{"id":"jezyk-polski-2010-sierpien-poprawkowa-podstawowa/zad/14","paper_id":"jezyk-polski-2010-sierpien-poprawkowa-podstawowa","number":"14","points":2,"ptype":"open","subject":"jezyk-polski","category":"inne","year":2010,"month":"sierpien","level":"podstawowa","text":"Zadanie 14. (2 pkt)\nJakiej odpowiedzi udziela autorka na pytanie otwierające akapit 10? Jakim argumentem\nuzasadnia swoją odpowiedź?\nOdpowiedź autorki:\nArgument:\nPoziom podstawowy\n7\nTemat 1. Na podstawie podanych fragmentów utworu Henryka Sienkiewicza Potop\nscharakteryzuj rozmówców. Wykorzystując znajomość powieści, określ,\njak obie rozmowy wpłynęły na decyzje Kmicica.\nPOTOP\nFragment 1.\nPo kwadransie czasu wszedł Kmicic wprowadzony przez czterech trabantów\nszkockich. Książę kazał odejść żołnierzom.\nPrzez chwilę milczeli obaj. Przemówił pierwszy książę:\n- Przysiągłeś na krucyfiksie, że nie opuścisz mnie!\n- Potępiony będę, gdy tej przysięgi nie dotrzymam; potępiony będę, gdy jej dotrzymam! -\nrzekł Kmicic. - Wszystko mi jedno!\n- Nim wyjdziesz z tej komnaty, będziesz się czuł rozgrzeszony ze wszystkich swych win\ndawniejszych - rzekł książę.[…]\nPo chwili tak mówił dalej:\nNadeszły czasy gniewu bożego, czasy takich klęsk i takiego upadku, że zwykłymi sposoby\njuż nam się nie podnieść z tej choroby, a gdy ja chcę użyć nowych, jedynie salutem przynieść\nmogących, tedy mnie opuszczają nawet ci, na których gotowość liczyłem, którzy powinni mi\nbyli ufać, którzy mi ufność na krucyfiksie zaprzysięgli Przez krew i rany Chrystusa! Zali ty\nmyślisz, że ja na wieki poddałem się pod protekcję Karola Gustawa, że ja ten kraj naprawdę\nmyślę ze Szwecją połączyć, że ten układ, za który zdrajcą mnie okrzyknięto, dłużej jak rok\ntrwać będzie? Czegoż to spoglądasz zdumionymi oczyma? Więcej się jeszcze zdumiejesz,\ngdy wszystkiego wysłuchasz Więcej się przerazisz, bo tu stanie się coś takiego, czego nikt\nsię nie domyśla, nikt nie przypuszcza, czego umysł zwyczajnego człeka objąć nie zdoła. Ale\nmówię ci, nie drżyj, bo w tym zbawienie tego kraju, nie cofaj się, bo gdy nikogo nie znajdę\ndo pomocy, tedy może zginę, ale ze mną zginie Rzeczpospolita i wy wszyscy - na wieki ! Ja\njeden uratować ją mogę, ale na to muszę zgnieść i zdeptać wszystkie przeszkody. [ ]\nTo rzekłszy książę wyciągnął obie ręce do góry, jakby naprawdę chciał podeprzeć walące się\nsklepienia, i było w nim coś tak olbrzymiego, że Kmicic otworzył szeroko oczy i patrzył nań,\njakby go nigdy dotąd nie widział - a na koniec spytał zmienionym głosem:\n- Dokąd wasza książęca mość dążysz? Czego chcesz?\n- Chcę korony! - zakrzyknął Radziwiłł.\n- Jezus Maria!\n- Słuchaj - rzekł książę - czas powiedzieć ci wszystko Rzeczpospolita ginie i zginąć\nmusi. Nie masz dla niej na ziemi ratunku. Chodzi o to, by naprzód ten kraj, tę naszą ojczyznę\nbliższą, ocalić z rozbicia a potem potem wszystko odrodzić z popiołów, jako się feniks\nodradza Ja to uczynię i tę koronę, której chcę, włożę jako ciężar na głowę, by z onej\nwielkiej mogiły żywot nowy wyprowadzić [ ] Oddałem ten kraj Szwedom, aby ich orężem\ndrugiego nieprzyjaciela pohamować, wyżenąć go z granic, odzyskać, co stracone, i w jego\nwłasnej stolicy mieczem traktat wymusić [ ]\n- Wasza książęca mość! - zakrzyknął Kmicic - umysł objąć tego nie może, głowa pęka, oczy\nboją się patrzyć przed siebie! [ ]\nTu książę rozłożył ręce i oczy podniósł do góry:\n- Ty mnie widzisz! Ty mnie sądzisz! [ ]\nKmicic rzucił się na kolana przed Radziwiłłem.\n- Mości książę! ja z tobą do śmierci! ojcze ojczyzny! zbawco!\nPoziom podstawowy\n8\nFragment 2.\nKsiążę Bogusław stanął przed zwierciadłem i począł się przyglądać starannie własnej\npostaci, [ ] nie zważając wcale na Kmicica, który siedział w cieniu, odwrócony plecami\ndo okna. [ ]\n- Czego tedy życzysz, panie kawalerze, a raczej, piękny kuzynie? - spytał książę.\n- O naukę waszej książęcej mości proszę. Nie wiem, czy wasza książęca mość raczysz mi\nszczerze odpowiedzieć?\n- To będzie zależało od twego pytania i od mego humoru - odrzekł Bogusław nie przestając\npatrzeć w lustro.\nOczy Kmicica błysnęły przez chwilę, lecz mówił dalej spokojnie:\n- Owóż tak jest: książę wojewoda wileński wszystkie swe postępki dobrem i zbawieniem\nRzeczypospolitej osłania. [ ] Raczże mi wasza książęca mość szczerze powiedzieć: pozoryli\nto tylko konieczne czyli naprawdę książę hetman ma tylko dobro Rzeczypospolitej na celu?