czapkę i pędem wylatywał z domu, coś podsuwało się do jej\ngardzieli i zapierało oddech. Nie miała już siły prosić urwisa, żeby nie chodził. [ ]\nTo obce miasto stało się dla niej jeszcze bardziej obce, cudze, niepojęte, groźne,\nzłowieszcze. Po wyjeździe męża wszystkiego się tutaj bała. Dopóki mąż był w domu, on był\nosobą - ona cichym i pokornym cieniem osoby. Teraz ów cień musiał stać się figurą czynną.\nCień musiał nabrać woli, władzy, decyzji. Jakże ten mus był nieznośny, jak uciążliwy!\nMusiała wiedzieć o wszystkim, przewidywać, zapobiegać, rozkazywać. Gubiła się\nw plątaninie swych obowiązków. Nie wiedziała, od czego zacząć, gdzie jest droga i jak nią\niść. Wstydziła się i trwożyła. Przeżywała jedną z najsroższych tortur, torturę czynu narzuconą\nniedołężnej bierności. Cierpiała nie mogąc dać sobie rady. Trwoga o syna, który się jak\nna złość zlisił, dobijała ją. Jedyną ulgę znajdywała w ciągu nocy, kiedy chłopak twardo spał.\nSłyszała wtedy jego oddech, wiedziała, że jest obok niej i że mu nic nie zagraża. Ale sama\nwtedy nie spała. Popadła w bezsenność. Wolała jednak bezsenność białej nocy niż trwogę\nbiałego dnia. Och, jakże dobrze jej było przyczaić się na legowisku, zasunąć się w kąt\ni patrzeć na śliczną głowę chłopca, owianą gęstwiną falistej czupryny i - patrząc tak na niego\nPoziom podstawowy\n12\n- o nim marzyć! Jakiż śliczny, jakiż ukochany ten łobuz, ten urwis, ten włóczykij\ni zawalidroga!\nCo mu się też śni - co tam przepływa pod czarującą płaszczyzną spadzistego czoła?\nCo też to widać w tych oczach głucho zamkniętych, pod cienistymi powiekami? [ ]\nA patrząc tak na główkę jedynaka, głęboko rozważała: \"Któż to jest, na Boga! ten chłopiec?\nOto tajemnica niezbadana poczęła go w niej. Oto był maleńki i niedołężny - kruszyna\ncielesna, byt zależny jedynie od niej - cząstka jej całości, jak gdyby nowy organ jej ciała, ręka\nlub noga Wykarmiła go, wypielęgnowała, wyhodowała. Z roku na rok rósł w jej rękach,\nw jej oczach, w jej objęciu. Każdy dzień jego zależał od niej, z niej się poczynał, na niej się\nkończył. Siły swe przelała, życie swe przesączyła kropla po kropli w jego siły. Nastawiła\ni wyprostowała drogi jego krwi. Nadała mu głos, krzyk, śpiew. A oto teraz obcy się staje\ni złowieszczy. Obraca się przeciwko niej. Z niego płynie na nią jakieś złe. Bezgraniczna\nmiłość ku niemu przekształca się i przeradza na krzywdę słabego jej ciała i ducha omdlałego.\nGdyby go tak bezgranicznie nie kochała, cóż by jej było, choćby się psuł i, gdzie chce, hasał!\nAle on bije w miłość, targa tą siłą, którą go obdarzył jej słaby ostatek mocy\".\n1925\nStefan Żeromski, Przedwiośnie, Warszawa 1984\nZofia Nałkowska Granica\nElżbieta [opiekując się chorą panią Kolichowską] pomyślała o matce, która\nnie pielęgnowała jej nigdy w chorobie.\nOch, tamtej urody nie uszkodziły lata. Ostatniej wiosny napatrzyła się jej do woli. Uczuła\njeszcze teraz zapach powietrza, gorzki od nagrzanych południowych liści. Stała za matką\nna dużym balkonie nadwodnej willi. […] Matka była zdenerwowana, naprzód spieszyła się,\na teraz czekała niecierpliwie. Lepiej było milczeć. Elżbieta z ciekawością przyglądała się jej\nsukni. Była z mszystej, mięciutkiej wełny białej i zapinała się na piersiach ukośnie na trzy\nguziki, trzy okrągłe kawałki różowego koralu. Na szyi nie było pereł, tylko sznurek takich\nsamych, trochę drobniejszych różowych korali. Nadęte, rozgniewane usta były pomalowane\njasnym karminem. I jeszcze coś bladoczerwonego, jakaś kokarda z emalii uczepiona była\ndo każdego z białych, mszystych pantofelków. Była cała czysta, świeża, zbytkowna, gładka -\nbez jednej zmazy. Była czymś najpiękniejszym, co się da pomyśleć. Była bezużyteczna, była\ntylko do ozdoby. Jak można mieć taki profil i żeby to było żywe!\nNie była matką, była zwyczajnie drugą kobietą. Jej piękność, jej cała jakość była tylko\nmęczarnią. Maskowała się tak niedbale. Obie ręce trzymała na poręczy balkonu - i także te\nręce były piękne i miały koralowe paznokcie. Bez słowa patrzyła przed siebie, ściągając brwi.\nAle nie na jezioro. Ani na góry tamtego brzegu - lekkie, jakby wydmuchane z niebieskiego\nkurzu, ani białe żagle, nadciągające po wodzie świetlistej i zielonej jak grynszpan - nie były\ndla niej warte widzenia. Patrzyła na kratę małej bramy w murze, bo tędy miał znowu teraz\nprzyjść któryś z jej mężczyzn.\nNie uśmiechnęła się, gdy wszedł. Uśmiechała się niezmiernie rzadko, była piękna\npochmurnie i gniewnie. Ale za to jej uśmiech znaczył o wiele więcej niż u innych. Był\nnie tylko łaskawy i dziecinnie niezaradny, był jeszcze pełen dobroci.\nDlaczego Elżbieta myślała o niej, że jest niedobra?\n1935\nZofia Nałkowska, Granica, Warszawa 1984\nPoziom podstawowy\n13\nna temat nr 2\nAni w „Przedwiośniu”, ani w „Granicy” matki nie są postaciami\ngłównymi. Ich kreacje służą przede wszystkim charakteryzowaniu dorosłych już\ndzieci, objaśnianiu ich decyzji i relacji z ludźmi.\nPowyższe fragmenty pokazują bardzo różne, wręcz kontrastowe portrety\nmatek. W obydwu fragmentach narracja poprowadzona jest z punktu widzenia\nbohaterek (z wykorzystaniem mowy pozornie zależnej), z tą różnicą,\nże w pierwszym fragmencie mamy perspektywę matki myślącej o jedynym\ndziecku, w drugim natomiast - dorosłej jedynaczki wspominającej spotkanie\nz matką. Na kreację tak różnych portretów musiała mieć wpływ biografia obojga\ntwórców: Żeromski bardzo wcześnie stracił matkę i tęsknił za nią długo,\nNałkowska natomiast miała bardzo dobry kontakt tylko z ojcem.\nJadwiga Barykowa, bohaterka „Przedwiośnia”, była Polką zamieszkałą\nw Rosji, do której wyjechała wraz z mężem poszukującym pracy i kariery\nurzędniczej. Nieznająca języka i obyczajów w rosyjskim mieście czuła się obco.\nWszystko w nim było dla niej nowe i groźne, wszystkiego się bała. Ponadto była\nkobietą niepewną swego miejsca w świecie i dlatego całkowicie uzależnioną\nod męża. Samotność i lęk przed życiem zaczęły jej doskwierać szczególnie wtedy,\ngdy Seweryn Baryka wyjechał na wojnę, a ona została w Baku tylko z synem.