{"id":"jezyk-polski-2008-maj-matura-podstawowa/zad/Temat 2","paper_id":"jezyk-polski-2008-maj-matura-podstawowa","number":"Temat 2","points":null,"ptype":"open","subject":"jezyk-polski","category":"matura","year":2008,"month":"maj","level":"podstawowa","text":"Temat 2. Sen jako sposób prezentowania postaci literackiej.\nAnalizując i interpretując podany fragment Lalki Bolesława Prusa, wyjaśnij,\nco marzenie senne mówi o bohaterce powieści i jej stosunku do ważnych w jej\nżyciu osób - ojca i Wokulskiego.\nBolesław Prus Lalka (fragment)\nJuż mrok ogarnął ziemię Panna Izabela jest znowu sama w swoim gabinecie; upadła\nna szezlong i obu rękami zasłoniła oczy.[ ]\nCo za straszne położenie! Już miesiąc zadłużają się u swego lokaja, a od dziesięciu dni\njej ojciec na swoje drobne wydatki wygrywa pieniądze w karty Wygrać można; panowie\nwygrywają tysiące, ale nie na opędzenie pierwszych potrzeb, i przecież - nie od kupców.\nAch, gdyby można, upadłaby ojcu do nóg i błagała go, ażeby nie grywał z tymi ludźmi,\na przynajmniej nie teraz, kiedy ich stan majątkowy jest tak ciężki. Za kilka dni, gdy odbierze\npieniądze za swój serwis, sama wręczy ojcu paręset rubli, prosząc, ażeby je przegrał do tego\npana Wokulskiego, ażeby wynagrodził go hojniej, niż ona wynagrodzi Mikołaja\nza zaciągnięte długi.\nAle czyż jej wypada zrobić to, a nawet mówić o tym ojcu?\n„Wokulski? Wokulski? - szepce panna Izabela. - Któż to jest ten Wokulski, który\ndziś tak nagle ukazał się jej od razu z kilku stron, pod rozmaitymi postaciami. Co on ma\ndo czynienia z jej ciotką, z ojcem? ”[ ]\nZrobiło się już zupełnie ciemno; na ulicy zapalono latarnie, których blask wpadał\ndo gabinetu panny Izabeli malując na suficie ramę okna i zwoje firanki. Wyglądało to jak\nkrzyż na tle jasności, którą powoli zasłania gęsty obłok.\n„Gdzie to ja widziałam taki krzyż, taką chmurę i jasność? ” - zapytała się panna Izabela.\nZaczęła przypominać sobie widziane w życiu okolice i - marzyć.\nZdawało się jej, że powozem jedzie przez jakąś znaną miejscowość. Krajobraz jest\npodobny do olbrzymiego pierścienia, utworzonego z lasów i zielonych gór, a jej powóz\nznajduje się na krawędzi pierścienia i zjeżdża na dół. Czy on zjeżdża? bo ani zbliża się\ndo niczego, ani od niczego nie oddala, tak jakby stał w miejscu. Ale zjeżdża: widać to\npo wizerunku słońca, które odbija się w lakierowanym skrzydle powozu i, drgając, z wolna\nposuwa się w tył. Zresztą słychać turkot To turkot dorożki na ulicy? Nie, to turkoczą\nmachiny pracujące gdzieś w głębi owego pierścienia gór i lasów. Widać tam nawet, na dole,\njakby jezioro czarnych dymów i białych par, ujęte w ramę zieloności.\nTeraz panna Izabela spostrzega ojca, który siedzi przy niej i z uwagą ogląda sobie\npaznokcie, od czasu do czasu rzucając okiem na krajobraz. Powóz ciągle stoi na krawędzi\npierścienia, niby bez ruchu, a tylko wizerunek słońca, odbitego w lakierowanym skrzydle,\nwolno posuwa się ku tyłowi. Ten pozorny spoczynek czy też utajony ruch w wysokim stopniu\ndrażni pannę Izabelę. „Czy my jedziemy, czy stoimy?” - pyta ojca. Ale ojciec nie odpowiada\nnic, jakby jej nie widział; ogląda swoje piękne paznokcie i czasami rzuca okiem na okolicę\nWtem (powóz ciągle drży i słychać turkot) z głębi jeziora czarnych dymów i białych par\nwynurza się do pół figury jakiś człowiek. Ma krótko ostrzyżone włosy, śniadą twarz, która\nprzypomina Trostiego, pułkownika strzelców (a może gladiatora z Florencji?), i ogromne\nczerwone dłonie. Odziany jest w zasmoloną koszulę z rękawami zawiniętymi wyżej łokcia;\nw lewej ręce, tuż przy piersi, trzyma karty ułożone w wachlarz, w prawej, którą podniósł\nnad głowę, trzyma jedną kartę, widocznie w tym celu, aby ją rzucić na przód siedzenia\npowozu. Reszty postaci nie widać spośród dymu.\n„Co on robi, ojcze?” - pyta się zalękniona panna Izabela.\n„Gra ze mną w pikietę” - odpowiada ojciec, również trzymając w rękach karty.\n„Ależ to straszny człowiek, papo!”\n„Nawet tacy nie robią nic złego kobietom” - odpowiada pan Tomasz.\nPoziom podstawowy\n10\nTeraz dopiero panna Izabela spostrzega, że człowiek w koszuli patrzy na nią jakimś\nszczególnym wzrokiem, ciągle trzymając kartę nad głową. Dym i para, kotłujące w dolinie,\nchwilami zasłaniają jego rozpiętą koszulę i surowe oblicze; tonie wśród nich - nie ma go.\nTylko spoza dymu widać blady połysk jego oczów, a nad dymem obnażoną do łokcia rękę\ni - kartę.\n„Co znaczy ta karta, papo? ” - zapytuje ojca.\nAle ojciec spokojnie patrzy we własne karty i nie odpowiada nic, jakby jej nie widział.\n„Kiedyż nareszcie wyjedziemy z tego miejsca? ”\nAle choć powóz drży i słońce odbite w skrzydle posuwa się ku tyłowi, ciągle u stopni\nwidać jezioro dymu, a w nim zanurzonego człowieka, jego rękę nad głową i - kartę.\nPannę Izabelę ogarnia nerwowy niepokój, skupia wszystkie wspomnienia, wszystkie\nmyśli, ażeby odgadnąć: co znaczy karta, którą trzyma ten człowiek?\nCzy to są pieniądze, które przegrał do ojca w pikietę? Chyba nie. Może ofiara, jaką złożył\nTowarzystwu Dobroczynności? I to nie. Może tysiąc rubli, które dał jej ciotce na ochronę,\na może to jest kwit na fontannę, ptaszki i dywany do ubrania grobu Pańskiego? Także nie;\nto wszystko nie niepokoiłoby jej.\nStopniowo pannę Izabelę napełnia wielka bojaźń. Może to są weksle jej ojca, które ktoś\nniedawno wykupił? W takim razie, wziąwszy pieniądze za srebra i serwis, spłaci ten dług\nnajpierw i uwolni się od podobnego wierzyciela. Ale człowiek pogrążony w dymie wciąż\npatrzy jej w oczy i karty nie rzuca. Więc może Ach!\nPanna Izabela zrywa się z szezlonga, potrąca w ciemności o taburet i drżącymi rękoma\ndzwoni. Dzwoni drugi raz, nie odpowiada nikt, więc wybiega do przedpokoju i we drzwiach\nspotyka pannę Florentynę, która chwyta ją za rękę i mówi ze zdziwieniem:\n- Co tobie, Belciu?\nŚwiatło w przedpokoju nieco oprzytomnia pannę Izabelę. Uśmiecha się.\n- Weź, Florciu, lampę do mego pokoju. Papo jest?\n- Przed chwilą wyjechał.\n- A Mikołaj?\n- Zaraz wróci, poszedł oddać list posłańcowi. Czy gorzej boli cię głowa? - pyta panna\nFlorentyna.\n- Nie - śmieje się panna Izabela - tylko zdrzemnęłam się i tak mi się coś majaczyło.\nBolesław Prus, Lalka, Wrocław 1998\nPoziom podstawowy\n11\nna temat nr\nPoziom podstawowy\n12\nPoziom podstawowy\n13\nPoziom podstawowy\n14\nPoziom podstawowy\n15\nBRUDNOPIS (nie podlega ocenie)","answer":null,"answer_text":"Temat 2. Sen jako sposób prezentowania postaci literackiej.\nAnalizując i interpretując podany fragment Lalki Bolesława Prusa, wyjaśnij,\nco marzenie senne mówi o bohaterce powieści i jej stosunku do ważnych w jej\nżyciu osób - ojca i Wokulskiego.\nBolesław Prus Lalka (fragment)\nJuż mrok ogarnął ziemię Panna Izabela jest znowu sama w swoim gabinecie; upadła\nna szezlong i obu rękami zasłoniła oczy.[ ]\nCo za straszne położenie! Już miesiąc zadłużają się u swego lokaja, a od dziesięciu dni\njej ojciec na swoje drobne wydatki wygrywa pieniądze w karty Wygrać można; panowie\nwygrywają tysiące, ale nie na opędzenie pierwszych potrzeb, i przecież - nie od kupców.