{"id":"jezyk-polski-2009-maj-matura-podstawowa/zad/13","paper_id":"jezyk-polski-2009-maj-matura-podstawowa","number":"13","points":2,"ptype":"closed","subject":"jezyk-polski","category":"matura","year":2009,"month":"maj","level":"podstawowa","text":"Zadanie 13. (2 pkt)\nNa podstawie tekstu uzupełnij tabelę, wstawiając znak X w odpowiednim miejscu.\nPrzykłady zdań\nInformacja\nOpinia\nCzęstotliwości fal mózgowych ludzi śpiących i zahipnotyzowanych\nróżnią się.\nRyszard Bohiński zajmuje się hipnoterapią.\nTakie sugestie są niewyobrażalnie silne.\nNie odnotowano przypadków wykorzystania hipnozy do popełnienia\nzbrodni.\nPoziom podstawowy\n7\nCzęść II - pisanie własnego tekstu w związku z tekstem literackim zamieszczonym w arkuszu.\nWybierz temat i napisz wypracowanie nie krótsze niż dwie strony (około 250 słów).\nTemat 1. Na podstawie fragmentu I tomu powieści Władysława S. Reymonta Chłopi\nscharakteryzuj Bylicę i jego relacje z córkami. Co mówi los Bylicy o losie\nstarych ludzi w społeczności lipieckiej?\nHanka gotowała obiad i pogadywała z ojcem swoim, starym Bylicą, któren rzadko\nzachodził, że to schorowany był i ledwie się już ruchał.\nSiedział pod oknem, wsparty na kijaszku, i wodził oczami po izbie, to na dzieci, co były\ncicho się zbiły w kąt, to na Hankę spozierał… Siwy był całkiem, wargi mu się trzęsły i głos\nmiał słaby, jakby ptaszęcy, a w piersiach mu cięgiem rzęziało…\n- Jedliście śniadanie, co? - pytała cicho.\n- I… po prawdzie to Weronka zabaczyła mi dać… i nie upomniałem się, nie…\n- Weronka psy nawet głodzi, bo tu nieraz do mnie podjeść przychodzą! - zawołała, bo i przy\ntym gniewała się ze starszą siostrą jeszcze od zeszłej zimy, że tamta po śmierci matki pobrała\nwszystko, co pozostało, i oddać nie chciała, to się i prawie nie widywały.\n- Bo się u nich nie przelewa, nie… - bronił cicho… - Stach młóci u organisty, to i tam poje\ni jeszcze czterdzieści groszy za dzień bierze… a w chałupie tyla gąb… że i tych ziemniaków\nnie starczy… Prawda… że dwie krowy mają i mleko jest… że masło i sery do miasta nosi\ni ten grosz jaki zbierze… ale zabaczy często dać jeść… juści, nie dziwota… dzieci tyla… a to\ni wełniaki ludziom tka… i przędzie, i haruje jak ten wół… a bo to dużo mi trza? Żeby ino\nw porę… i co dnia… to…\n- A to się do nas przenieście na zwiesnę, kiej wam u tej suki tak źle…\n- Dyć się nie skarżę, nie narzekam, ino… ino… - głos się mu załamał nagle…\n- Popaślibyście gęsi, to dzieci przypilnowali…\n- Wszystko bym robił, Hanuś, wszystko - szeptał cichutko.\n- W izbie jest miejsce, to się łóżko wstawi, byście ciepło mieli…\n- A dyć i w oborze, i przy koniach spałbym, byle u ciebie, Hanuś, byle już nie wracać!