\nTeraz musiała przejąć obowiązki głowy rodziny, być aktywną, organizować\nżycie własne i syna. Dotychczas żyjąca w cieniu męża i podporządkowana jego\nwoli, z trudnością odnajdywała się w nowej rzeczywistości. Osamotniona,\ni zagubiona, martwiła się o swojego jedynaka, którego przyszło jej wychowywać\nw niespokojnych i groźnych czasach rewolucji. Kochała go nad życie i drżała\nz lęku, gdy tylko znikał jej z oczu. Z synem czuła więź szczególną, zrozumiałą\ndla matek pielęgnujących swoje małe dzieci i obserwujących, jak rosną,\ndojrzewają, stają się samodzielne. [Żeromski tak pięknie, tak poetycko o tym\npisze: „Siły swe przelała, życie swe przesączyła kropla po kropli w jego siły.\nNastawiła i wyprostowała drogi jego krwi. Nadała mu głos, krzyk, śpiew.”]\nBolało ją to, że dojrzewanie dziecka zbiegło się z działaniami rewolucjonistów,\nktórzy mieli ogromny wpływ na jej syna. Pod wpływem komunistów chłopiec\nstawał się „obcy i złowieszczy”. Cierpiała, że nie może znaleźć z nim\nporozumienia, że syn ją odtrąca.\nWielka, wszystko wybaczająca, cierpliwa miłość, którą Cezary był otoczony,\nwydała plon. Cezary, zbuntowany, egoistyczny, często impertynencki wobec\nmatki i nieczuły, z czasem zaczął patrzeć na matkę tak, jak ona patrzyła\nna niego, czyli z troską i niepokojem. Zauważył, że jego matka wygląda na dużo\nwięcej lat niż ma. Dostrzegł, że schudła i jest coraz słabsza. To spowodowało,\nże poświęcał jej więcej czasu i wreszcie nie tylko z uwagą słuchał, co mówiła,\nale zastanawiał się na jej sądami o nowej rzeczywistości. Docenił jej\nprzenikliwość w opiniach, mądrość wynikającą z szacunku dla drugiego\nPoziom podstawowy\n14\nczłowieka i jego dorobku. Boleśnie odczuł jej śmierć i zbezczeszczenie zwłok.\nTrudno było mu pogodzić się z jej brakiem.\nW drugim fragmencie („Granica”) postać matki jest inna. Przede wszystkim\nnależy powiedzieć o tym, co głównie boli córkę, czyli brak matki podczas\nchoroby. Dla niej jako dorosłej kobiety matka jest po prostu inną kobietą.\nElżbieta postrzega matkę jako piękną, elegancką, zadbaną kobietę niecierpliwie\noczekującą na mężczyznę, który nie nadchodzi. Córka dostrzega niepokój matki,\nwysiłek zmierzający do ukrycia irytacji i obaw związanych z nieobecnością\nowego mężczyzny. Pomiędzy nią i matką nie ma porozumienia i uczuć, jakie\nzwykle są między tak bliskimi sobie osobami. Bo pani Biecka - Niewieska wcale\nnie jest bliska Elżbiecie. Na pewno bliższa jej jest pani Kolichowska, ciotka,\nktóra ją wychowywała, gdy matka ją odtrąciła. I chociaż teraz Elżbieta więcej\nrozumie z zachowań i decyzji matki, to jednak ma żal, że nie była ukochaną\njedynaczką, z troską i niepokojem pielęgnowaną w chorobie. Nawet gdy\ndostrzega pełen dobroci uśmiech matki, nie może stłumić w sobie przekonania,\nże jest niedobra. Jednak potrzebowała matki, szukała jej, pragnęła jej się\nzwierzyć z kłopotów związanych z przeszłością narzeczonego Zenona.\nOdwiedziny u matki nic nie zmieniły w ich stosunkach. Pani Biecka - Niewieska\n- zajęta przede wszystkim sobą - nie umiała i nie chciała zaangażować się\nw sprawy dorosłej córki. Tak jak w dzieciństwie nie otoczyła jej miłością, tak\nteraz nie jest zainteresowana jej życiem. Nieobdarzona matczyną miłością\nElżbieta, nie potrafi kochać matki. Nadal są to zdystansowane wobec siebie\nkobiety, zajęte swoimi problemami. Pomimo tego Elżbieta w trudnej sytuacji\nżyciowej nieświadomie powiela wzór matki i pozostawia swoje dziecko pod\nopieką rodziny, a sama wyjeżdża do Warszawy.\nZ porównania dwóch różnych portretów matek i ich relacji z dziećmi\nwynika, że to, co dziecko otrzyma w dzieciństwie od matki, determinuje jego\nprzyszły los i postawy wobec ludzi. Cezary, nauczony miłości, będzie bardzo\nwrażliwy na krzywdę innych ludzi, Elżbieta wychowywana bez matczynej miłości\nbędzie zdystansowana i pełna rezerwy wobec innych. Chociaż zdarzy się,\nże zareaguje na nieszczęście innych, będą to sytuacje sporadyczne, najczęściej\nw jakiś sposób związane z jej życiem.\nPoziom podstawowy\n15\nWybierając teksty nieliterackie i literackie na egzamin maturalny, kierujemy się nie\ntylko kryteriami opublikowanymi w Informatorze maturalnym; zwracamy także uwagę na to,\naby były to teksty, w których podjęte są tematy ważne dla młodego człowieka. Nie mniej\nważnym kryterium są możliwości sprawdzenia umiejętności, którymi powinien się wykazać\nmaturzysta.\nPrzed podjęciem ostatecznej decyzji zasięgamy opinii nauczycieli akademickich\nz różnych uczelni.\nOto fragmenty wypowiedzi profesorów o tekście Barbary Skargi O obywatelstwie.\n„Bardzo mądry, pięknie napisany tekst o ogromnych walorach wychowawczych\ni poznawczych. Klarowna kompozycja umożliwia skuteczne śledzenie argumentacji na rzecz\ndobitnie sformułowanej tezy. Umiarkowana erudycyjność nie przytłacza odbiorcy, lecz\nwłaśnie sprzyja utrzymaniu jego uwagi. Odniesienia do współczesności i potocznych\ndoświadczeń są dla ucznia całkowicie zrozumiałe, a jednocześnie związane z odległą genezą\ndemokracji, postawy obywatelskiej, wartości współuczestnictwa. Nadzwyczaj udana\npropozycja egzaminacyjna.\nW zestawie zadań widać równie trafną realizację zasady „czytania ze rozumieniem”:\npytania kierują uwagę na idee i retorykę tekstu, analizują sposób argumentacji, wymuszają\nselekcję elementów kompozycyjnych i znaczeniowych tekstu; nie ma tu poleceń zbyt trudnych,\nale i nadmiernie prostych.”\n„Tekst trafnie dobrany, przejrzysty, nie powinien sprawiać trudności maturzyście. Posiada\nwalory nie tylko merytoryczne, lecz także stylowe. Dotyczy wartości podstawowych,\npowszechnie akceptowanych.”\nZnajdujące się w arkuszu egzaminacyjnym teksty literackie należą do kanonu lektur\nszkolnych.","solution":null,"image":"img/jezyk-polski-2007-maj-matura-podstawowa/zad-16.webp","solution_image":null,"topics":null,"page_from":7,"source":"ocr","answer_source":null,"answer_text_source":"ocr","solution_source":null,"text_source":"ocr","source_label":"Język polski · Matura · maj 2007 (podstawowa)","subject_label":"Język polski","category_label":"Matura","text_html":"<p>Zadanie 16. (2 pkt)<br>Podkreśl trzy cechy, którymi charakteryzuje się tekst Barbary Skargi.