\nAch, gdyby można, upadłaby ojcu do nóg i błagała go, ażeby nie grywał z tymi ludźmi,\na przynajmniej nie teraz, kiedy ich stan majątkowy jest tak ciężki. Za kilka dni, gdy odbierze\npieniądze za swój serwis, sama wręczy ojcu paręset rubli, prosząc, ażeby je przegrał do tego\npana Wokulskiego, ażeby wynagrodził go hojniej, niż ona wynagrodzi Mikołaja\nza zaciągnięte długi.\nAle czyż jej wypada zrobić to, a nawet mówić o tym ojcu?\n„Wokulski? Wokulski? - szepce panna Izabela. - Któż to jest ten Wokulski, który\ndziś tak nagle ukazał się jej od razu z kilku stron, pod rozmaitymi postaciami. Co on ma\ndo czynienia z jej ciotką, z ojcem? ”[ ]\nZrobiło się już zupełnie ciemno; na ulicy zapalono latarnie, których blask wpadał\ndo gabinetu panny Izabeli malując na suficie ramę okna i zwoje firanki. Wyglądało to jak\nkrzyż na tle jasności, którą powoli zasłania gęsty obłok.\n„Gdzie to ja widziałam taki krzyż, taką chmurę i jasność? ” - zapytała się panna Izabela.\nZaczęła przypominać sobie widziane w życiu okolice i - marzyć.\nZdawało się jej, że powozem jedzie przez jakąś znaną miejscowość. Krajobraz jest\npodobny do olbrzymiego pierścienia, utworzonego z lasów i zielonych gór, a jej powóz\nznajduje się na krawędzi pierścienia i zjeżdża na dół. Czy on zjeżdża? bo ani zbliża się\ndo niczego, ani od niczego nie oddala, tak jakby stał w miejscu. Ale zjeżdża: widać to\npo wizerunku słońca, które odbija się w lakierowanym skrzydle powozu i, drgając, z wolna\nposuwa się w tył. Zresztą słychać turkot To turkot dorożki na ulicy? Nie, to turkoczą\nmachiny pracujące gdzieś w głębi owego pierścienia gór i lasów. Widać tam nawet, na dole,\njakby jezioro czarnych dymów i białych par, ujęte w ramę zieloności.\nTeraz panna Izabela spostrzega ojca, który siedzi przy niej i z uwagą ogląda sobie\npaznokcie, od czasu do czasu rzucając okiem na krajobraz. Powóz ciągle stoi na krawędzi\npierścienia, niby bez ruchu, a tylko wizerunek słońca, odbitego w lakierowanym skrzydle,\nwolno posuwa się ku tyłowi. Ten pozorny spoczynek czy też utajony ruch w wysokim stopniu\ndrażni pannę Izabelę. „Czy my jedziemy, czy stoimy?” - pyta ojca. Ale ojciec nie odpowiada\nnic, jakby jej nie widział; ogląda swoje piękne paznokcie i czasami rzuca okiem na okolicę\nWtem (powóz ciągle drży i słychać turkot) z głębi jeziora czarnych dymów i białych par\nwynurza się do pół figury jakiś człowiek. Ma krótko ostrzyżone włosy, śniadą twarz, która\nprzypomina Trostiego, pułkownika strzelców (a może gladiatora z Florencji?), i ogromne\nczerwone dłonie. Odziany jest w zasmoloną koszulę z rękawami zawiniętymi wyżej łokcia;\nw lewej ręce, tuż przy piersi, trzyma karty ułożone w wachlarz, w prawej, którą podniósł\nnad głowę, trzyma jedną kartę, widocznie w tym celu, aby ją rzucić na przód siedzenia\npowozu. Reszty postaci nie widać spośród dymu.\n„Co on robi, ojcze?” - pyta się zalękniona panna Izabela.\n„Gra ze mną w pikietę” - odpowiada ojciec, również trzymając w rękach karty.\n„Ależ to straszny człowiek, papo!”\n„Nawet tacy nie robią nic złego kobietom” - odpowiada pan Tomasz.\nPoziom podstawowy\n10\nTeraz dopiero panna Izabela spostrzega, że człowiek w koszuli patrzy na nią jakimś\nszczególnym wzrokiem, ciągle trzymając kartę nad głową. Dym i para, kotłujące w dolinie,\nchwilami zasłaniają jego rozpiętą koszulę i surowe oblicze; tonie wśród nich - nie ma go.\nTylko spoza dymu widać blady połysk jego oczów, a nad dymem obnażoną do łokcia rękę\ni - kartę.\n„Co znaczy ta karta, papo? ” - zapytuje ojca.\nAle ojciec spokojnie patrzy we własne karty i nie odpowiada nic, jakby jej nie widział.\n„Kiedyż nareszcie wyjedziemy z tego miejsca? ”\nAle choć powóz drży i słońce odbite w skrzydle posuwa się ku tyłowi, ciągle u stopni\nwidać jezioro dymu, a w nim zanurzonego człowieka, jego rękę nad głową i - kartę.\nPannę Izabelę ogarnia nerwowy niepokój, skupia wszystkie wspomnienia, wszystkie\nmyśli, ażeby odgadnąć: co znaczy karta, którą trzyma ten człowiek?\nCzy to są pieniądze, które przegrał do ojca w pikietę? Chyba nie. Może ofiara, jaką złożył\nTowarzystwu Dobroczynności? I to nie. Może tysiąc rubli, które dał jej ciotce na ochronę,\na może to jest kwit na fontannę, ptaszki i dywany do ubrania grobu Pańskiego? Także nie;\nto wszystko nie niepokoiłoby jej.\nStopniowo pannę Izabelę napełnia wielka bojaźń. Może to są weksle jej ojca, które ktoś\nniedawno wykupił? W takim razie, wziąwszy pieniądze za srebra i serwis, spłaci ten dług\nnajpierw i uwolni się od podobnego wierzyciela. Ale człowiek pogrążony w dymie wciąż\npatrzy jej w oczy i karty nie rzuca. Więc może Ach!\nPanna Izabela zrywa się z szezlonga, potrąca w ciemności o taburet i drżącymi rękoma\ndzwoni. Dzwoni drugi raz, nie odpowiada nikt, więc wybiega do przedpokoju i we drzwiach\nspotyka pannę Florentynę, która chwyta ją za rękę i mówi ze zdziwieniem:\n- Co tobie, Belciu?\nŚwiatło w przedpokoju nieco oprzytomnia pannę Izabelę. Uśmiecha się.\n- Weź, Florciu, lampę do mego pokoju. Papo jest?\n- Przed chwilą wyjechał.\n- A Mikołaj?\n- Zaraz wróci, poszedł oddać list posłańcowi. Czy gorzej boli cię głowa? - pyta panna\nFlorentyna.\n- Nie - śmieje się panna Izabela - tylko zdrzemnęłam się i tak mi się coś majaczyło.\nBolesław Prus, Lalka, Wrocław 1998\nPoziom podstawowy\n11\nna temat nr 1\nKonflikt pokoleń to temat często występujący w literaturze; czasami\nprzedstawiany jest jako niezgoda w rodzinie (Witold i Benedykt Korczyńscy),\ninnym razem jako konflikt pokoleń literackich albo całych generacji. Zawsze\nwynika ze sprzeczności postaw wobec świata właściwych dla „młodych”\ni „starych”. Bunt wobec zastanego porządku, pragnienie i gotowość\nzmieniania świata, „synowie” przeciwstawiają zachowawczości „ojców”.\nProblem ten przedstawiony jest w analizowanych wierszach.\nZarówno „Oda do młodości” Adama Mickiewicza, jak i utwór\nKazimierza Przerwy - Tetmajera „Któż nam powróci ” zostały napisane\nw XIX wieku: klasycystyczna w formie a romantyczna w treści „Oda ”\nna początku (w 1820 roku), dekadencki wiersz u jego schyłku (w 1894).\nTworząc te teksty, obaj poeci mieli ponad dwadzieścia lat, obaj\nwypowiedzieli się w imieniu swojego pokolenia (zastosowana forma liczby\nmnogiej: „ze słabością łamać uczmy się”, „Opaszmy ziemskie kolisko!/\nZestrzelmy myśli ”, „któż nam ”, „czy pytają nas”), obaj przedstawili\nw wierszach pokolenie swoje i generację ojców. Pomimo tak ważnych\nzbieżności są to utwory diametralnie różne, co uwidacznia się już podczas\npierwszej lektury. Czy wynika to tylko z czasu, w którym żyli? Początek wieku\nzazwyczaj nastraja optymistycznie, niesie nadzieję na korzystne zmiany\ni wiarę w ich realizację, koniec wieku to czas podsumowań, często\nprzynoszących rozgoryczenie i przeświadczenie o zmarnowanych szansach.\n„Oda do młodości” jest bardzo dynamiczna, pełna zapału do działań\nzmieniających świat i wiary w ich skuteczność. Przedstawiciel młodego\npokolenia stawia sobie i innym wysokie wymagania, tylko pozornie\nnie do zrealizowania. Ma bowiem poczucie nieograniczonych możliwości\ni siły, które daje młodość („Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga / Łam, czego\nrozum nie złamie: / Młodości! Orla twych lotów potęga.”). Siła ta\nprzezwycięży\nracjonalne\npodejście\ndo\nświata\ni\nprzeciwstawi\nsię\ndoświadczeniu. Poeta wzywa więc młodych do pracy nad sobą, by zmienić\nświat. Pragnie uszczęśliwić całą ludzkość, chce razem z rówieśnikami\n„ruszyć bryłę z posad świata”, jak nazywa Ziemię. Działaniem młodych chce\nobjąć cały kosmos. Tym szlachetnym celom towarzyszy radość wspólnego\ndziałania, gotowość do poświęceń.