\nByle… - zachłysnął się aż tą prośbą błagalną i łzy jęły mu kapać z zapadłych\npoczerwieniałych oczów… - Zabrała mi pierzynę, bo powiada, że dzieci nie mają pod czym\nspać… juści… marzły, żem sam je brał do siebie… ale kożuszysko się wytarło i nic mię\nnie grzeje… i łóżko mi wziena… a po mojej stronie zimno… ani szczapy drzewa\nnie pozwoli… i każdą łyżkę strawy wypomina… na żebry wygania… a kiej mocy nie mam,\ndo ciebie się ledwie zawlókł…\n- Laboga! A czemuście to nam nic nigdy nie rzekli, że wam tak źle…\n- Jakże… córka… on dobry człowiek, ale cięgiem na wyrobku… jakże…\n- Piekielnica jedna! Wzięła pół grontu i pół chałupy, i wszystko, i taki wam daje wycug!\nDo sądu trza iść! Jeść mieli wam dawać i opał, i to, co wam do ubieru potrzeba, a my te\ndwanaście rubli w rok… bochmy przeciech i dług spłacili… co, nie tak?\n- Prawda! Rzetelni jesteście, prawda… ale i te parę złotych, co od was, a com je chował sobie\nna pochówek, wycyganiła ode mnie… a potem i dać było potrza… Jakże, dziecko… - Umilkł\ni siedział cichy, skulony, podobny do kupy starych wiórów prędzej niźli do człowieka.\nA po obiedzie, skoro jeno Kowalowa weszła z dziećmi i jęła się witać, zabrał węzełek,\njaki mu Hanka narządziła po kryjomu, i wyniósł się po cichu.\nWładysław Stanisław Reymont, Chłopi. Warszawa 1958\nPoziom podstawowy\n8\nTemat 2. Na podstawie podanych fragmentów poematu Adama Mickiewicza Pan\nTadeusz scharakteryzuj i porównaj postacie Zosi i Telimeny.\nFragment 1.\nPrzypadkiem oczy podniósł i tuż na parkanie\nStała młoda dziewczyna. […]\nTwarzy nie było widać. Zwrócona na pole\nSzukała kogoś okiem, daleko, na dole;\nUjrzała, zaśmiała się i klasnęła w dłonie,\nJak biały ptak zleciała z parkanu na błonie\nI wionęła ogrodem przez płotki, przez kwiaty,\nI po desce opartej o ścianę komnaty,\nNim spostrzegł się, wleciała przez okno,\nświecąca,\nNagła, cicha i lekka jak światłość miesiąca.\nNucąc chwyciła suknię, biegła do zwierciadła:\nWtem ujrzała młodzieńca i z rąk jej wypadła\nSuknia, a twarz od strachu i dziwu pobladła.\n[…]\nSkromny młodzieniec oczy zmrużył\ni przysłonił,\nChciał coś mówić, przepraszać, tylko się\nukłonił\nI cofnął się; dziewica krzyknęła boleśnie,\nNiewyraźnie, jak dziecko przestraszone\nwe śnie;\nPodróżny zląkł się, spójrzał, lecz już jej nie\nbyło.\nFragment 2.\nWojski, chlubnie skończywszy łowy,\nwraca z boru,\nA Telimena w głębi samotnego dworu\nZaczyna polowanie. Wprawdzie nieruchoma\nSiedzi z założonemi na piersiach rękoma,\nLecz myślą goni źwierzów dwóch; szuka\nsposobu,\nJak by razem obsaczyć i ułowić obu:\nHrabię i Tadeusza. Hrabia, panicz młody,\nWielkiego domu dziedzic, powabnej urody;\nJuż trochę zakochany! Cóż? Może się zmienić!\nPotem, czy szczerze kocha? Czy się zechce\nżenić?\nZ kobietą kilku laty starszą! Niebogatą!\nCzy mu krewni pozwolą? co świat powie\nna to?\nTelimena, tak myśląc, z sofy się podniosła\nI stanęła na palcach; rzekłbyś, że podrosła;\nOdkryła nieco piersi, wygięła się bokiem\nI sama siebie pilnem obejrzała okiem,\nI znowu zapytała o radę zwierciadła;\nPo chwili wzrok spuściła, westchnęła i siadła.