<br>a. obecność elementów informacyjnych, analityczno-krytycznych, oceniających,<br>b. autor jest bohaterem przedstawianych zdarzeń,<br>c. refleksyjność,<br>d. lekki i barwny styl,<br>e. cykliczność (tekst jest częścią cyklu publikacji),<br>f. odniesienie do zjawisk artystycznych,<br>g. podmiotowość i subiektywizm,<br>h. styl wynikający z artystycznej funkcji języka.<br>Część II - pisanie tekstu własnego w związku z tekstem literackim zamieszczonym w arkuszu.<br>Wybierz temat i napisz wypracowanie nie krótsze niż dwie strony (około 250 słów).<br>Temat 1. Jak symbolika ziarna z bajki opowiedzianej przez Żegotę objaśnia sens<br>męczeństwa młodzieży polskiej? Analizując przytoczony fragment Dziadów<br>Adama Mickiewicza, zwróć uwagę na sytuację studentów i ich postawy.<br>Adam Mickiewicz Dziady, część III - Akt I, scena I (fragmenty)<br>ŻEGOTA6<br>Jużci przecież bez winy w Sybir nas nie wyślą;<br>A jakąż winę naszą znajdą lub wymyślą?<br>Milczycie, - wytłumaczcież, co się tutaj dzieje,<br>O co nas oskarżono, jaki powód sprawy?<br>TOMASZ7<br>Powód - że Nowosilcow przybył tu z Warszawy.<br>Znasz zapewne charakter pana Senatora.<br>[ ] pomimo największych starań i zabiegów<br>Nie może w Polsce spisku żadnego wyśledzić;<br>Więc postanowił świeży kraj, Litwę, nawiedzić,<br>I tu przeniósł się z całym głównym sztabem szpiegów.<br>Żeby zaś mógł bezkarnie po Litwie plądrować<br>I na nowo się w łaskę samodzierżcy wkręcić,<br>Musi z towarzystw naszych8 wielką rzecz wysnować<br>I nowych wiele ofiar carowi poświęcić.<br>6 Żegota - Ignacy Domeyko, filomata; po powstaniu listopadowym emigrował. W okresie pisania III części Dziadów był<br>w najbliższym otoczeniu Mickiewicza.<br>7 Tomasz Zan - współtwórca Towarzystwa Filomatów, Filaretów i Promienistych; skazany w procesie na rok twierdzy<br>i zesłanie do Orenburga.<br>8 Mowa o związkach studenckich: Filomatów, Filaretów i Promienistych.<br>Poziom podstawowy<br>8<br>ŻEGOTA<br>Lecz my się uniewinnim -<br>TOMASZ<br>Bronić się daremnie -<br>I śledztwo, i sąd cały toczy się tajemnie;<br>Nikomu nie powiedzą, za co oskarżony,<br>Ten, co nas skarży, naszej ma słuchać obrony;<br>On gwałtem chce nas karać - nie unikniem kary. […]<br>ŻEGOTA<br>Wy długo tu siedzicie?<br>FREJEND9<br>Skądże datę wiedzieć?<br>Kalendarza nie mamy, nikt listów nie pisze;<br>To gorsza, że nie wiemy, póki mamy siedzieć. [ ]<br>ADOLF10<br>Jan11 dziś chodził na śledztwo, był godzinę w mieście,<br>Ale milczy i smutny; - i jak widać z miny,<br>Nie ma ochoty gadać:<br>KILKU Z WIĘŹNIÓW<br>No, Janie! Nowiny?<br>JAN SOBOLEWSKI<br>ponuro<br>Niedobre - dziś - na Sybir - kibitek dwadzieście<br>Wywieźli. […]<br>Wszystkich, - do jednego.<br>Sam widziałem. […]<br>Małe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci<br>Z golonymi głowami; - na nogach okuci.<br>Biedne chłopcy! - najmłodszy, dziesięć lat, nieboże,<br>Skarżył się, że łańcucha podźwignąć nie może;<br>I pokazywał nogę skrwawioną i nagą. […]<br>Wywiedli Janczewskiego; - poznałem, oszpetniał,<br>Sczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie wyszlachetniał. […]<br>On postrzegł, że lud płacze patrząc na łańcuchy,<br>Wstrząsł nogą łańcuch, na znak, że mu niezbyt ciężył.<br>A wtem zacięto konia - kibitka runęła -<br>On zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył,<br>I trzykroć krzyknął: „Jeszcze Polska nie zginęła”. -<br>Wpadli w tłum; - ale długo ta ręka ku niebu,<br>Kapelusz czarny jako chorągiew pogrzebu,<br>Głowa, z której włos przemoc odarła bezwstydna,<br>Głowa niezawstydzona, dumna, z dala widna,<br>Co wszystkim swą niewinność i hańbę obwieszcza […]<br>9 Frejend Antoni - filomata, zginął w powstaniu listopadowym.<br>10 Adolf Januszkiewicz - student Uniwersytetu Wileńskiego, brał udział w powstaniu listopadowym, zesłany na Sybir.<br>11 Jan Sobolewski - filomata i filareta, skazany na zesłanie, zmarł pierwszy ze wszystkich filaretów jesienią 1829 r.<br>w Archangielsku.<br>Poziom podstawowy<br>9<br>Ta ręka i ta głowa zostały mi w oku,<br>I zostaną w mej myśli, - i w drodze żywota<br>Jak kompas pokażą mi, powiodą, gdzie cnota: […]<br>Tymczasem zajeżdżały inne rzędem długim<br>Kibitki; - ich wsadzano jednego po drugim.<br>Rzuciłem wzrok po ludu ściśnionego kupie,<br>Po wojsku, - wszystkie twarze pobladły jak trupie;<br>A w takim tłumie taka była cichość głucha,<br>Żem słyszał każdy krok ich, każdy dźwięk łańcucha. […]<br>Wywiedli ostatniego; - zdało się, że się wzbraniał,<br>Lecz on biedny iść nie mógł, co chwila się słaniał,<br>Z wolna schodził ze schodów i ledwie na drugi<br>Szczebel stąpił, stoczył się jak długi;<br>To Wasilewski, [ ]<br>Nie zemdlał, nie zwisnął, nie ciężał,<br>Ale jak padł na ziemię prosto, tak otężał. [ ]<br>Niesiony, jak słup sterczał i jak z krzyża zdjęte<br>Ręce miał nad barkami żołnierza rozpięte; [ ]<br>Kibitka w tłum wjechała; - nim bicz tłumy przegnał,<br>Stanęli przed kościołem; i właśnie w tej chwili<br>Słyszałem dzwonek, kiedy trupa przewozili.<br>Spojrzałem w kościół pusty i rękę kapłańską<br>Widziałem, podnoszącą ciało i krew Pańską,<br>I rzekłem: Panie! Ty, co sądami Piłata<br>Przelałeś krew niewinną dla zbawienia świata,<br>Przyjm tę spod sądów cara ofiarę dziecinną,<br>Nie tak świętą ni wielką, lecz równie niewinną.<br>Długie milczenie<br>JÓZEF12<br>Czytałem ja o wojnach; - w dawnych, dzikich czasach,<br>Piszą, że tak okropne wojny prowadzono,<br>Że nieprzyjaciel drzewom nie przepuszczał w lasach<br>I że z drzewami na pniu zasiewy palono.<br>Ale car mędrszy, srożej, głębiej Polskę krwawi,<br>On nawet ziarna zboża zabiera i dławi;<br>Sam szatan mu metodę zniszczenia tłumaczy.[…]<br>ŻEGOTA<br>Józef nam coś o ziarnkach mówił, - na te mowy<br>Gospodarz winien z miejsca swego odpowiedzieć.<br>Lubo car wszystkie ziarna naszego ogrodu<br>Chce zabrać i zakopać w ziemię w swoim carstwie,<br>Będzie drożyzna, ale nie bójcie się głodu;<br>Pan Antoni13 już pisał o tym gospodarstwie.<br>JEDEN Z WIĘŹNIÓW<br>Jaki Antoni?<br>12 Józef Kowalewski - filomata, zesłany do Kazania.<br>13 Antoni Gorecki (1787-1863) - autor bajek politycznych. Opowieść Żegoty jest przeróbką bajki Diabeł i zboże.