\nTej determinacji i wiary w skuteczność podejmowanych działań brak\nmłodym z końca wieku, w których imieniu wypowiada się Tetmajer\n(„nie mamy odwagi i mocy”). Wyznaniu światopoglądowemu towarzyszy\nodpowiedni nastrój, inny w każdym utworze. U Mickiewicza aż skrzy się\nod zdań wykrzyknikowych wyrażających wielkie emocje i przekonanie\no możliwościach realizacji wszystkich zamierzeń, u Tetmajera dominują\nniedopowiedzenia, pytania retoryczne, wprowadzające atmosferę rezygnacji,\nrozczarowania i niemocy. Ramę kompozycyjną wiersza Tetmajera tworzy\nPoziom podstawowy\n12\npowtórzenie, które wyraża poczucie straconej młodości. W „wiośnie życia”\njego rówieśnicy nie widzieli „wiosennego nieba”, będąc młodymi\nnie odczuwali radości, energii, pragnienia zmiany świata. Pytania retoryczne\nujawniają świadomość bezpowrotnej straty. Poczuciu straty towarzyszy żal\nadresowany do starszego pokolenia, które obarczyło młodych niechcianym\ndziedzictwem braku siły i odwagi. Młodzi w wierszu Tetmajera są\nosamotnieni, nieakceptowani, niezrozumiani. Świadomie odrzucili powinność\n„troski o świat”, nie podjęli działań społecznych i politycznych. Z wiersza\nnie dowiemy się, jakie idee zastąpiły stare. Jeśli uwzględnimy światopogląd\nkońca XIX wieku, kształtowany przez obsesje katastroficzne i filozofię\nSchopenhauera, możemy stwierdzić, że młodzi nie wskazali kierunku swoich\ndziałań. Tetmajer wyjaśnia w wierszu przyczyny postawy zdominowanej\nprzez rezygnację. Takie zwroty, jak: „gorzkie godziny daremnych pragnień”,\n„smutku głębiny”, „straszne katusze ducha niepodległego” hiperbolizują\nwizję życia zdeterminowanego przez los, życia skazanego na cierpienie.\nZ bezsilności wobec przeznaczenia wynika postawa dekadencka. Młodzi\nz końca XIX wieku odżegnują się od swej tradycyjnej misji i o to ma do nich\nżal pokolenie odchodzące. Z perspektywy młodych przyszłość jawi się jako\nkatastrofa. Jednak młodzi dekadenci nie mają poczucia winy. Wybór drogi\ndonikąd jest w ich przekonaniu koniecznością wyrosłą z niewiary ojców.\nOdchodząca generacja oczekuje, że młodzi uczynią świat lepszym, rozwiążą\njego problemy, dodadzą ojcom siły i otuchy. Te oczekiwania pozostaną\nniespełnione. „Młodzi” - karmieni chlebem niemocy - również są bezsilni.\nMłodzi z końca XIX wieku w istocie nie różnią się od starych.\nO ile w tekście Tetmajera znajdujemy zacytowane poglądy starszej\ngeneracji, o tyle w wierszu Mickiewicza pokoleniu „starych” nie został\noddany głos. Jest ono charakteryzowane tylko przez młodych, do których\nadresowana jest wypowiedź młodego romantyka. W niezwykle ekspresywnych\nsłowach zarzucił on pokoleniu klasyków oświeceniowych konserwatyzm,\nmarazm, skostnienie. Bierność poprzedniej generacji utrwala stary, niedobry\nporządek w świecie. Rzeczywistość ta skazana jest na rozkład, obumieranie.\nNadszedł czas młodych, których zapał, bezinteresowność, zaangażowanie\npozwoli zmienić świat.\nOba wiersze w różny sposób pokazują odwieczny konflikt pokoleń:\nMickiewicz nadał swojemu wierszowi kształt dynamicznego manifestu,\nTetmajer - formę żalu i skargi. Postawa przedstawiciela romantyków jest\naktywna i pełna optymizmu i wiary w skuteczność działania, natomiast\nreprezentant młodych z końca wieku jest bierny, pesymistyczny i przekonany\no własnej bezsilności. Przed pokoleniem początku XIX wieku jest piękna\nprzyszłość, pokolenie schyłku wieku jest w swoim mniemaniu stracone.\nPoziom podstawowy\n13\nna temat nr 2\nTwórca powieści realistycznej dysponował rozmaitymi sposobami\nkreowania postaci literackiej. Przede wszystkim do głosu dopuszczał\nwszechwiedzącego narratora, który prezentował nie tylko bohatera, ale także\nstosunek\nautora\ndo\nstworzonej\npostaci.\nCzęsto\npostać\nliteracka\ncharakteryzowana była poprzez działanie, wypowiedzi innych bohaterów oraz\nwypowiedzi własne. Typowe dla powieści realistycznej było opisywanie wnętrz,\nw którym bohater przebywał i czuł się dobrze. Charakter przestrzeni\nodzwierciedlał potrzeby, obyczaje, przyzwyczajenia bohatera. Wykorzystanie\nmowy pozornie zależnej pozwalało przeniknąć serce i umysł postaci.\nW kreowaniu bohatera literackiego Prus wykorzystuje także marzenie senne.\nZabieg ten nie był nowością w literaturze. Od czasów Biblii sen był stanem,\nw którym człowiek otrzymywał od sił nadprzyrodzonych informacje o sobie\ni swojej przyszłości (np. bohaterowie Starego i Nowego Testamentu, Więzień\nz III cz. „Dziadów”). W powieści Prusa marzenie senne dotyczy spraw,\no których myślimy w ciągu dnia i które są źródłem udręki i niejasnych przeżyć,\na ponadto przekazują pewną informację o człowieku.\nBohaterka powieści Bolesława Prusa - arystokratka Izabela Łęcka śni\nsen, który odzwierciedla jej niepokoje po pierwszym spotkaniu z kupcem\nStanisławem Wokulskim.\nPierwszy akapit podkreśla osamotnienie i wyobcowanie panny Izabeli.\nŚwiat, w którym o wartości człowieka decydują arystokratyczne tytuły,\nzapomniał o niej - „znowu siedzi sama w swoim gabinecie”. Za oknem zapada\nzmrok, nadchodzi pora dnia, która skłania do refleksji nad sobą i swoim losem.\nNarrator (usytuowany poza światem przedstawionym) w formie mowy pozornie\nzależnej odtwarza nastrój chwili i opisuje stany emocjonalne bohaterki. Ma\no niej nieograniczoną wiedzę - zna jej myśli i uczucia, wkrada się nawet do jej\nsnu.\nMłoda kobieta uświadamia sobie dramatyzm położenia. Pan Tomasz\nzadłuża się u swego lokaja, wygrywa pieniądze w karty od kupców, a panna\nIzabela jest zmuszona sprzedać posagowy serwis. Cóż za upokarzająca sytuacja\ndla dumnej arystokratki! (wykrzyknienie: „Cóż za straszne położenie!”). Jej los\nzależy od lokajów i kupców. Nie miałaby za złe ojcu, gdyby uprawiał hazard\ndla sportu i przyjemności. Panowie przecież „wygrywają tysiące”. Ale ona wie\ni bardzo nad tym boleje, że ojciec w tak poniżający sposób „zarabia” pieniądze\nna utrzymanie domu, „to już nawet nie upadek, to hańba”.\nNachodzą ją czarne myśli, czarne jak zapadający za oknem zmierzch. Jest\nsama, więc może zrzucić maskę konwenansu, „wypaść” z roli i zajrzeć w głąb\nswojej udręczonej duszy (upada na szezlong, zasłania oczy obiema rękami -\nw towarzystwie nie mogłaby się tak zachować; musi stwarzać pozory, by nikt się\nnie domyślił, że majątek Łęckich znajduje się na granicy bankructwa).\nNarastający niepokój bohaterki o los swój i ojca oddają niedopowiedzenia\nPoziom podstawowy\n14\nzakończone wielokropkiem, wykrzyknienia, pytania retoryczne i słowa o silnym\nzabarwieniu emocjonalnym („straszne”, „upadła na szezlong”, „błagać go”).\nGdy wymawia nazwisko Wokulskiego, mówi szeptem, jakby bała się własnych\nmyśli, które wypowiedziane głośno mogłyby sprowadzić nieszczęście. Ten\nczłowiek ją intryguje, ale i przeraża. Gdy zobaczyła go po raz pierwszy, ukazał\nsię jej „pod rozmaitymi postaciami” (filantrop, powiernik ojca, przyjaciel domu,\npartner do gry w pikietę. Oszust to czy uczciwy człowiek?) Była zaskoczona tym,\nże Wokulski ma do czynienia z jej ciotką i ojcem. Ale jeszcze nie umie sobie\nwytłumaczyć, co ją w tym człowieku niepokoi.