\nHrabia pan! Zmienni w gustach są ludzie\nmajętni!\nHrabia blondyn! Blondyni nie są zbyt\nnamiętni!\nA Tadeusz? prostaczek! Poczciwy chłopczyna!\nPrawie dziecko! raz pierwszy kochać się\nzaczyna!\nPilnowany, niełacno zerwie pierwsze związki,\nPrzy tem dla Telimeny ma już obowiązki,\n[…]\nLecz co powiedzą ludzie? Można im zejść\nz oczu,\nW inne strony wyjechać, mieszkać na uboczu\nLub, co lepsza, wynieść się całkiem z okolicy,\nNa przykład zrobić małą podróż do stolicy,\nMłodego chłopca na świat wielki\nwyprowadzić,\nKroki jego kierować, pomagać mu, radzić,\nSerce mu kształcić, mieć w nim przyjaciela,\nbrata!\nNareszcie - użyć świata, póki służą lata!\nTak myśląc, po alkowie śmiało i wesoło\nPrzeszła się kilka razy - znów spuściła czoło.\nWarto by też pomyśleć o Hrabiego losie -\nCzyby się nie udało podsunąć mu Zosię?\nNiebogata, lecz za to urodzeniem równa,\nZ senatorskiego domu, jest dygnitarzówna.\nJeżeliby do skutku przyszło ożenienie,\nTelimena w ich domu miałaby schronienie\nNa przyszłość; krewna Zosi i Hrabiego swatka,\nDla młodego małżeństwa byłaby jak matka.\nPo tej z sobą odbytej stanowczej naradzie\nWoła przez okno Zosię bawiącą się w sadzie.\nPoziom podstawowy\n9\nFragment 3.\nPoznał ją zaraz Hrabia, z zadziwienia\nblady,\nWstał od stołu i szukał koło siebie szpady:\n„I tyżeś to! - zawołał - czy mnie oczy łudzą?\nTy? w obecności mojej? Ściskasz rękę cudzą?\n[…]\nLecz biada rywalowi, co mię tak znieważa!\nPo moim chyba trupie pójdzie do ołtarza!”\nGoście powstali, Rejent okropnie się\nzmieszał,\nPodkomorzy rywalów zagodzić pośpieszał;\nLecz Telimena, wziąwszy Hrabiego na stronę:\n„Jeszcze - szepnęła - Rejent nie wziął mię\nza żonę;\n[…]\nCzy mnie kochasz, czyś dotąd serca nie\nodmienił,\nCzy gotów, żebyś ze mną zaraz się ożenił?\nZaraz, dziś? - Jeżeli zechcesz, odstąpię\nRejenta”.\nHrabia rzekł: „O, kobieto, dla mnie\nniepojęta!\nDawniej w uczuciach twoich byłaś poetyczną,\nA teraz mi się zdajesz całkiem prozaiczną;\nCóż są wasze małżeństwa, jeśli nie łańcuchy,\nKtóre związują tylko ręce, a nie duchy?\nWierzaj, są oświadczenia nawet bez wyznania,\nSą obowiązki nawet bez obowiązania!\nDwa serca, pałające na dwóch końcach ziemi,\nRozmawiają jak gwiazdy promieńmi drżącemi:\nKto wie! może dlatego ziemia tak do słońca\nDąży i tak jest zawsze miłą dla miesiąca,\nŻe wiecznie patrzą na się i najkrótszą drogą\nBiegą do siebie - ale zbliżyć się nie mogą!”\n„Dość już tego - przerwała - nie jestem\nplanetą\nZ łaski Bożej! Dość, Hrabio, ja jestem kobietą;\nJuż wiem resztę, przestań mi pleść ni to,\nni owo,\nTeraz ostrzegam: jeśli piśniesz jedno słowo,\nAżeby ślub mój zerwać, to jak Bóg na niebie,\nŻe z temi paznokciami przyskoczę do ciebie\nI…”\n„Nie będę - rzekł Hrabia - szczęścia Pani\nkłócił!”\nI oczy pełne smutku i wzgardy odwrócił.\nFragment 4.