<br>Poziom podstawowy<br>10<br>ŻEGOTA<br>Znacie bajkę Goreckiego?<br>A raczej prawdę?<br>KILKU<br>Jaką? Powiedz nam, kolego.<br>ŻEGOTA<br>Gdy Bóg wygnał grzesznika z rajskiego ogrodu,<br>Nie chciał przecie, ażeby człowiek umarł z głodu;<br>I rozkazał aniołom zboże przysposobić<br>I rozsypać ziarnami po drodze człowieka.<br>Przyszedł Adam, znalazł je, obejrzał z daleka<br>I odszedł, bo nie wiedział, co ze zbożem robić.<br>Aż w nocy przyszedł diabeł mądry i tak rzecze:<br>„Niedaremnie tu Pan Bóg rozsypał garść żyta,<br>Musi tu być w tych ziarnach jakaś moc ukryta;<br>Schowajmy je, nim człowiek ich wartość dociecze.”<br>Zrobił rogiem rów w ziemi i nasypał żytem,<br>Naplwał i ziemią nakrył, i przybił kopytem; -<br>Dumny i rad, że Boże zamiary przeniknął,<br>Całym gardłem rozśmiał się i ryknął, i zniknął.<br>Aż tu wiosną, na wielkie diabła zadziwienie,<br>Wyrasta trawa, kwiecie, kłosy i nasienie.<br>O wy! co tylko na świat idziecie północą,<br>Chytrość rozumem, a złość nazywacie mocą;<br>Kto z was wiarę i wolność znajdzie i zagrzebie,<br>Myśli Boga oszukać - oszuka sam siebie.<br>[1832]<br>Adam Mickiewicz, Dziady część III, Wrocław 1984<br>Temat 2. Analizując fragmenty Przedwiośnia i Granicy, porównaj kreacje matek. Określ<br>wzajemne relacje między matką i dzieckiem, wykorzystując także znajomość<br>utworów.<br>Stefan Żeromski Przedwiośnie<br>Matka nie była w stanie utrzymać syna w domu, nakazać mu zmiany wyuzdanych<br>obyczajów, dopilnować go i wyśledzić miejsca jego kryjówek. Bez przerwy niemal czekała<br>na jego powrót. Gdy chwytał czapkę i pędem wylatywał z domu, coś podsuwało się do jej<br>gardzieli i zapierało oddech. Nie miała już siły prosić urwisa, żeby nie chodził. [ ]<br>To obce miasto stało się dla niej jeszcze bardziej obce, cudze, niepojęte, groźne,<br>złowieszcze. Po wyjeździe męża wszystkiego się tutaj bała. Dopóki mąż był w domu, on był<br>osobą - ona cichym i pokornym cieniem osoby. Teraz ów cień musiał stać się figurą czynną.<br>Cień musiał nabrać woli, władzy, decyzji. Jakże ten mus był nieznośny, jak uciążliwy!<br>Musiała wiedzieć o wszystkim, przewidywać, zapobiegać, rozkazywać. Gubiła się<br>w plątaninie swych obowiązków. Nie wiedziała, od czego zacząć, gdzie jest droga i jak nią<br>iść. Wstydziła się i trwożyła. Przeżywała jedną z najsroższych tortur, torturę czynu narzuconą<br>niedołężnej bierności. Cierpiała nie mogąc dać sobie rady. Trwoga o syna, który się jak<br>na złość zlisił, dobijała ją. Jedyną ulgę znajdywała w ciągu nocy, kiedy chłopak twardo spał.<br>Słyszała wtedy jego oddech, wiedziała, że jest obok niej i że mu nic nie zagraża. Ale sama<br>wtedy nie spała. Popadła w bezsenność. Wolała jednak bezsenność białej nocy niż trwogę<br>Poziom podstawowy<br>11<br>białego dnia. Och, jakże dobrze jej było przyczaić się na legowisku, zasunąć się w kąt<br>i patrzeć na śliczną głowę chłopca, owianą gęstwiną falistej czupryny i - patrząc tak na niego</p>\n<ul><li>o nim marzyć! Jakiż śliczny, jakiż ukochany ten łobuz, ten urwis, ten włóczykij</li></ul>\n<p>i zawalidroga!<br>Co mu się też śni - co tam przepływa pod czarującą płaszczyzną spadzistego czoła?<br>Co też to widać w tych oczach głucho zamkniętych, pod cienistymi powiekami? [ ]<br>A patrząc tak na główkę jedynaka, głęboko rozważała: &quot;Któż to jest, na Boga! ten chłopiec?<br>Oto tajemnica niezbadana poczęła go w niej. Oto był maleńki i niedołężny - kruszyna<br>cielesna, byt zależny jedynie od niej - cząstka jej całości, jak gdyby nowy organ jej ciała, ręka<br>lub noga Wykarmiła go, wypielęgnowała, wyhodowała. Z roku na rok rósł w jej rękach,<br>w jej oczach, w jej objęciu. Każdy dzień jego zależał od niej, z niej się poczynał, na niej się<br>kończył. Siły swe przelała, życie swe przesączyła kropla po kropli w jego siły. Nastawiła<br>i wyprostowała drogi jego krwi. Nadała mu głos, krzyk, śpiew. A oto teraz obcy się staje<br>i złowieszczy. Obraca się przeciwko niej. Z niego płynie na nią jakieś złe. Bezgraniczna<br>miłość ku niemu przekształca się i przeradza na krzywdę słabego jej ciała i ducha omdlałego.<br>Gdyby go tak bezgranicznie nie kochała, cóż by jej było, choćby się psuł i, gdzie chce, hasał!<br>Ale on bije w miłość, targa tą siłą, którą go obdarzył jej słaby ostatek mocy&quot;.<br>1925<br>Stefan Żeromski, Przedwiośnie, Warszawa 1984<br>Zofia Nałkowska Granica<br>Elżbieta [opiekując się chorą panią Kolichowską] pomyślała o matce, która<br>nie pielęgnowała jej nigdy w chorobie.<br>Och, tamtej urody nie uszkodziły lata. Ostatniej wiosny napatrzyła się jej do woli. Uczuła<br>jeszcze teraz zapach powietrza, gorzki od nagrzanych południowych liści. Stała za matką<br>na dużym balkonie nadwodnej willi. […] Matka była zdenerwowana, naprzód spieszyła się,<br>a teraz czekała niecierpliwie. Lepiej było milczeć. Elżbieta z ciekawością przyglądała się jej<br>sukni. Była z mszystej, mięciutkiej wełny białej i zapinała się na piersiach ukośnie na trzy<br>guziki, trzy okrągłe kawałki różowego koralu. Na szyi nie było pereł, tylko sznurek takich<br>samych, trochę drobniejszych różowych korali. Nadęte, rozgniewane usta były pomalowane<br>jasnym karminem. I jeszcze coś bladoczerwonego, jakaś kokarda z emalii uczepiona była<br>do każdego z białych, mszystych pantofelków. Była cała czysta, świeża, zbytkowna, gładka -<br>bez jednej zmazy. Była czymś najpiękniejszym, co się da pomyśleć. Była bezużyteczna, była<br>tylko do ozdoby. Jak można mieć taki profil i żeby to było żywe!<br>Nie była matką, była zwyczajnie drugą kobietą. Jej piękność, jej cała jakość była tylko<br>męczarnią. Maskowała się tak niedbale. Obie ręce trzymała na poręczy balkonu - i także te<br>ręce były piękne i miały koralowe paznokcie. Bez słowa patrzyła przed siebie, ściągając brwi.<br>Ale nie na jezioro. Ani na góry tamtego brzegu - lekkie, jakby wydmuchane z niebieskiego<br>kurzu, ani białe żagle, nadciągające po wodzie świetlistej i zielonej jak grynszpan - nie były<br>dla niej warte widzenia. Patrzyła na kratę małej bramy w murze, bo tędy miał znowu teraz<br>przyjść któryś z jej mężczyzn.