\nTymczasem w gabinecie jest już ciemno. Uliczne latarnie rzucają cień na ściany\ni firanki, układają się w złowróżbny znak krzyża. Ten obraz wywołuje w pannie\nIzabeli niejasne skojarzenia i wspomnienia. Jawa miesza się ze snem,\na oniryczna rzeczywistość, w którą wchodzi Izabela, zaczyna się rządzić swoimi\nprawami. Sen ujawnia jej nie do końca uświadomione lęki.\nPodróż powozem „na krawędzi pierścienia” symbolizuje upokarzające\npołożenie panny, przywiązanie do klasowych przesądów, niemożność wyjścia\npoza konwenans i stereotypy myślowe arystokracji. Pierścień to tajemniczy\nkrąg, z którego panna Izabela nie może i nie chce się wyrwać. Bohaterka należy\ndo hermetycznego świata ludzi uprzywilejowanych, którzy sądzą, że z tytułu\npochodzenia przysługuje im lepszy los, a zwykli ludzie istnieją tylko po to, by im\nsłużyć (opozycja: pierścień - jezioro). W takim świecie czuje się bezpiecznie,\n„jedzie przez jakąś znaną miejscowość”.\nCzas i przestrzeń zostały zestawione na zasadzie kontrastu. Czas podlega\nruchowi\n(upływa)\npromienie\nsłoneczne\nprzesuwają\nsię\ndo\ntyłu\npo „lakierowanym skrzydle powozu”, przestrzeń pozostaje nieruchoma - powóz\n„ani zbliża się do niczego, ani od niczego nie oddala”. Ten obraz oddaje\npozorny ruch w przestrzeni (słychać turkot, pojazd „jedzie w dół, a tak jakby\nstał w miejscu”) i zapowiada zgubę, czyli społeczną degradację rodu Łęckich\n(jazda po krawędzi pierścienia, jazda na dół). Rozdrażniona „utajonym ruchem\npowozu” i obojętnością ojca zadaje sobie pytanie: „czy my jedziemy,\nczy stoimy?” Zastosowana forma liczby mnogiej pozwala przypuszczać, że obraz\nodnosi się nie tylko do położenia ojca i córki, ale i arystokracji. Pozorny ruch\npojazdu symbolizuje stagnację, marazm i konserwatyzm grupy społecznej, która\nnie umie przystosować się do nowej rzeczywistości (nadchodzi czas ludzi pracy\ni czynu), która kurczowo trzyma się krawędzi pierścienia. Opis zachowania pana\nTomasza jest tego potwierdzeniem. Nie odpowiada na pytanie córki, ogląda\nsobie paznokcie i od czasu do czasu zerka na okolicę, co można interpretować\njako egoizm, niezaangażowanie się, zamknięcie w świecie własnych potrzeb.\nW środku pierścienia znajduje się jezioro „czarnych dymów i białych\npar”, skąd dochodzą odgłosy furkoczących maszyn. W sen panny Izabeli\nwkracza świat rzeczywisty. Śpi ona niespokojnie, jeszcze jakiś czas pozostaje\nna granicy tego, co świadome i podświadome. Potem senne majaki pochłoną ją\ncałkowicie. Istnienia jeziora bardziej się domyśla niż je widzi (widać je jakby).\nPoziom podstawowy\n15\nOna należy do świata „zieloności”. Obydwa światy, zestawione na zasadzie\nkontrastu, mają symboliczną wymowę. We śnie arystokratki zieloność gór\ni lasów można odczytać jako izolowanie się od prawdziwej rzeczywistości,\ntrwanie w świecie fałszywych ideałów. Jezioro to obrazowy ekwiwalent\nprawdziwego życia, które toczy się gdzieś tam, „na dole”, gdzie zło miesza się\nz dobrem, piekło z niebem (symbolika kolorów: czerń - biel), gdzie wre\ncodzienna praca (turkot machin) i toczy się walka o przetrwanie. I właśnie z tej\nrzeczywistości wyłania się człowiek - potwór. To Wokulski - wszak o nim\nmyślała po zapadnięciu zmroku. Zapamiętała jego czerwone ręce przy\npierwszym spotkaniu.\nOpis galanteryjnego kupca jest bardzo plastyczny i sugestywny. Wszystkie\nelementy tego obrazu ujawniają myśli i lęki Izabeli. Wyłonił się nagle z podziemi\n(niskie pochodzenie), ma krótko ostrzyżone włosy, opaloną twarz i czerwone\nręce (symbol prostactwa i niskiego pochodzenia). Nosi zasmoloną koszulę\nz zawiniętymi do łokci rękawami (człowiek pracy i czynu), ma posturę\ngladiatora (symbol siły). Ona boi się takich ludzi, oni są ulepieni z innej gliny.\nWokulski gra z panem Tomaszem w karty. Z wachlarza kart (symbol\npotencjalnych możliwości podsuniętych przez los) wyciąga jedną, by rzucić ją\nna przednie siedzenie powozu. Wszystko stawia na tę kartę (symbol poświęcenia\nsię jednej idei - idei miłości do kobiety). Ten senny majak budzi lęk\ni przerażenie Izabeli. „To straszny człowiek” mówi do ojca. „Straszny człowiek”\nznika w oparach dymu, ale w pamięci panny utrwalają się dwa niepokojące\nobrazy: obnażona ręka z kartą i „szczególny” wzrok jej prześladowcy.\nWyliczenia w formie pytań retorycznych uporządkowanych anaforycznie,\nrozpoczynające się od partykuł: „czy”, „może” urzeczywistniają rozpaczliwe\nposzukiwanie odpowiedzi na pytanie o znaczenie sennych omamów. Symboliczny\njęzyk snu przemawia bowiem do człowieka wieloznacznymi obrazami.\nKonstatacja Izabeli oparta na zasadzie antytezy (może to - nie to) oddaje\nnawarstwiające się w niej przerażenie i poczucie osaczenia. Ona już wie,\nże Wokulskiemu nie chodzi o pana Tomasza i ciotkę („człowiek pogrążony\nw dymie wciąż patrzy jej w oczy i karty nie rzuca”). Już ich omotał\ni podporządkował sobie, żeby nie powiedzieć „kupił”, zdobył ich zaufanie\n(„nawet tacy nie robią nic złego kobietom.”). Odkrywa prawdę („Więc może\nAch!). Stawką w tej grze jest ONA! Młoda kobieta troszcząca się o los i honor\nojca jest zawiedziona jego postawą; jego biernością i zgodą na plany\nWokulskiego.\nSen tłumaczy jej intuicyjną niechęć do Wokulskiego. Odkrywa, że to\nwytrawny gracz, zdobywca, człowiek majętny i wpływowy, który nie spocznie\ndopóty, dopóki nie osaczy jej ze wszystkich stron. Izabela stawia się w roli ofiary\nuciekającej przed myśliwym - zrywa się z szezlonga, wybiega do przedpokoju.\nProsi pannę Florentynę o wniesienie lampy do jej gabinetu. Światło przepędza\nczarne myśli i wyznacza granicę między snem i jawą. Izabela wraca\nPoziom podstawowy\n16\ndo bezpiecznego świata. Lęki spycha do podświadomości (śmieje się: „tak mi się\ncoś majaczyło”).\nSen Izabeli wiele powiedział o bohaterce. Z jednej strony ujawnił jej\nmarzycielskie usposobienie, z drugiej pokazał, że nie jest naiwną panną, która\nnie rozumie ekonomicznej sytuacji rodziny. Sen potwierdził jej wrażliwość,\nhonor i niemożność oderwania się od myślenia kategoriami swojej klasy.\nPonadto odkrył przed czytelnikiem motywy postępowania Łęckiej w relacjach\nz Wokulskim, ujawnił skrywaną niechęć i odrazę („zasmolona koszula”,\n„czerwone ręce”) do człowieka „nie jej gatunku”. Odsłonił jej charakter (nieco\nneurotyczne usposobienie), wydobył nieuświadomione lęki i niepokoje. Pełni sen\nwreszcie funkcję proroctwa - zapowiada „zjeżdżanie w dół” - z Kwirynału\ndo sklepu. Obawy panny Izabeli są uzasadnione, intuicyjnie przeczuwa,\nże nie będzie umiała obronić się przed człowiekiem takim jak Wokulski.","solution":null,"image":"img/jezyk-polski-2008-maj-matura-podstawowa/zad-Temat_2.webp","solution_image":null,"topics":null,"page_from":9,"source":"ocr","answer_source":null,"answer_text_source":"ocr","solution_source":null,"text_source":"ocr","source_label":"Język polski · Matura · maj 2008 (podstawowa)","subject_label":"Język polski","category_label":"Matura","text_html":"<p>Temat 2. Sen jako sposób prezentowania postaci literackiej.<br>Analizując i interpretując podany fragment Lalki Bolesława Prusa, wyjaśnij,<br>co marzenie senne mówi o bohaterce powieści i jej stosunku do ważnych w jej<br>życiu osób - ojca i Wokulskiego.