\n„Zofijo! Muszę ciebie w bardzo ważnej\nrzeczy\nRadzić się; już pytałem stryja, on nie przeczy.\nSami wolni, uczyńmy i włościan wolnemi.”\n[…]\nA na to Zosia rzekła skromnie:\n„Jestem kobietą, rządy nie należą do mnie.\nWszakże Pan będziesz mężem; ja do rady\nmłoda.\nCo Pan urządzisz, na to całem sercem zgoda!\nJeśli włość uwalniając, zostaniesz uboższy,\nTo, Tadeuszu, będziesz sercu memu droższy.\n[…]\nWsi nie lękam się; jeśli w wielkim mieście\nżyłam,\nTo dawno; zapomniałam, wieś zawsze lubiłam,\nI wierz mi, że mnie moje kogutki i kurki\nWięcej bawiły niźli owe Peterburki;\nJeśli czasem tęskniłam do zabaw, do ludzi,\nTo z dzieciństwa; wiem teraz, że mnie miasto\nnudzi;\nPrzekonałam się zimą po krótkim pobycie\nW Wilnie, że ja na wiejskie urodzona życie;\nPośród zabaw tęskniłam znów do Soplicowa.\nPracy też nie lękam się, bom młoda i zdrowa.\nAdam Mickiewicz, Pan Tadeusz, BN 1996.\nPoziom podstawowy\n10\nna temat nr\nPoziom podstawowy\n11\nPoziom podstawowy\n12\nPoziom podstawowy\n13\nPoziom podstawowy\n14\nPoziom podstawowy\n15\nBRUDNOPIS (nie podlega ocenie)","answer":null,"answer_text":null,"solution":null,"image":"img/jezyk-polski-2009-maj-matura-podstawowa/zad-13.webp","solution_image":null,"topics":null,"page_from":6,"source":"ocr","answer_source":null,"answer_text_source":null,"solution_source":null,"text_source":"ocr","source_label":"Język polski · Matura · maj 2009 (podstawowa)","subject_label":"Język polski","category_label":"Matura","text_html":"<p>Zadanie 13. (2 pkt)<br>Na podstawie tekstu uzupełnij tabelę, wstawiając znak X w odpowiednim miejscu.<br>Przykłady zdań<br>Informacja<br>Opinia<br>Częstotliwości fal mózgowych ludzi śpiących i zahipnotyzowanych<br>różnią się.<br>Ryszard Bohiński zajmuje się hipnoterapią.<br>Takie sugestie są niewyobrażalnie silne.<br>Nie odnotowano przypadków wykorzystania hipnozy do popełnienia<br>zbrodni.<br>Poziom podstawowy<br>7<br>Część II - pisanie własnego tekstu w związku z tekstem literackim zamieszczonym w arkuszu.<br>Wybierz temat i napisz wypracowanie nie krótsze niż dwie strony (około 250 słów).<br>Temat 1. Na podstawie fragmentu I tomu powieści Władysława S. Reymonta Chłopi<br>scharakteryzuj Bylicę i jego relacje z córkami. Co mówi los Bylicy o losie<br>starych ludzi w społeczności lipieckiej?<br>Hanka gotowała obiad i pogadywała z ojcem swoim, starym Bylicą, któren rzadko<br>zachodził, że to schorowany był i ledwie się już ruchał.<br>Siedział pod oknem, wsparty na kijaszku, i wodził oczami po izbie, to na dzieci, co były<br>cicho się zbiły w kąt, to na Hankę spozierał… Siwy był całkiem, wargi mu się trzęsły i głos<br>miał słaby, jakby ptaszęcy, a w piersiach mu cięgiem rzęziało…</p>\n<ul><li>Jedliście śniadanie, co? - pytała cicho.