<br>Nie uśmiechnęła się, gdy wszedł. Uśmiechała się niezmiernie rzadko, była piękna<br>pochmurnie i gniewnie. Ale za to jej uśmiech znaczył o wiele więcej niż u innych. Był<br>nie tylko łaskawy i dziecinnie niezaradny, był jeszcze pełen dobroci.<br>Dlaczego Elżbieta myślała o niej, że jest niedobra?<br>1935<br>Zofia Nałkowska, Granica, Warszawa 1984<br>Poziom podstawowy<br>12<br>na temat nr<br>Poziom podstawowy<br>13<br>Poziom podstawowy<br>14<br>Poziom podstawowy<br>15<br>Poziom podstawowy<br>16<br>BRUDNOPIS (nie podlega ocenie)</p>","answer_text_html":"<p>Zadanie 16. (2 pkt)<br>Podkreśl trzy cechy, którymi charakteryzuje się tekst Barbary Skargi.<br>a. obecność elementów informacyjnych, analityczno-krytycznych,<br>oceniających,<br>b. autor jest bohaterem przedstawianych zdarzeń,<br>c. refleksyjność,<br>d. lekki i barwny styl,<br>e. cykliczność (tekst jest częścią cyklu publikacji),<br>f. odniesienie do zjawisk artystycznych,<br>g. podmiotowość i subiektywizm,<br>h. styl wynikający z artystycznej funkcji języka.<br>Poziom podstawowy<br>7<br>Część II - pisanie tekstu własnego w związku z tekstem literackim zamieszczonym w arkuszu.<br>Wybierz temat i napisz wypracowanie nie krótsze niż dwie strony (około 250 słów).<br>Temat 1. Jak symbolika ziarna z bajki opowiedzianej przez Żegotę objaśnia sens<br>męczeństwa młodzieży polskiej? Analizując przytoczony fragment Dziadów<br>Adama Mickiewicza, zwróć uwagę na sytuację studentów i ich postawy.<br>Adam Mickiewicz Dziady, część III - Akt I, scena I (fragmenty)<br>ŻEGOTA6<br>Jużci przecież bez winy w Sybir nas nie wyślą;<br>A jakąż winę naszą znajdą lub wymyślą?<br>Milczycie, - wytłumaczcież, co się tutaj dzieje,<br>O co nas oskarżono, jaki powód sprawy?<br>TOMASZ7<br>Powód - że Nowosilcow przybył tu z Warszawy.<br>Znasz zapewne charakter pana Senatora.<br>[ ] pomimo największych starań i zabiegów<br>Nie może w Polsce spisku żadnego wyśledzić;<br>Więc postanowił świeży kraj, Litwę, nawiedzić,<br>I tu przeniósł się z całym głównym sztabem szpiegów.<br>Żeby zaś mógł bezkarnie po Litwie plądrować<br>I na nowo się w łaskę samodzierżcy wkręcić,<br>Musi z towarzystw naszych8 wielką rzecz wysnować<br>I nowych wiele ofiar carowi poświęcić.<br>ŻEGOTA<br>Lecz my się uniewinnim -<br>TOMASZ<br>Bronić się daremnie -<br>I śledztwo, i sąd cały toczy się tajemnie;<br>Nikomu nie powiedzą, za co oskarżony,<br>Ten, co nas skarży, naszej ma słuchać obrony;<br>On gwałtem chce nas karać - nie unikniem kary. […]<br>ŻEGOTA<br>Wy długo tu siedzicie?<br>FREJEND9<br>Skądże datę wiedzieć?<br>Kalendarza nie mamy, nikt listów nie pisze;<br>To gorsza, że nie wiemy, póki mamy siedzieć. [ ]<br>ADOLF10<br>Jan11 dziś chodził na śledztwo, był godzinę w mieście,<br>6 Żegota - Ignacy Domeyko, filomata; po powstaniu listopadowym emigrował. W okresie pisania III części Dziadów był<br>w najbliższym otoczeniu Mickiewicza.<br>7 Tomasz Zan - współtwórca Towarzystwa Filomatów, Filaretów i Promienistych; skazany w procesie na rok twierdzy<br>i zesłanie do Orenburga.<br>8 Mowa o związkach studenckich: Filomatów, Filaretów i Promienistych.<br>9 Frejend Antoni - filomata, zginął w powstaniu listopadowym.<br>10 Adolf Januszkiewicz - student Uniwersytetu Wileńskiego, brał udział w powstaniu listopadowym, zesłany na Sybir.<br>Poziom podstawowy<br>8<br>Ale milczy i smutny; - i jak widać z miny,<br>Nie ma ochoty gadać:<br>KILKU Z WIĘŹNIÓW<br>No, Janie! Nowiny?<br>JAN SOBOLEWSKI<br>ponuro<br>Niedobre - dziś - na Sybir - kibitek dwadzieście<br>Wywieźli. […]<br>Wszystkich, - do jednego.<br>Sam widziałem. […]<br>Małe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci<br>Z golonymi głowami; - na nogach okuci.<br>Biedne chłopcy! - najmłodszy, dziesięć lat, nieboże,<br>Skarżył się, że łańcucha podźwignąć nie może;<br>I pokazywał nogę skrwawioną i nagą. […]<br>Wywiedli Janczewskiego; - poznałem, oszpetniał,<br>Sczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie wyszlachetniał. […]<br>On postrzegł, że lud płacze patrząc na łańcuchy,<br>Wstrząsł nogą łańcuch, na znak, że mu niezbyt ciężył.<br>A wtem zacięto konia - kibitka runęła -<br>On zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył,<br>I trzykroć krzyknął: „Jeszcze Polska nie zginęła”. -<br>Wpadli w tłum; - ale długo ta ręka ku niebu,<br>Kapelusz czarny jako chorągiew pogrzebu,<br>Głowa, z której włos przemoc odarła bezwstydna,<br>Głowa niezawstydzona, dumna, z dala widna,<br>Co wszystkim swą niewinność i hańbę obwieszcza […]<br>Ta ręka i ta głowa zostały mi w oku,<br>I zostaną w mej myśli, - i w drodze żywota<br>Jak kompas pokażą mi, powiodą, gdzie cnota: […]<br>Tymczasem zajeżdżały inne rzędem długim<br>Kibitki; - ich wsadzano jednego po drugim.<br>Rzuciłem wzrok po ludu ściśnionego kupie,<br>Po wojsku, - wszystkie twarze pobladły jak trupie;<br>A w takim tłumie taka była cichość głucha,<br>Żem słyszał każdy krok ich, każdy dźwięk łańcucha. […]<br>Wywiedli ostatniego; - zdało się, że się wzbraniał,<br>Lecz on biedny iść nie mógł, co chwila się słaniał,<br>Z wolna schodził ze schodów i ledwie na drugi<br>Szczebel stąpił, stoczył się jak długi;<br>To Wasilewski, [ ]<br>Nie zemdlał, nie zwisnął, nie ciężał,<br>Ale jak padł na ziemię prosto, tak otężał. [ ]<br>Niesiony, jak słup sterczał i jak z krzyża zdjęte<br>Ręce miał nad barkami żołnierza rozpięte; [ ]<br>Kibitka w tłum wjechała; - nim bicz tłumy przegnał,<br>11 Jan Sobolewski - filomata i filareta, skazany na zesłanie, zmarł pierwszy ze wszystkich filaretów jesienią 1829 r.<br>w Archangielsku.<br>Poziom podstawowy<br>9<br>Stanęli przed kościołem; i właśnie w tej chwili<br>Słyszałem dzwonek, kiedy trupa przewozili.<br>Spojrzałem w kościół pusty i rękę kapłańską<br>Widziałem, podnoszącą ciało i krew Pańską,<br>I rzekłem: Panie! Ty, co sądami Piłata<br>Przelałeś krew niewinną dla zbawienia świata,<br>Przyjm tę spod sądów cara ofiarę dziecinną,<br>Nie tak świętą ni wielką, lecz równie niewinną.<br>Długie milczenie<br>JÓZEF12<br>Czytałem ja o wojnach; - w dawnych, dzikich czasach,<br>Piszą, że tak okropne wojny prowadzono,<br>Że nieprzyjaciel drzewom nie przepuszczał w lasach<br>I że z drzewami na pniu zasiewy palono.