<br>Bolesław Prus Lalka (fragment)<br>Już mrok ogarnął ziemię Panna Izabela jest znowu sama w swoim gabinecie; upadła<br>na szezlong i obu rękami zasłoniła oczy.[ ]<br>Co za straszne położenie! Już miesiąc zadłużają się u swego lokaja, a od dziesięciu dni<br>jej ojciec na swoje drobne wydatki wygrywa pieniądze w karty Wygrać można; panowie<br>wygrywają tysiące, ale nie na opędzenie pierwszych potrzeb, i przecież - nie od kupców.<br>Ach, gdyby można, upadłaby ojcu do nóg i błagała go, ażeby nie grywał z tymi ludźmi,<br>a przynajmniej nie teraz, kiedy ich stan majątkowy jest tak ciężki. Za kilka dni, gdy odbierze<br>pieniądze za swój serwis, sama wręczy ojcu paręset rubli, prosząc, ażeby je przegrał do tego<br>pana Wokulskiego, ażeby wynagrodził go hojniej, niż ona wynagrodzi Mikołaja<br>za zaciągnięte długi.<br>Ale czyż jej wypada zrobić to, a nawet mówić o tym ojcu?<br>„Wokulski? Wokulski? - szepce panna Izabela. - Któż to jest ten Wokulski, który<br>dziś tak nagle ukazał się jej od razu z kilku stron, pod rozmaitymi postaciami. Co on ma<br>do czynienia z jej ciotką, z ojcem? ”[ ]<br>Zrobiło się już zupełnie ciemno; na ulicy zapalono latarnie, których blask wpadał<br>do gabinetu panny Izabeli malując na suficie ramę okna i zwoje firanki. Wyglądało to jak<br>krzyż na tle jasności, którą powoli zasłania gęsty obłok.<br>„Gdzie to ja widziałam taki krzyż, taką chmurę i jasność? ” - zapytała się panna Izabela.<br>Zaczęła przypominać sobie widziane w życiu okolice i - marzyć.<br>Zdawało się jej, że powozem jedzie przez jakąś znaną miejscowość. Krajobraz jest<br>podobny do olbrzymiego pierścienia, utworzonego z lasów i zielonych gór, a jej powóz<br>znajduje się na krawędzi pierścienia i zjeżdża na dół. Czy on zjeżdża? bo ani zbliża się<br>do niczego, ani od niczego nie oddala, tak jakby stał w miejscu. Ale zjeżdża: widać to<br>po wizerunku słońca, które odbija się w lakierowanym skrzydle powozu i, drgając, z wolna<br>posuwa się w tył. Zresztą słychać turkot To turkot dorożki na ulicy? Nie, to turkoczą<br>machiny pracujące gdzieś w głębi owego pierścienia gór i lasów. Widać tam nawet, na dole,<br>jakby jezioro czarnych dymów i białych par, ujęte w ramę zieloności.<br>Teraz panna Izabela spostrzega ojca, który siedzi przy niej i z uwagą ogląda sobie<br>paznokcie, od czasu do czasu rzucając okiem na krajobraz. Powóz ciągle stoi na krawędzi<br>pierścienia, niby bez ruchu, a tylko wizerunek słońca, odbitego w lakierowanym skrzydle,<br>wolno posuwa się ku tyłowi. Ten pozorny spoczynek czy też utajony ruch w wysokim stopniu<br>drażni pannę Izabelę. „Czy my jedziemy, czy stoimy?” - pyta ojca. Ale ojciec nie odpowiada<br>nic, jakby jej nie widział; ogląda swoje piękne paznokcie i czasami rzuca okiem na okolicę<br>Wtem (powóz ciągle drży i słychać turkot) z głębi jeziora czarnych dymów i białych par<br>wynurza się do pół figury jakiś człowiek. Ma krótko ostrzyżone włosy, śniadą twarz, która<br>przypomina Trostiego, pułkownika strzelców (a może gladiatora z Florencji?), i ogromne<br>czerwone dłonie. Odziany jest w zasmoloną koszulę z rękawami zawiniętymi wyżej łokcia;<br>w lewej ręce, tuż przy piersi, trzyma karty ułożone w wachlarz, w prawej, którą podniósł<br>nad głowę, trzyma jedną kartę, widocznie w tym celu, aby ją rzucić na przód siedzenia<br>powozu. Reszty postaci nie widać spośród dymu.<br>„Co on robi, ojcze?” - pyta się zalękniona panna Izabela.<br>„Gra ze mną w pikietę” - odpowiada ojciec, również trzymając w rękach karty.<br>„Ależ to straszny człowiek, papo!”<br>„Nawet tacy nie robią nic złego kobietom” - odpowiada pan Tomasz.<br>Poziom podstawowy<br>10<br>Teraz dopiero panna Izabela spostrzega, że człowiek w koszuli patrzy na nią jakimś<br>szczególnym wzrokiem, ciągle trzymając kartę nad głową. Dym i para, kotłujące w dolinie,<br>chwilami zasłaniają jego rozpiętą koszulę i surowe oblicze; tonie wśród nich - nie ma go.<br>Tylko spoza dymu widać blady połysk jego oczów, a nad dymem obnażoną do łokcia rękę<br>i - kartę.<br>„Co znaczy ta karta, papo? ” - zapytuje ojca.<br>Ale ojciec spokojnie patrzy we własne karty i nie odpowiada nic, jakby jej nie widział.<br>„Kiedyż nareszcie wyjedziemy z tego miejsca? ”<br>Ale choć powóz drży i słońce odbite w skrzydle posuwa się ku tyłowi, ciągle u stopni<br>widać jezioro dymu, a w nim zanurzonego człowieka, jego rękę nad głową i - kartę.<br>Pannę Izabelę ogarnia nerwowy niepokój, skupia wszystkie wspomnienia, wszystkie<br>myśli, ażeby odgadnąć: co znaczy karta, którą trzyma ten człowiek?<br>Czy to są pieniądze, które przegrał do ojca w pikietę? Chyba nie. Może ofiara, jaką złożył<br>Towarzystwu Dobroczynności? I to nie. Może tysiąc rubli, które dał jej ciotce na ochronę,<br>a może to jest kwit na fontannę, ptaszki i dywany do ubrania grobu Pańskiego? Także nie;<br>to wszystko nie niepokoiłoby jej.<br>Stopniowo pannę Izabelę napełnia wielka bojaźń. Może to są weksle jej ojca, które ktoś<br>niedawno wykupił? W takim razie, wziąwszy pieniądze za srebra i serwis, spłaci ten dług<br>najpierw i uwolni się od podobnego wierzyciela. Ale człowiek pogrążony w dymie wciąż<br>patrzy jej w oczy i karty nie rzuca. Więc może Ach!<br>Panna Izabela zrywa się z szezlonga, potrąca w ciemności o taburet i drżącymi rękoma<br>dzwoni. Dzwoni drugi raz, nie odpowiada nikt, więc wybiega do przedpokoju i we drzwiach<br>spotyka pannę Florentynę, która chwyta ją za rękę i mówi ze zdziwieniem:</p>\n<ul><li>Co tobie, Belciu?</li></ul>\n<p>Światło w przedpokoju nieco oprzytomnia pannę Izabelę. Uśmiecha się.</p>\n<ul><li>Weź, Florciu, lampę do mego pokoju. Papo jest?</li><li>Przed chwilą wyjechał.</li><li>A Mikołaj?</li><li>Zaraz wróci, poszedł oddać list posłańcowi. Czy gorzej boli cię głowa? - pyta panna</li></ul>\n<p>Florentyna.</p>\n<ul><li>Nie - śmieje się panna Izabela - tylko zdrzemnęłam się i tak mi się coś majaczyło.</li></ul>\n<p>Bolesław Prus, Lalka, Wrocław 1998<br>Poziom podstawowy<br>11<br>na temat nr<br>Poziom podstawowy<br>12<br>Poziom podstawowy<br>13<br>Poziom podstawowy<br>14<br>Poziom podstawowy<br>15<br>BRUDNOPIS (nie podlega ocenie)</p>","answer_text_html":"<p>Temat 2. Sen jako sposób prezentowania postaci literackiej.<br>Analizując i interpretując podany fragment Lalki Bolesława Prusa, wyjaśnij,<br>co marzenie senne mówi o bohaterce powieści i jej stosunku do ważnych w jej<br>życiu osób - ojca i Wokulskiego.<br>Bolesław Prus Lalka (fragment)<br>Już mrok ogarnął ziemię Panna Izabela jest znowu sama w swoim gabinecie; upadła<br>na szezlong i obu rękami zasłoniła oczy.[ ]<br>Co za straszne położenie! Już miesiąc zadłużają się u swego lokaja, a od dziesięciu dni<br>jej ojciec na swoje drobne wydatki wygrywa pieniądze w karty Wygrać można; panowie<br>wygrywają tysiące, ale nie na opędzenie pierwszych potrzeb, i przecież - nie od kupców.<br>Ach, gdyby można, upadłaby ojcu do nóg i błagała go, ażeby nie grywał z tymi ludźmi,<br>a przynajmniej nie teraz, kiedy ich stan majątkowy jest tak ciężki. Za kilka dni, gdy odbierze<br>pieniądze za swój serwis, sama wręczy ojcu paręset rubli, prosząc, ażeby je przegrał do tego<br>pana Wokulskiego, ażeby wynagrodził go hojniej, niż ona wynagrodzi Mikołaja<br>za zaciągnięte długi.