</li><li>I… po prawdzie to Weronka zabaczyła mi dać… i nie upomniałem się, nie…</li><li>Weronka psy nawet głodzi, bo tu nieraz do mnie podjeść przychodzą! - zawołała, bo i przy</li></ul>\n<p>tym gniewała się ze starszą siostrą jeszcze od zeszłej zimy, że tamta po śmierci matki pobrała<br>wszystko, co pozostało, i oddać nie chciała, to się i prawie nie widywały.</p>\n<ul><li>Bo się u nich nie przelewa, nie… - bronił cicho… - Stach młóci u organisty, to i tam poje</li></ul>\n<p>i jeszcze czterdzieści groszy za dzień bierze… a w chałupie tyla gąb… że i tych ziemniaków<br>nie starczy… Prawda… że dwie krowy mają i mleko jest… że masło i sery do miasta nosi<br>i ten grosz jaki zbierze… ale zabaczy często dać jeść… juści, nie dziwota… dzieci tyla… a to<br>i wełniaki ludziom tka… i przędzie, i haruje jak ten wół… a bo to dużo mi trza? Żeby ino<br>w porę… i co dnia… to…</p>\n<ul><li>A to się do nas przenieście na zwiesnę, kiej wam u tej suki tak źle…</li><li>Dyć się nie skarżę, nie narzekam, ino… ino… - głos się mu załamał nagle…</li><li>Popaślibyście gęsi, to dzieci przypilnowali…</li><li>Wszystko bym robił, Hanuś, wszystko - szeptał cichutko.</li><li>W izbie jest miejsce, to się łóżko wstawi, byście ciepło mieli…</li><li>A dyć i w oborze, i przy koniach spałbym, byle u ciebie, Hanuś, byle już nie wracać!</li></ul>\n<p>Byle… - zachłysnął się aż tą prośbą błagalną i łzy jęły mu kapać z zapadłych<br>poczerwieniałych oczów… - Zabrała mi pierzynę, bo powiada, że dzieci nie mają pod czym<br>spać… juści… marzły, żem sam je brał do siebie… ale kożuszysko się wytarło i nic mię<br>nie grzeje… i łóżko mi wziena… a po mojej stronie zimno… ani szczapy drzewa<br>nie pozwoli… i każdą łyżkę strawy wypomina… na żebry wygania… a kiej mocy nie mam,<br>do ciebie się ledwie zawlókł…</p>\n<ul><li>Laboga! A czemuście to nam nic nigdy nie rzekli, że wam tak źle…</li><li>Jakże… córka… on dobry człowiek, ale cięgiem na wyrobku… jakże…</li><li>Piekielnica jedna! Wzięła pół grontu i pół chałupy, i wszystko, i taki wam daje wycug!</li></ul>\n<p>Do sądu trza iść! Jeść mieli wam dawać i opał, i to, co wam do ubieru potrzeba, a my te<br>dwanaście rubli w rok… bochmy przeciech i dług spłacili… co, nie tak?</p>\n<ul><li>Prawda! Rzetelni jesteście, prawda… ale i te parę złotych, co od was, a com je chował sobie</li></ul>\n<p>na pochówek, wycyganiła ode mnie… a potem i dać było potrza… Jakże, dziecko… - Umilkł<br>i siedział cichy, skulony, podobny do kupy starych wiórów prędzej niźli do człowieka.<br>A po obiedzie, skoro jeno Kowalowa weszła z dziećmi i jęła się witać, zabrał węzełek,<br>jaki mu Hanka narządziła po kryjomu, i wyniósł się po cichu.<br>Władysław Stanisław Reymont, Chłopi. Warszawa 1958<br>Poziom podstawowy<br>8<br>Temat 2. Na podstawie podanych fragmentów poematu Adama Mickiewicza Pan<br>Tadeusz scharakteryzuj i porównaj postacie Zosi i Telimeny.<br>Fragment 1.