<br>Ale car mędrszy, srożej, głębiej Polskę krwawi,<br>On nawet ziarna zboża zabiera i dławi;<br>Sam szatan mu metodę zniszczenia tłumaczy.[…]<br>ŻEGOTA<br>Józef nam coś o ziarnkach mówił, - na te mowy<br>Gospodarz winien z miejsca swego odpowiedzieć.<br>Lubo car wszystkie ziarna naszego ogrodu<br>Chce zabrać i zakopać w ziemię w swoim carstwie,<br>Będzie drożyzna, ale nie bójcie się głodu;<br>Pan Antoni13 już pisał o tym gospodarstwie.<br>JEDEN Z WIĘŹNIÓW<br>Jaki Antoni?<br>ŻEGOTA<br>Znacie bajkę Goreckiego?<br>A raczej prawdę?<br>KILKU<br>Jaką? Powiedz nam, kolego.<br>ŻEGOTA<br>Gdy Bóg wygnał grzesznika z rajskiego ogrodu,<br>Nie chciał przecie, ażeby człowiek umarł z głodu;<br>I rozkazał aniołom zboże przysposobić<br>I rozsypać ziarnami po drodze człowieka.<br>Przyszedł Adam, znalazł je, obejrzał z daleka<br>I odszedł, bo nie wiedział, co ze zbożem robić.<br>Aż w nocy przyszedł diabeł mądry i tak rzecze:<br>„Niedaremnie tu Pan Bóg rozsypał garść żyta,<br>Musi tu być w tych ziarnach jakaś moc ukryta;<br>Schowajmy je, nim człowiek ich wartość dociecze.”<br>Zrobił rogiem rów w ziemi i nasypał żytem,<br>Naplwał i ziemią nakrył, i przybił kopytem; -<br>Dumny i rad, że Boże zamiary przeniknął,<br>12 Józef Kowalewski - filomata, zesłany do Kazania.<br>13 Antoni Gorecki (1787-1863) - autor bajek politycznych. Opowieść Żegoty jest przeróbką bajki Diabeł i zboże.<br>Poziom podstawowy<br>10<br>Całym gardłem rozśmiał się i ryknął, i zniknął.<br>Aż tu wiosną, na wielkie diabła zadziwienie,<br>Wyrasta trawa, kwiecie, kłosy i nasienie.<br>O wy! co tylko na świat idziecie północą,<br>Chytrość rozumem, a złość nazywacie mocą;<br>Kto z was wiarę i wolność znajdzie i zagrzebie,<br>Myśli Boga oszukać - oszuka sam siebie.<br>[1832]<br>Adam Mickiewicz, Dziady część III, Wrocław 1984<br>na temat nr 1<br>III część „Dziadów” napisał Adam Mickiewicz w Dreźnie, w którym<br>zatrzymał się wraz z powstańcami listopadowymi uchodzącymi na emigrację<br>po klęsce powstania listopadowego. Dramat zadedykował swoim przyjaciołom,<br>którzy (tak jak on sam) byli prześladowani za miłość do Ojczyzny. To oni są<br>bohaterami powyższej sceny dramatu, tzw. więziennej. Studenci z Litwy, filomaci<br>i filareci zostali osadzeni w celach klasztoru przekształconego na więzienie.<br>Jakich dopuścili się przestępstw?<br>Nie uczynili nic złego. Chcieli się uczyć, pracować. Byli patriotami. Ale to<br>właśnie okazało się niebezpieczne dla caratu reprezentowanego przez<br>bezwzględnego Nowosilcowa, który, jak mówi Tomasz Zan, aby odzyskać<br>utraconą łaskę cara „musi z towarzystw naszych wielką rzecz wysnować/<br>I nowych wiele ofiar carowi poświęcić”. Przyjechał więc na Litwę,<br>aby prześladować Polaków. Działania jego są przerażające. Studentom<br>porwanym z domów i aresztowanym nie zostaną przedstawione zarzuty,<br>nie dowiedzą się, jak długo będą uwięzieni, nie będą znać przebiegu i efektów<br>śledztwa w swojej sprawie ani uczestniczyć w wytoczonym im procesie. Młodzi,<br>niewinnie oskarżani studenci są traktowani jak najgroźniejsi przestępcy.<br>Niektórzy z nich, np. Żegota, wierzą w uczciwość prawa i mają nadzieję,<br>że udowodnią swą niewinność. Ale ci, którzy w celi spędzili więcej czasu,<br>wiedzą, że obrona na nic się nie zda, bo nikt nie będzie chciał słuchać<br>studentów. Cień nadziei na uwolnienie rozwiewa Sobolewski, który opowiada<br>o tym, co widział, gdy prowadzono go na przesłuchanie. Z bólem mówi o swoim<br>koledze Janczewskim, znajdującym się w grupie młodych ludzi wywożonych<br>kibitkami na Syberię. Janczewski, który „sczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie<br>wyszlachetniał”, nie ugiął się, nie uznał władzy cara. Odważnie i godnie<br>manifestuje swój patriotyzm. [„zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos<br>natężył,/I trzykroć krzyknął: „jeszcze Polska nie zginęła”.] Tak pożegnał się<br>z przerażonym tłumem ludzi zebranym przed kościołem, który musiał minąć ciąg<br>kibitek wywożących polskie dzieci na Sybir. W kościele właśnie odprawiana była<br>msza święta. Sobolewski, widząc „rękę kapłańską podnoszącą ciało i krew<br>Pańską”, porównuje męczeństwo młodzieży polskiej z męczeństwem Chrystusa<br>Poziom podstawowy<br>11<br>i tym samym objaśnia sens martyrologii młodych skazańców. Młodzi Polacy są<br>tak samo niewinni jak Chrystus. Tak jak poprzez ból na krzyżu Jezus miał<br>odkupić<br>ludzkość,<br>tak<br>cierpiący<br>Polacy<br>mają<br>przyczynić<br>się<br>do zmartwychwstania zniewolonych narodów. Uwięzieni studenci są świadomi<br>swojej ofiary. Wiedzą też, jakie będą efekty działań cara, któremu sam szatan<br>podpowiada metody niszczenia narodu polskiego. Wyjaśnia to Mickiewicz,<br>cytując bajkę Goreckiego o diable i ziarnie.<br>Sens ogólny bajki wskazuje na klęskę zła. Car jest porównany do szatana,<br>który chciał pokrzyżować plany Boga opiekującego się człowiekiem<br>wypędzonym z Raju. Szatan podejmuje działania, które obrócą się przeciwko<br>niemu. Zamiast zaplanowanego przez niego dzieła zniszczenia, mamy<br>do czynienia z odrodzeniem się życia. Kiełkujące, wschodzące, rosnące,<br>zakwitające i wydające plon ziarno symbolizuje odrodzenie. Tak jak zło<br>w konfrontacji z dobrem może odnieść tylko chwilowe zwycięstwo, tak car<br>na krótko może czuć się „zwycięzcą nad dziatwą”.<br>Niewinna<br>ofiara<br>młodych<br>Polaków<br>jest<br>według<br>przekonanego<br>o mesjanistycznej historiozofii Mickiewicza wpisana w Boży plan zbawienia<br>świata. Naród polski został przez Boga wybrany po to, by być Mesjaszem<br>zniewolonych narodów. Tak objaśniając męczeństwo swoich rodaków,<br>Mickiewicz nie tylko leczy ich dusze zbolałe po klęsce powstania listopadowego,<br>ale także nadaje sens cierpieniu, daje nadzieję i siłę do przetrwania.<br>Temat 2. Analizując fragmenty Przedwiośnia i Granicy, porównaj kreacje matek. Określ<br>wzajemne relacje między matką i dzieckiem, wykorzystując także znajomość<br>utworów.