<br>Ale czyż jej wypada zrobić to, a nawet mówić o tym ojcu?<br>„Wokulski? Wokulski? - szepce panna Izabela. - Któż to jest ten Wokulski, który<br>dziś tak nagle ukazał się jej od razu z kilku stron, pod rozmaitymi postaciami. Co on ma<br>do czynienia z jej ciotką, z ojcem? ”[ ]<br>Zrobiło się już zupełnie ciemno; na ulicy zapalono latarnie, których blask wpadał<br>do gabinetu panny Izabeli malując na suficie ramę okna i zwoje firanki. Wyglądało to jak<br>krzyż na tle jasności, którą powoli zasłania gęsty obłok.<br>„Gdzie to ja widziałam taki krzyż, taką chmurę i jasność? ” - zapytała się panna Izabela.<br>Zaczęła przypominać sobie widziane w życiu okolice i - marzyć.<br>Zdawało się jej, że powozem jedzie przez jakąś znaną miejscowość. Krajobraz jest<br>podobny do olbrzymiego pierścienia, utworzonego z lasów i zielonych gór, a jej powóz<br>znajduje się na krawędzi pierścienia i zjeżdża na dół. Czy on zjeżdża? bo ani zbliża się<br>do niczego, ani od niczego nie oddala, tak jakby stał w miejscu. Ale zjeżdża: widać to<br>po wizerunku słońca, które odbija się w lakierowanym skrzydle powozu i, drgając, z wolna<br>posuwa się w tył. Zresztą słychać turkot To turkot dorożki na ulicy? Nie, to turkoczą<br>machiny pracujące gdzieś w głębi owego pierścienia gór i lasów. Widać tam nawet, na dole,<br>jakby jezioro czarnych dymów i białych par, ujęte w ramę zieloności.<br>Teraz panna Izabela spostrzega ojca, który siedzi przy niej i z uwagą ogląda sobie<br>paznokcie, od czasu do czasu rzucając okiem na krajobraz. Powóz ciągle stoi na krawędzi<br>pierścienia, niby bez ruchu, a tylko wizerunek słońca, odbitego w lakierowanym skrzydle,<br>wolno posuwa się ku tyłowi. Ten pozorny spoczynek czy też utajony ruch w wysokim stopniu<br>drażni pannę Izabelę. „Czy my jedziemy, czy stoimy?” - pyta ojca. Ale ojciec nie odpowiada<br>nic, jakby jej nie widział; ogląda swoje piękne paznokcie i czasami rzuca okiem na okolicę<br>Wtem (powóz ciągle drży i słychać turkot) z głębi jeziora czarnych dymów i białych par<br>wynurza się do pół figury jakiś człowiek. Ma krótko ostrzyżone włosy, śniadą twarz, która<br>przypomina Trostiego, pułkownika strzelców (a może gladiatora z Florencji?), i ogromne<br>czerwone dłonie. Odziany jest w zasmoloną koszulę z rękawami zawiniętymi wyżej łokcia;<br>w lewej ręce, tuż przy piersi, trzyma karty ułożone w wachlarz, w prawej, którą podniósł<br>nad głowę, trzyma jedną kartę, widocznie w tym celu, aby ją rzucić na przód siedzenia<br>powozu. Reszty postaci nie widać spośród dymu.<br>„Co on robi, ojcze?” - pyta się zalękniona panna Izabela.<br>„Gra ze mną w pikietę” - odpowiada ojciec, również trzymając w rękach karty.<br>„Ależ to straszny człowiek, papo!”<br>„Nawet tacy nie robią nic złego kobietom” - odpowiada pan Tomasz.<br>Poziom podstawowy<br>10<br>Teraz dopiero panna Izabela spostrzega, że człowiek w koszuli patrzy na nią jakimś<br>szczególnym wzrokiem, ciągle trzymając kartę nad głową. Dym i para, kotłujące w dolinie,<br>chwilami zasłaniają jego rozpiętą koszulę i surowe oblicze; tonie wśród nich - nie ma go.<br>Tylko spoza dymu widać blady połysk jego oczów, a nad dymem obnażoną do łokcia rękę<br>i - kartę.<br>„Co znaczy ta karta, papo? ” - zapytuje ojca.<br>Ale ojciec spokojnie patrzy we własne karty i nie odpowiada nic, jakby jej nie widział.<br>„Kiedyż nareszcie wyjedziemy z tego miejsca? ”<br>Ale choć powóz drży i słońce odbite w skrzydle posuwa się ku tyłowi, ciągle u stopni<br>widać jezioro dymu, a w nim zanurzonego człowieka, jego rękę nad głową i - kartę.<br>Pannę Izabelę ogarnia nerwowy niepokój, skupia wszystkie wspomnienia, wszystkie<br>myśli, ażeby odgadnąć: co znaczy karta, którą trzyma ten człowiek?<br>Czy to są pieniądze, które przegrał do ojca w pikietę? Chyba nie. Może ofiara, jaką złożył<br>Towarzystwu Dobroczynności? I to nie. Może tysiąc rubli, które dał jej ciotce na ochronę,<br>a może to jest kwit na fontannę, ptaszki i dywany do ubrania grobu Pańskiego? Także nie;<br>to wszystko nie niepokoiłoby jej.<br>Stopniowo pannę Izabelę napełnia wielka bojaźń. Może to są weksle jej ojca, które ktoś<br>niedawno wykupił? W takim razie, wziąwszy pieniądze za srebra i serwis, spłaci ten dług<br>najpierw i uwolni się od podobnego wierzyciela. Ale człowiek pogrążony w dymie wciąż<br>patrzy jej w oczy i karty nie rzuca. Więc może Ach!<br>Panna Izabela zrywa się z szezlonga, potrąca w ciemności o taburet i drżącymi rękoma<br>dzwoni. Dzwoni drugi raz, nie odpowiada nikt, więc wybiega do przedpokoju i we drzwiach<br>spotyka pannę Florentynę, która chwyta ją za rękę i mówi ze zdziwieniem:</p>\n<ul><li>Co tobie, Belciu?</li></ul>\n<p>Światło w przedpokoju nieco oprzytomnia pannę Izabelę. Uśmiecha się.</p>\n<ul><li>Weź, Florciu, lampę do mego pokoju. Papo jest?</li><li>Przed chwilą wyjechał.</li><li>A Mikołaj?</li><li>Zaraz wróci, poszedł oddać list posłańcowi. Czy gorzej boli cię głowa? - pyta panna</li></ul>\n<p>Florentyna.</p>\n<ul><li>Nie - śmieje się panna Izabela - tylko zdrzemnęłam się i tak mi się coś majaczyło.</li></ul>\n<p>Bolesław Prus, Lalka, Wrocław 1998<br>Poziom podstawowy<br>11<br>na temat nr 1<br>Konflikt pokoleń to temat często występujący w literaturze; czasami<br>przedstawiany jest jako niezgoda w rodzinie (Witold i Benedykt Korczyńscy),<br>innym razem jako konflikt pokoleń literackich albo całych generacji. Zawsze<br>wynika ze sprzeczności postaw wobec świata właściwych dla „młodych”<br>i „starych”. Bunt wobec zastanego porządku, pragnienie i gotowość<br>zmieniania świata, „synowie” przeciwstawiają zachowawczości „ojców”.<br>Problem ten przedstawiony jest w analizowanych wierszach.<br>Zarówno „Oda do młodości” Adama Mickiewicza, jak i utwór<br>Kazimierza Przerwy - Tetmajera „Któż nam powróci ” zostały napisane<br>w XIX wieku: klasycystyczna w formie a romantyczna w treści „Oda ”<br>na początku (w 1820 roku), dekadencki wiersz u jego schyłku (w 1894).<br>Tworząc te teksty, obaj poeci mieli ponad dwadzieścia lat, obaj<br>wypowiedzieli się w imieniu swojego pokolenia (zastosowana forma liczby<br>mnogiej: „ze słabością łamać uczmy się”, „Opaszmy ziemskie kolisko!/<br>Zestrzelmy myśli ”, „któż nam ”, „czy pytają nas”), obaj przedstawili<br>w wierszach pokolenie swoje i generację ojców. Pomimo tak ważnych<br>zbieżności są to utwory diametralnie różne, co uwidacznia się już podczas<br>pierwszej lektury. Czy wynika to tylko z czasu, w którym żyli? Początek wieku<br>zazwyczaj nastraja optymistycznie, niesie nadzieję na korzystne zmiany<br>i wiarę w ich realizację, koniec wieku to czas podsumowań, często<br>przynoszących rozgoryczenie i przeświadczenie o zmarnowanych szansach.<br>„Oda do młodości” jest bardzo dynamiczna, pełna zapału do działań<br>zmieniających świat i wiary w ich skuteczność. Przedstawiciel młodego<br>pokolenia stawia sobie i innym wysokie wymagania, tylko pozornie<br>nie do zrealizowania. Ma bowiem poczucie nieograniczonych możliwości<br>i siły, które daje młodość („Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga / Łam, czego<br>rozum nie złamie: / Młodości! Orla twych lotów potęga.”). Siła ta<br>przezwycięży<br>racjonalne<br>podejście<br>do<br>świata<br>i<br>przeciwstawi<br>się<br>doświadczeniu. Poeta wzywa więc młodych do pracy nad sobą, by zmienić<br>świat. Pragnie uszczęśliwić całą ludzkość, chce razem z rówieśnikami<br>„ruszyć bryłę z posad świata”, jak nazywa Ziemię. Działaniem młodych chce<br>objąć cały kosmos. Tym szlachetnym celom towarzyszy radość wspólnego<br>działania, gotowość do poświęceń.