<br>Przypadkiem oczy podniósł i tuż na parkanie<br>Stała młoda dziewczyna. […]<br>Twarzy nie było widać. Zwrócona na pole<br>Szukała kogoś okiem, daleko, na dole;<br>Ujrzała, zaśmiała się i klasnęła w dłonie,<br>Jak biały ptak zleciała z parkanu na błonie<br>I wionęła ogrodem przez płotki, przez kwiaty,<br>I po desce opartej o ścianę komnaty,<br>Nim spostrzegł się, wleciała przez okno,<br>świecąca,<br>Nagła, cicha i lekka jak światłość miesiąca.<br>Nucąc chwyciła suknię, biegła do zwierciadła:<br>Wtem ujrzała młodzieńca i z rąk jej wypadła<br>Suknia, a twarz od strachu i dziwu pobladła.<br>[…]<br>Skromny młodzieniec oczy zmrużył<br>i przysłonił,<br>Chciał coś mówić, przepraszać, tylko się<br>ukłonił<br>I cofnął się; dziewica krzyknęła boleśnie,<br>Niewyraźnie, jak dziecko przestraszone<br>we śnie;<br>Podróżny zląkł się, spójrzał, lecz już jej nie<br>było.<br>Fragment 2.<br>Wojski, chlubnie skończywszy łowy,<br>wraca z boru,<br>A Telimena w głębi samotnego dworu<br>Zaczyna polowanie. Wprawdzie nieruchoma<br>Siedzi z założonemi na piersiach rękoma,<br>Lecz myślą goni źwierzów dwóch; szuka<br>sposobu,<br>Jak by razem obsaczyć i ułowić obu:<br>Hrabię i Tadeusza. Hrabia, panicz młody,<br>Wielkiego domu dziedzic, powabnej urody;<br>Już trochę zakochany! Cóż? Może się zmienić!<br>Potem, czy szczerze kocha? Czy się zechce<br>żenić?<br>Z kobietą kilku laty starszą! Niebogatą!<br>Czy mu krewni pozwolą? co świat powie<br>na to?<br>Telimena, tak myśląc, z sofy się podniosła<br>I stanęła na palcach; rzekłbyś, że podrosła;<br>Odkryła nieco piersi, wygięła się bokiem<br>I sama siebie pilnem obejrzała okiem,<br>I znowu zapytała o radę zwierciadła;<br>Po chwili wzrok spuściła, westchnęła i siadła.<br>Hrabia pan! Zmienni w gustach są ludzie<br>majętni!<br>Hrabia blondyn! Blondyni nie są zbyt<br>namiętni!<br>A Tadeusz? prostaczek! Poczciwy chłopczyna!<br>Prawie dziecko! raz pierwszy kochać się<br>zaczyna!<br>Pilnowany, niełacno zerwie pierwsze związki,<br>Przy tem dla Telimeny ma już obowiązki,<br>[…]<br>Lecz co powiedzą ludzie? Można im zejść<br>z oczu,<br>W inne strony wyjechać, mieszkać na uboczu<br>Lub, co lepsza, wynieść się całkiem z okolicy,<br>Na przykład zrobić małą podróż do stolicy,<br>Młodego chłopca na świat wielki<br>wyprowadzić,<br>Kroki jego kierować, pomagać mu, radzić,<br>Serce mu kształcić, mieć w nim przyjaciela,<br>brata!<br>Nareszcie - użyć świata, póki służą lata!<br>Tak myśląc, po alkowie śmiało i wesoło<br>Przeszła się kilka razy - znów spuściła czoło.<br>Warto by też pomyśleć o Hrabiego losie -<br>Czyby się nie udało podsunąć mu Zosię?<br>Niebogata, lecz za to urodzeniem równa,<br>Z senatorskiego domu, jest dygnitarzówna.<br>Jeżeliby do skutku przyszło ożenienie,<br>Telimena w ich domu miałaby schronienie<br>Na przyszłość; krewna Zosi i Hrabiego swatka,<br>Dla młodego małżeństwa byłaby jak matka.<br>Po tej z sobą odbytej stanowczej naradzie<br>Woła przez okno Zosię bawiącą się w sadzie.<br>Poziom podstawowy<br>9<br>Fragment 3.