<br>Stefan Żeromski Przedwiośnie<br>Matka nie była w stanie utrzymać syna w domu, nakazać mu zmiany wyuzdanych<br>obyczajów, dopilnować go i wyśledzić miejsca jego kryjówek. Bez przerwy niemal czekała<br>na jego powrót. Gdy chwytał czapkę i pędem wylatywał z domu, coś podsuwało się do jej<br>gardzieli i zapierało oddech. Nie miała już siły prosić urwisa, żeby nie chodził. [ ]<br>To obce miasto stało się dla niej jeszcze bardziej obce, cudze, niepojęte, groźne,<br>złowieszcze. Po wyjeździe męża wszystkiego się tutaj bała. Dopóki mąż był w domu, on był<br>osobą - ona cichym i pokornym cieniem osoby. Teraz ów cień musiał stać się figurą czynną.<br>Cień musiał nabrać woli, władzy, decyzji. Jakże ten mus był nieznośny, jak uciążliwy!<br>Musiała wiedzieć o wszystkim, przewidywać, zapobiegać, rozkazywać. Gubiła się<br>w plątaninie swych obowiązków. Nie wiedziała, od czego zacząć, gdzie jest droga i jak nią<br>iść. Wstydziła się i trwożyła. Przeżywała jedną z najsroższych tortur, torturę czynu narzuconą<br>niedołężnej bierności. Cierpiała nie mogąc dać sobie rady. Trwoga o syna, który się jak<br>na złość zlisił, dobijała ją. Jedyną ulgę znajdywała w ciągu nocy, kiedy chłopak twardo spał.<br>Słyszała wtedy jego oddech, wiedziała, że jest obok niej i że mu nic nie zagraża. Ale sama<br>wtedy nie spała. Popadła w bezsenność. Wolała jednak bezsenność białej nocy niż trwogę<br>białego dnia. Och, jakże dobrze jej było przyczaić się na legowisku, zasunąć się w kąt<br>i patrzeć na śliczną głowę chłopca, owianą gęstwiną falistej czupryny i - patrząc tak na niego<br>Poziom podstawowy<br>12</p>\n<ul><li>o nim marzyć! Jakiż śliczny, jakiż ukochany ten łobuz, ten urwis, ten włóczykij</li></ul>\n<p>i zawalidroga!<br>Co mu się też śni - co tam przepływa pod czarującą płaszczyzną spadzistego czoła?<br>Co też to widać w tych oczach głucho zamkniętych, pod cienistymi powiekami? [ ]<br>A patrząc tak na główkę jedynaka, głęboko rozważała: &quot;Któż to jest, na Boga! ten chłopiec?<br>Oto tajemnica niezbadana poczęła go w niej. Oto był maleńki i niedołężny - kruszyna<br>cielesna, byt zależny jedynie od niej - cząstka jej całości, jak gdyby nowy organ jej ciała, ręka<br>lub noga Wykarmiła go, wypielęgnowała, wyhodowała. Z roku na rok rósł w jej rękach,<br>w jej oczach, w jej objęciu. Każdy dzień jego zależał od niej, z niej się poczynał, na niej się<br>kończył. Siły swe przelała, życie swe przesączyła kropla po kropli w jego siły. Nastawiła<br>i wyprostowała drogi jego krwi. Nadała mu głos, krzyk, śpiew. A oto teraz obcy się staje<br>i złowieszczy. Obraca się przeciwko niej. Z niego płynie na nią jakieś złe. Bezgraniczna<br>miłość ku niemu przekształca się i przeradza na krzywdę słabego jej ciała i ducha omdlałego.<br>Gdyby go tak bezgranicznie nie kochała, cóż by jej było, choćby się psuł i, gdzie chce, hasał!<br>Ale on bije w miłość, targa tą siłą, którą go obdarzył jej słaby ostatek mocy&quot;.<br>1925<br>Stefan Żeromski, Przedwiośnie, Warszawa 1984<br>Zofia Nałkowska Granica<br>Elżbieta [opiekując się chorą panią Kolichowską] pomyślała o matce, która<br>nie pielęgnowała jej nigdy w chorobie.<br>Och, tamtej urody nie uszkodziły lata. Ostatniej wiosny napatrzyła się jej do woli. Uczuła<br>jeszcze teraz zapach powietrza, gorzki od nagrzanych południowych liści. Stała za matką<br>na dużym balkonie nadwodnej willi. […] Matka była zdenerwowana, naprzód spieszyła się,<br>a teraz czekała niecierpliwie. Lepiej było milczeć. Elżbieta z ciekawością przyglądała się jej<br>sukni. Była z mszystej, mięciutkiej wełny białej i zapinała się na piersiach ukośnie na trzy<br>guziki, trzy okrągłe kawałki różowego koralu. Na szyi nie było pereł, tylko sznurek takich<br>samych, trochę drobniejszych różowych korali. Nadęte, rozgniewane usta były pomalowane<br>jasnym karminem. I jeszcze coś bladoczerwonego, jakaś kokarda z emalii uczepiona była<br>do każdego z białych, mszystych pantofelków. Była cała czysta, świeża, zbytkowna, gładka -<br>bez jednej zmazy. Była czymś najpiękniejszym, co się da pomyśleć. Była bezużyteczna, była<br>tylko do ozdoby. Jak można mieć taki profil i żeby to było żywe!<br>Nie była matką, była zwyczajnie drugą kobietą. Jej piękność, jej cała jakość była tylko<br>męczarnią. Maskowała się tak niedbale. Obie ręce trzymała na poręczy balkonu - i także te<br>ręce były piękne i miały koralowe paznokcie. Bez słowa patrzyła przed siebie, ściągając brwi.<br>Ale nie na jezioro. Ani na góry tamtego brzegu - lekkie, jakby wydmuchane z niebieskiego<br>kurzu, ani białe żagle, nadciągające po wodzie świetlistej i zielonej jak grynszpan - nie były<br>dla niej warte widzenia. Patrzyła na kratę małej bramy w murze, bo tędy miał znowu teraz<br>przyjść któryś z jej mężczyzn.<br>Nie uśmiechnęła się, gdy wszedł. Uśmiechała się niezmiernie rzadko, była piękna<br>pochmurnie i gniewnie. Ale za to jej uśmiech znaczył o wiele więcej niż u innych. Był<br>nie tylko łaskawy i dziecinnie niezaradny, był jeszcze pełen dobroci.<br>Dlaczego Elżbieta myślała o niej, że jest niedobra?<br>1935<br>Zofia Nałkowska, Granica, Warszawa 1984<br>Poziom podstawowy<br>13<br>na temat nr 2<br>Ani w „Przedwiośniu”, ani w „Granicy” matki nie są postaciami<br>głównymi. Ich kreacje służą przede wszystkim charakteryzowaniu dorosłych już<br>dzieci, objaśnianiu ich decyzji i relacji z ludźmi.<br>Powyższe fragmenty pokazują bardzo różne, wręcz kontrastowe portrety<br>matek. W obydwu fragmentach narracja poprowadzona jest z punktu widzenia<br>bohaterek (z wykorzystaniem mowy pozornie zależnej), z tą różnicą,<br>że w pierwszym fragmencie mamy perspektywę matki myślącej o jedynym<br>dziecku, w drugim natomiast - dorosłej jedynaczki wspominającej spotkanie<br>z matką. Na kreację tak różnych portretów musiała mieć wpływ biografia obojga<br>twórców: Żeromski bardzo wcześnie stracił matkę i tęsknił za nią długo,<br>Nałkowska natomiast miała bardzo dobry kontakt tylko z ojcem.<br>Jadwiga Barykowa, bohaterka „Przedwiośnia”, była Polką zamieszkałą<br>w Rosji, do której wyjechała wraz z mężem poszukującym pracy i kariery<br>urzędniczej. Nieznająca języka i obyczajów w rosyjskim mieście czuła się obco.