<br>Tej determinacji i wiary w skuteczność podejmowanych działań brak<br>młodym z końca wieku, w których imieniu wypowiada się Tetmajer<br>(„nie mamy odwagi i mocy”). Wyznaniu światopoglądowemu towarzyszy<br>odpowiedni nastrój, inny w każdym utworze. U Mickiewicza aż skrzy się<br>od zdań wykrzyknikowych wyrażających wielkie emocje i przekonanie<br>o możliwościach realizacji wszystkich zamierzeń, u Tetmajera dominują<br>niedopowiedzenia, pytania retoryczne, wprowadzające atmosferę rezygnacji,<br>rozczarowania i niemocy. Ramę kompozycyjną wiersza Tetmajera tworzy<br>Poziom podstawowy<br>12<br>powtórzenie, które wyraża poczucie straconej młodości. W „wiośnie życia”<br>jego rówieśnicy nie widzieli „wiosennego nieba”, będąc młodymi<br>nie odczuwali radości, energii, pragnienia zmiany świata. Pytania retoryczne<br>ujawniają świadomość bezpowrotnej straty. Poczuciu straty towarzyszy żal<br>adresowany do starszego pokolenia, które obarczyło młodych niechcianym<br>dziedzictwem braku siły i odwagi. Młodzi w wierszu Tetmajera są<br>osamotnieni, nieakceptowani, niezrozumiani. Świadomie odrzucili powinność<br>„troski o świat”, nie podjęli działań społecznych i politycznych. Z wiersza<br>nie dowiemy się, jakie idee zastąpiły stare. Jeśli uwzględnimy światopogląd<br>końca XIX wieku, kształtowany przez obsesje katastroficzne i filozofię<br>Schopenhauera, możemy stwierdzić, że młodzi nie wskazali kierunku swoich<br>działań. Tetmajer wyjaśnia w wierszu przyczyny postawy zdominowanej<br>przez rezygnację. Takie zwroty, jak: „gorzkie godziny daremnych pragnień”,<br>„smutku głębiny”, „straszne katusze ducha niepodległego” hiperbolizują<br>wizję życia zdeterminowanego przez los, życia skazanego na cierpienie.<br>Z bezsilności wobec przeznaczenia wynika postawa dekadencka. Młodzi<br>z końca XIX wieku odżegnują się od swej tradycyjnej misji i o to ma do nich<br>żal pokolenie odchodzące. Z perspektywy młodych przyszłość jawi się jako<br>katastrofa. Jednak młodzi dekadenci nie mają poczucia winy. Wybór drogi<br>donikąd jest w ich przekonaniu koniecznością wyrosłą z niewiary ojców.<br>Odchodząca generacja oczekuje, że młodzi uczynią świat lepszym, rozwiążą<br>jego problemy, dodadzą ojcom siły i otuchy. Te oczekiwania pozostaną<br>niespełnione. „Młodzi” - karmieni chlebem niemocy - również są bezsilni.<br>Młodzi z końca XIX wieku w istocie nie różnią się od starych.<br>O ile w tekście Tetmajera znajdujemy zacytowane poglądy starszej<br>generacji, o tyle w wierszu Mickiewicza pokoleniu „starych” nie został<br>oddany głos. Jest ono charakteryzowane tylko przez młodych, do których<br>adresowana jest wypowiedź młodego romantyka. W niezwykle ekspresywnych<br>słowach zarzucił on pokoleniu klasyków oświeceniowych konserwatyzm,<br>marazm, skostnienie. Bierność poprzedniej generacji utrwala stary, niedobry<br>porządek w świecie. Rzeczywistość ta skazana jest na rozkład, obumieranie.<br>Nadszedł czas młodych, których zapał, bezinteresowność, zaangażowanie<br>pozwoli zmienić świat.<br>Oba wiersze w różny sposób pokazują odwieczny konflikt pokoleń:<br>Mickiewicz nadał swojemu wierszowi kształt dynamicznego manifestu,<br>Tetmajer - formę żalu i skargi. Postawa przedstawiciela romantyków jest<br>aktywna i pełna optymizmu i wiary w skuteczność działania, natomiast<br>reprezentant młodych z końca wieku jest bierny, pesymistyczny i przekonany<br>o własnej bezsilności. Przed pokoleniem początku XIX wieku jest piękna<br>przyszłość, pokolenie schyłku wieku jest w swoim mniemaniu stracone.<br>Poziom podstawowy<br>13<br>na temat nr 2<br>Twórca powieści realistycznej dysponował rozmaitymi sposobami<br>kreowania postaci literackiej. Przede wszystkim do głosu dopuszczał<br>wszechwiedzącego narratora, który prezentował nie tylko bohatera, ale także<br>stosunek<br>autora<br>do<br>stworzonej<br>postaci.<br>Często<br>postać<br>literacka<br>charakteryzowana była poprzez działanie, wypowiedzi innych bohaterów oraz<br>wypowiedzi własne. Typowe dla powieści realistycznej było opisywanie wnętrz,<br>w którym bohater przebywał i czuł się dobrze. Charakter przestrzeni<br>odzwierciedlał potrzeby, obyczaje, przyzwyczajenia bohatera. Wykorzystanie<br>mowy pozornie zależnej pozwalało przeniknąć serce i umysł postaci.<br>W kreowaniu bohatera literackiego Prus wykorzystuje także marzenie senne.<br>Zabieg ten nie był nowością w literaturze. Od czasów Biblii sen był stanem,<br>w którym człowiek otrzymywał od sił nadprzyrodzonych informacje o sobie<br>i swojej przyszłości (np. bohaterowie Starego i Nowego Testamentu, Więzień<br>z III cz. „Dziadów”). W powieści Prusa marzenie senne dotyczy spraw,<br>o których myślimy w ciągu dnia i które są źródłem udręki i niejasnych przeżyć,<br>a ponadto przekazują pewną informację o człowieku.<br>Bohaterka powieści Bolesława Prusa - arystokratka Izabela Łęcka śni<br>sen, który odzwierciedla jej niepokoje po pierwszym spotkaniu z kupcem<br>Stanisławem Wokulskim.<br>Pierwszy akapit podkreśla osamotnienie i wyobcowanie panny Izabeli.<br>Świat, w którym o wartości człowieka decydują arystokratyczne tytuły,<br>zapomniał o niej - „znowu siedzi sama w swoim gabinecie”. Za oknem zapada<br>zmrok, nadchodzi pora dnia, która skłania do refleksji nad sobą i swoim losem.<br>Narrator (usytuowany poza światem przedstawionym) w formie mowy pozornie<br>zależnej odtwarza nastrój chwili i opisuje stany emocjonalne bohaterki. Ma<br>o niej nieograniczoną wiedzę - zna jej myśli i uczucia, wkrada się nawet do jej<br>snu.<br>Młoda kobieta uświadamia sobie dramatyzm położenia. Pan Tomasz<br>zadłuża się u swego lokaja, wygrywa pieniądze w karty od kupców, a panna<br>Izabela jest zmuszona sprzedać posagowy serwis. Cóż za upokarzająca sytuacja<br>dla dumnej arystokratki! (wykrzyknienie: „Cóż za straszne położenie!”). Jej los<br>zależy od lokajów i kupców. Nie miałaby za złe ojcu, gdyby uprawiał hazard<br>dla sportu i przyjemności. Panowie przecież „wygrywają tysiące”. Ale ona wie<br>i bardzo nad tym boleje, że ojciec w tak poniżający sposób „zarabia” pieniądze<br>na utrzymanie domu, „to już nawet nie upadek, to hańba”.<br>Nachodzą ją czarne myśli, czarne jak zapadający za oknem zmierzch. Jest<br>sama, więc może zrzucić maskę konwenansu, „wypaść” z roli i zajrzeć w głąb<br>swojej udręczonej duszy (upada na szezlong, zasłania oczy obiema rękami -<br>w towarzystwie nie mogłaby się tak zachować; musi stwarzać pozory, by nikt się<br>nie domyślił, że majątek Łęckich znajduje się na granicy bankructwa).<br>Narastający niepokój bohaterki o los swój i ojca oddają niedopowiedzenia<br>Poziom podstawowy<br>14<br>zakończone wielokropkiem, wykrzyknienia, pytania retoryczne i słowa o silnym<br>zabarwieniu emocjonalnym („straszne”, „upadła na szezlong”, „błagać go”).