<br>Poznał ją zaraz Hrabia, z zadziwienia<br>blady,<br>Wstał od stołu i szukał koło siebie szpady:<br>„I tyżeś to! - zawołał - czy mnie oczy łudzą?<br>Ty? w obecności mojej? Ściskasz rękę cudzą?<br>[…]<br>Lecz biada rywalowi, co mię tak znieważa!<br>Po moim chyba trupie pójdzie do ołtarza!”<br>Goście powstali, Rejent okropnie się<br>zmieszał,<br>Podkomorzy rywalów zagodzić pośpieszał;<br>Lecz Telimena, wziąwszy Hrabiego na stronę:<br>„Jeszcze - szepnęła - Rejent nie wziął mię<br>za żonę;<br>[…]<br>Czy mnie kochasz, czyś dotąd serca nie<br>odmienił,<br>Czy gotów, żebyś ze mną zaraz się ożenił?<br>Zaraz, dziś? - Jeżeli zechcesz, odstąpię<br>Rejenta”.<br>Hrabia rzekł: „O, kobieto, dla mnie<br>niepojęta!<br>Dawniej w uczuciach twoich byłaś poetyczną,<br>A teraz mi się zdajesz całkiem prozaiczną;<br>Cóż są wasze małżeństwa, jeśli nie łańcuchy,<br>Które związują tylko ręce, a nie duchy?<br>Wierzaj, są oświadczenia nawet bez wyznania,<br>Są obowiązki nawet bez obowiązania!<br>Dwa serca, pałające na dwóch końcach ziemi,<br>Rozmawiają jak gwiazdy promieńmi drżącemi:<br>Kto wie! może dlatego ziemia tak do słońca<br>Dąży i tak jest zawsze miłą dla miesiąca,<br>Że wiecznie patrzą na się i najkrótszą drogą<br>Biegą do siebie - ale zbliżyć się nie mogą!”<br>„Dość już tego - przerwała - nie jestem<br>planetą<br>Z łaski Bożej! Dość, Hrabio, ja jestem kobietą;<br>Już wiem resztę, przestań mi pleść ni to,<br>ni owo,<br>Teraz ostrzegam: jeśli piśniesz jedno słowo,<br>Ażeby ślub mój zerwać, to jak Bóg na niebie,<br>Że z temi paznokciami przyskoczę do ciebie<br>I…”<br>„Nie będę - rzekł Hrabia - szczęścia Pani<br>kłócił!”<br>I oczy pełne smutku i wzgardy odwrócił.<br>Fragment 4.<br>„Zofijo! Muszę ciebie w bardzo ważnej<br>rzeczy<br>Radzić się; już pytałem stryja, on nie przeczy.<br>Sami wolni, uczyńmy i włościan wolnemi.”<br>[…]<br>A na to Zosia rzekła skromnie:<br>„Jestem kobietą, rządy nie należą do mnie.<br>Wszakże Pan będziesz mężem; ja do rady<br>młoda.<br>Co Pan urządzisz, na to całem sercem zgoda!<br>Jeśli włość uwalniając, zostaniesz uboższy,<br>To, Tadeuszu, będziesz sercu memu droższy.<br>[…]<br>Wsi nie lękam się; jeśli w wielkim mieście<br>żyłam,<br>To dawno; zapomniałam, wieś zawsze lubiłam,<br>I wierz mi, że mnie moje kogutki i kurki<br>Więcej bawiły niźli owe Peterburki;<br>Jeśli czasem tęskniłam do zabaw, do ludzi,<br>To z dzieciństwa; wiem teraz, że mnie miasto<br>nudzi;<br>Przekonałam się zimą po krótkim pobycie<br>W Wilnie, że ja na wiejskie urodzona życie;<br>Pośród zabaw tęskniłam znów do Soplicowa.<br>Pracy też nie lękam się, bom młoda i zdrowa.<br>Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz, BN 1996.<br>Poziom podstawowy<br>10<br>na temat nr<br>Poziom podstawowy<br>11<br>Poziom podstawowy<br>12<br>Poziom podstawowy<br>13<br>Poziom podstawowy<br>14<br>Poziom podstawowy<br>15<br>BRUDNOPIS (nie podlega ocenie)</p>","solutions":[]}