<br>Wszystko w nim było dla niej nowe i groźne, wszystkiego się bała. Ponadto była<br>kobietą niepewną swego miejsca w świecie i dlatego całkowicie uzależnioną<br>od męża. Samotność i lęk przed życiem zaczęły jej doskwierać szczególnie wtedy,<br>gdy Seweryn Baryka wyjechał na wojnę, a ona została w Baku tylko z synem.<br>Teraz musiała przejąć obowiązki głowy rodziny, być aktywną, organizować<br>życie własne i syna. Dotychczas żyjąca w cieniu męża i podporządkowana jego<br>woli, z trudnością odnajdywała się w nowej rzeczywistości. Osamotniona,<br>i zagubiona, martwiła się o swojego jedynaka, którego przyszło jej wychowywać<br>w niespokojnych i groźnych czasach rewolucji. Kochała go nad życie i drżała<br>z lęku, gdy tylko znikał jej z oczu. Z synem czuła więź szczególną, zrozumiałą<br>dla matek pielęgnujących swoje małe dzieci i obserwujących, jak rosną,<br>dojrzewają, stają się samodzielne. [Żeromski tak pięknie, tak poetycko o tym<br>pisze: „Siły swe przelała, życie swe przesączyła kropla po kropli w jego siły.<br>Nastawiła i wyprostowała drogi jego krwi. Nadała mu głos, krzyk, śpiew.”]<br>Bolało ją to, że dojrzewanie dziecka zbiegło się z działaniami rewolucjonistów,<br>którzy mieli ogromny wpływ na jej syna. Pod wpływem komunistów chłopiec<br>stawał się „obcy i złowieszczy”. Cierpiała, że nie może znaleźć z nim<br>porozumienia, że syn ją odtrąca.<br>Wielka, wszystko wybaczająca, cierpliwa miłość, którą Cezary był otoczony,<br>wydała plon. Cezary, zbuntowany, egoistyczny, często impertynencki wobec<br>matki i nieczuły, z czasem zaczął patrzeć na matkę tak, jak ona patrzyła<br>na niego, czyli z troską i niepokojem. Zauważył, że jego matka wygląda na dużo<br>więcej lat niż ma. Dostrzegł, że schudła i jest coraz słabsza. To spowodowało,<br>że poświęcał jej więcej czasu i wreszcie nie tylko z uwagą słuchał, co mówiła,<br>ale zastanawiał się na jej sądami o nowej rzeczywistości. Docenił jej<br>przenikliwość w opiniach, mądrość wynikającą z szacunku dla drugiego<br>Poziom podstawowy<br>14<br>człowieka i jego dorobku. Boleśnie odczuł jej śmierć i zbezczeszczenie zwłok.<br>Trudno było mu pogodzić się z jej brakiem.<br>W drugim fragmencie („Granica”) postać matki jest inna. Przede wszystkim<br>należy powiedzieć o tym, co głównie boli córkę, czyli brak matki podczas<br>choroby. Dla niej jako dorosłej kobiety matka jest po prostu inną kobietą.<br>Elżbieta postrzega matkę jako piękną, elegancką, zadbaną kobietę niecierpliwie<br>oczekującą na mężczyznę, który nie nadchodzi. Córka dostrzega niepokój matki,<br>wysiłek zmierzający do ukrycia irytacji i obaw związanych z nieobecnością<br>owego mężczyzny. Pomiędzy nią i matką nie ma porozumienia i uczuć, jakie<br>zwykle są między tak bliskimi sobie osobami. Bo pani Biecka - Niewieska wcale<br>nie jest bliska Elżbiecie. Na pewno bliższa jej jest pani Kolichowska, ciotka,<br>która ją wychowywała, gdy matka ją odtrąciła. I chociaż teraz Elżbieta więcej<br>rozumie z zachowań i decyzji matki, to jednak ma żal, że nie była ukochaną<br>jedynaczką, z troską i niepokojem pielęgnowaną w chorobie. Nawet gdy<br>dostrzega pełen dobroci uśmiech matki, nie może stłumić w sobie przekonania,<br>że jest niedobra. Jednak potrzebowała matki, szukała jej, pragnęła jej się<br>zwierzyć z kłopotów związanych z przeszłością narzeczonego Zenona.<br>Odwiedziny u matki nic nie zmieniły w ich stosunkach. Pani Biecka - Niewieska</p>\n<ul><li>zajęta przede wszystkim sobą - nie umiała i nie chciała zaangażować się</li></ul>\n<p>w sprawy dorosłej córki. Tak jak w dzieciństwie nie otoczyła jej miłością, tak<br>teraz nie jest zainteresowana jej życiem. Nieobdarzona matczyną miłością<br>Elżbieta, nie potrafi kochać matki. Nadal są to zdystansowane wobec siebie<br>kobiety, zajęte swoimi problemami. Pomimo tego Elżbieta w trudnej sytuacji<br>życiowej nieświadomie powiela wzór matki i pozostawia swoje dziecko pod<br>opieką rodziny, a sama wyjeżdża do Warszawy.<br>Z porównania dwóch różnych portretów matek i ich relacji z dziećmi<br>wynika, że to, co dziecko otrzyma w dzieciństwie od matki, determinuje jego<br>przyszły los i postawy wobec ludzi. Cezary, nauczony miłości, będzie bardzo<br>wrażliwy na krzywdę innych ludzi, Elżbieta wychowywana bez matczynej miłości<br>będzie zdystansowana i pełna rezerwy wobec innych. Chociaż zdarzy się,<br>że zareaguje na nieszczęście innych, będą to sytuacje sporadyczne, najczęściej<br>w jakiś sposób związane z jej życiem.<br>Poziom podstawowy<br>15<br>Wybierając teksty nieliterackie i literackie na egzamin maturalny, kierujemy się nie<br>tylko kryteriami opublikowanymi w Informatorze maturalnym; zwracamy także uwagę na to,<br>aby były to teksty, w których podjęte są tematy ważne dla młodego człowieka. Nie mniej<br>ważnym kryterium są możliwości sprawdzenia umiejętności, którymi powinien się wykazać<br>maturzysta.<br>Przed podjęciem ostatecznej decyzji zasięgamy opinii nauczycieli akademickich<br>z różnych uczelni.<br>Oto fragmenty wypowiedzi profesorów o tekście Barbary Skargi O obywatelstwie.<br>„Bardzo mądry, pięknie napisany tekst o ogromnych walorach wychowawczych<br>i poznawczych. Klarowna kompozycja umożliwia skuteczne śledzenie argumentacji na rzecz<br>dobitnie sformułowanej tezy. Umiarkowana erudycyjność nie przytłacza odbiorcy, lecz<br>właśnie sprzyja utrzymaniu jego uwagi. Odniesienia do współczesności i potocznych<br>doświadczeń są dla ucznia całkowicie zrozumiałe, a jednocześnie związane z odległą genezą<br>demokracji, postawy obywatelskiej, wartości współuczestnictwa. Nadzwyczaj udana<br>propozycja egzaminacyjna.<br>W zestawie zadań widać równie trafną realizację zasady „czytania ze rozumieniem”:<br>pytania kierują uwagę na idee i retorykę tekstu, analizują sposób argumentacji, wymuszają<br>selekcję elementów kompozycyjnych i znaczeniowych tekstu; nie ma tu poleceń zbyt trudnych,<br>ale i nadmiernie prostych.”<br>„Tekst trafnie dobrany, przejrzysty, nie powinien sprawiać trudności maturzyście. Posiada<br>walory nie tylko merytoryczne, lecz także stylowe. Dotyczy wartości podstawowych,<br>powszechnie akceptowanych.”<br>Znajdujące się w arkuszu egzaminacyjnym teksty literackie należą do kanonu lektur<br>szkolnych.</p>","solutions":[]}