<br>Gdy wymawia nazwisko Wokulskiego, mówi szeptem, jakby bała się własnych<br>myśli, które wypowiedziane głośno mogłyby sprowadzić nieszczęście. Ten<br>człowiek ją intryguje, ale i przeraża. Gdy zobaczyła go po raz pierwszy, ukazał<br>się jej „pod rozmaitymi postaciami” (filantrop, powiernik ojca, przyjaciel domu,<br>partner do gry w pikietę. Oszust to czy uczciwy człowiek?) Była zaskoczona tym,<br>że Wokulski ma do czynienia z jej ciotką i ojcem. Ale jeszcze nie umie sobie<br>wytłumaczyć, co ją w tym człowieku niepokoi.<br>Tymczasem w gabinecie jest już ciemno. Uliczne latarnie rzucają cień na ściany<br>i firanki, układają się w złowróżbny znak krzyża. Ten obraz wywołuje w pannie<br>Izabeli niejasne skojarzenia i wspomnienia. Jawa miesza się ze snem,<br>a oniryczna rzeczywistość, w którą wchodzi Izabela, zaczyna się rządzić swoimi<br>prawami. Sen ujawnia jej nie do końca uświadomione lęki.<br>Podróż powozem „na krawędzi pierścienia” symbolizuje upokarzające<br>położenie panny, przywiązanie do klasowych przesądów, niemożność wyjścia<br>poza konwenans i stereotypy myślowe arystokracji. Pierścień to tajemniczy<br>krąg, z którego panna Izabela nie może i nie chce się wyrwać. Bohaterka należy<br>do hermetycznego świata ludzi uprzywilejowanych, którzy sądzą, że z tytułu<br>pochodzenia przysługuje im lepszy los, a zwykli ludzie istnieją tylko po to, by im<br>służyć (opozycja: pierścień - jezioro). W takim świecie czuje się bezpiecznie,<br>„jedzie przez jakąś znaną miejscowość”.<br>Czas i przestrzeń zostały zestawione na zasadzie kontrastu. Czas podlega<br>ruchowi<br>(upływa)<br>promienie<br>słoneczne<br>przesuwają<br>się<br>do<br>tyłu<br>po „lakierowanym skrzydle powozu”, przestrzeń pozostaje nieruchoma - powóz<br>„ani zbliża się do niczego, ani od niczego nie oddala”. Ten obraz oddaje<br>pozorny ruch w przestrzeni (słychać turkot, pojazd „jedzie w dół, a tak jakby<br>stał w miejscu”) i zapowiada zgubę, czyli społeczną degradację rodu Łęckich<br>(jazda po krawędzi pierścienia, jazda na dół). Rozdrażniona „utajonym ruchem<br>powozu” i obojętnością ojca zadaje sobie pytanie: „czy my jedziemy,<br>czy stoimy?” Zastosowana forma liczby mnogiej pozwala przypuszczać, że obraz<br>odnosi się nie tylko do położenia ojca i córki, ale i arystokracji. Pozorny ruch<br>pojazdu symbolizuje stagnację, marazm i konserwatyzm grupy społecznej, która<br>nie umie przystosować się do nowej rzeczywistości (nadchodzi czas ludzi pracy<br>i czynu), która kurczowo trzyma się krawędzi pierścienia. Opis zachowania pana<br>Tomasza jest tego potwierdzeniem. Nie odpowiada na pytanie córki, ogląda<br>sobie paznokcie i od czasu do czasu zerka na okolicę, co można interpretować<br>jako egoizm, niezaangażowanie się, zamknięcie w świecie własnych potrzeb.<br>W środku pierścienia znajduje się jezioro „czarnych dymów i białych<br>par”, skąd dochodzą odgłosy furkoczących maszyn. W sen panny Izabeli<br>wkracza świat rzeczywisty. Śpi ona niespokojnie, jeszcze jakiś czas pozostaje<br>na granicy tego, co świadome i podświadome. Potem senne majaki pochłoną ją<br>całkowicie. Istnienia jeziora bardziej się domyśla niż je widzi (widać je jakby).<br>Poziom podstawowy<br>15<br>Ona należy do świata „zieloności”. Obydwa światy, zestawione na zasadzie<br>kontrastu, mają symboliczną wymowę. We śnie arystokratki zieloność gór<br>i lasów można odczytać jako izolowanie się od prawdziwej rzeczywistości,<br>trwanie w świecie fałszywych ideałów. Jezioro to obrazowy ekwiwalent<br>prawdziwego życia, które toczy się gdzieś tam, „na dole”, gdzie zło miesza się<br>z dobrem, piekło z niebem (symbolika kolorów: czerń - biel), gdzie wre<br>codzienna praca (turkot machin) i toczy się walka o przetrwanie. I właśnie z tej<br>rzeczywistości wyłania się człowiek - potwór. To Wokulski - wszak o nim<br>myślała po zapadnięciu zmroku. Zapamiętała jego czerwone ręce przy<br>pierwszym spotkaniu.<br>Opis galanteryjnego kupca jest bardzo plastyczny i sugestywny. Wszystkie<br>elementy tego obrazu ujawniają myśli i lęki Izabeli. Wyłonił się nagle z podziemi<br>(niskie pochodzenie), ma krótko ostrzyżone włosy, opaloną twarz i czerwone<br>ręce (symbol prostactwa i niskiego pochodzenia). Nosi zasmoloną koszulę<br>z zawiniętymi do łokci rękawami (człowiek pracy i czynu), ma posturę<br>gladiatora (symbol siły). Ona boi się takich ludzi, oni są ulepieni z innej gliny.<br>Wokulski gra z panem Tomaszem w karty. Z wachlarza kart (symbol<br>potencjalnych możliwości podsuniętych przez los) wyciąga jedną, by rzucić ją<br>na przednie siedzenie powozu. Wszystko stawia na tę kartę (symbol poświęcenia<br>się jednej idei - idei miłości do kobiety). Ten senny majak budzi lęk<br>i przerażenie Izabeli. „To straszny człowiek” mówi do ojca. „Straszny człowiek”<br>znika w oparach dymu, ale w pamięci panny utrwalają się dwa niepokojące<br>obrazy: obnażona ręka z kartą i „szczególny” wzrok jej prześladowcy.<br>Wyliczenia w formie pytań retorycznych uporządkowanych anaforycznie,<br>rozpoczynające się od partykuł: „czy”, „może” urzeczywistniają rozpaczliwe<br>poszukiwanie odpowiedzi na pytanie o znaczenie sennych omamów. Symboliczny<br>język snu przemawia bowiem do człowieka wieloznacznymi obrazami.<br>Konstatacja Izabeli oparta na zasadzie antytezy (może to - nie to) oddaje<br>nawarstwiające się w niej przerażenie i poczucie osaczenia. Ona już wie,<br>że Wokulskiemu nie chodzi o pana Tomasza i ciotkę („człowiek pogrążony<br>w dymie wciąż patrzy jej w oczy i karty nie rzuca”). Już ich omotał<br>i podporządkował sobie, żeby nie powiedzieć „kupił”, zdobył ich zaufanie<br>(„nawet tacy nie robią nic złego kobietom.”). Odkrywa prawdę („Więc może<br>Ach!). Stawką w tej grze jest ONA! Młoda kobieta troszcząca się o los i honor<br>ojca jest zawiedziona jego postawą; jego biernością i zgodą na plany<br>Wokulskiego.<br>Sen tłumaczy jej intuicyjną niechęć do Wokulskiego. Odkrywa, że to<br>wytrawny gracz, zdobywca, człowiek majętny i wpływowy, który nie spocznie<br>dopóty, dopóki nie osaczy jej ze wszystkich stron. Izabela stawia się w roli ofiary<br>uciekającej przed myśliwym - zrywa się z szezlonga, wybiega do przedpokoju.<br>Prosi pannę Florentynę o wniesienie lampy do jej gabinetu. Światło przepędza<br>czarne myśli i wyznacza granicę między snem i jawą. Izabela wraca<br>Poziom podstawowy<br>16<br>do bezpiecznego świata. Lęki spycha do podświadomości (śmieje się: „tak mi się<br>coś majaczyło”).<br>Sen Izabeli wiele powiedział o bohaterce. Z jednej strony ujawnił jej<br>marzycielskie usposobienie, z drugiej pokazał, że nie jest naiwną panną, która<br>nie rozumie ekonomicznej sytuacji rodziny. Sen potwierdził jej wrażliwość,<br>honor i niemożność oderwania się od myślenia kategoriami swojej klasy.<br>Ponadto odkrył przed czytelnikiem motywy postępowania Łęckiej w relacjach<br>z Wokulskim, ujawnił skrywaną niechęć i odrazę („zasmolona koszula”,<br>„czerwone ręce”) do człowieka „nie jej gatunku”. Odsłonił jej charakter (nieco<br>neurotyczne usposobienie), wydobył nieuświadomione lęki i niepokoje. Pełni sen<br>wreszcie funkcję proroctwa - zapowiada „zjeżdżanie w dół” - z Kwirynału<br>do sklepu. Obawy panny Izabeli są uzasadnione, intuicyjnie przeczuwa,<br>że nie będzie umiała obronić się przed człowiekiem takim jak Wokulski.</p>","solutions":[]}