\nBogusław rzucił bystre, przelotne spojrzenie na pana Andrzeja.\n- Słuchaj, panie Kmicic! Gdybyśmy, Radziwiłłowie, żyli w Hiszpanii, we Francji albo\nw Szwecji, gdzie syn po ojcu następuje i gdzie prawo królewskie z Boga samego wypływa,\ntedy, pominąwszy jakieś wojny domowe, jakieś rodu królewskiego wygaśnięcie, jakieś\nnadzwyczajne zdarzenia, służylibyśmy pewnie królowi i ojczyźnie, kontentując się jeno\nnajwyższymi urzędami, które nam się z rodu i fortuny przynależą. Ale tu, w tym kraju, gdzie\nkról nie ma za sobą bożego prawa, jeno go szlachta kreuje, gdzie wszystko in liberis\nsuffragiis, słusznie czyniliśmy sobie pytanie: dlaczego to Waza, a nie Radziwiłł ma\npanować? Nic to jeszcze Waza, boć oni z królów dziedzicznych ród wiodą, ale kto nam\nzaręczy, kto nas upewni, że po Wazach nie przyjdzie szlachcie fantazja do głowy posadzić\nna stolcu królewskim i wielkoksiążęcym choćby pana Harasimowicza albo jakiego pana\nMieleszkę, albo jakiego pana Piegłasiewicza z Psiej Wólki. Tfu! czy ja wiem wreszcie\nkogo? A my? Radziwiłłowie [ ] mamyże po staremu przystępować do całowania jego\nkrólewskiej - piegłasiewiczowskiej ręki? Tfu! do wszystkich rogatych diabłów, kawalerze,\nczas z tym skończyć! [ ]\nKmicic coraz był bledszy i resztkami sił trzymał na wodzy wybuch szaleństwa; ale książę,\ncały zatopiony w swej mowie, upajał się własnymi słowami, własnym rozumem,\ni nie zważając na słuchacza tak dalej mówił:\n- Jest, panie kawalerze, zwyczaj w tym kraju, iż gdy kto kona, to mu krewni w ostatniej\nchwili poduszkę spod głowy wyszarpują, ażeby się zaś dłużej nie męczył. Ja i książę\nwojewoda wileński postanowiliśmy tę właśnie przysługę oddać Rzeczypospolitej. Ale że siła\ndrapieżników czyha na spadek i wszystkiego zagarnąć nie zdołamy, przeto chcemy, aby choć\nczęść, i to nie lada jaka, dla nas przypadła. Jako krewni, mamy do tego prawo. Jeśli zaś\nnie przemówiłem ci tym porównaniem do głowy i nie zdołałem w sedno utrafić, tedy powiem\ninaczej. Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki,\nHiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą\nwileńskim powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku,\naby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami\nciągniemy. Niechaj Chmielnicki przy Ukrainie się ostaje, niech Szwedzi z Brandenburczy-\nkiem o Prusy i wielkopolskie kraje się rozprawiają, niech Małopolskę bierze Rakoczy czy kto\nbliższy. Litwa musi być dla księcia Janusza, a z jego córką - dla mnie!\nKmicic wstał nagle.\n- Dziękuję waszej książęcej mości, to tylko chciałem wiedzieć!\nHenryk Sienkiewicz, Potop, Warszawa 1966 r.\nPoziom podstawowy\n9\nTemat 2. Na podstawie podanego fragmentu dramatu Sławomira Mrożka Tango\nporównaj Artura i Edka jako przywódców. Zwróć uwagę na motywy ich\ndziałania.\nTANGO (akt III, fragment)\nARTUR Trzeba tylko być silnym i zdecydowanym. Ja jestem silny. Spójrzcie na mnie, jam\njest koroną waszych marzeń! Wuju, będzie porządek! Ojcze, ty zawsze się buntowałeś,\nale twój bunt prowadził tylko do chaosu, aż sam siebie strawił. A spójrz na mnie! Czy władza\nnie jest także buntem? Buntem w formie porządku, buntem góry przeciwko dołom, wyższości\nprzeciwko niższości? Szczyt potrzebuje niziny, nizina szczytu, aby nie przestały być sobą.\nI tak we władzy zanika sprzeczność między przeciwieństwami. Nie jestem ani syntezą,\nani analizą, jestem czynem, jestem wolą, jestem energią! Siłą jestem! Znajduję się ponad,\nwewnątrz i obok wszystkiego. Dziękujcie mi, ja spełniłem waszą młodość. To dla was! A dla\nsiebie też mam coś w podarunku: formę, jaką tylko zechcę, nie jedną, ale tysiąc możliwych,\nmogę stworzyć i zburzyć, co zechcę. Wcielić się, wycielić, odcielić. Wszystko jest we mnie,\ntu! (uderza się w pierś. Zebrani patrzą na niego z przerażeniem)\nEUGENIUSZ A więc do tego już doszło?\nSTOMIL E tam, nie ma się czym przejmować. To tylko szczeniackie zabawy. Słowa, słowa,\nsłowa. Jaką on ma władzę nad nami?\nEUGENIUSZ Słusznie. Na czym on opiera to swoje gadanie? Łączą nas tylko więzy krwi,\na nie jakaś abstrakcja. Nic nam nie może zrobić.\nARTUR Mogę was zabić.\nStomil (unosząc się z fotela i opadając z powrotem) Zabraniam ci… wszystko ma swoje\ngranice!\nARTUR Granice można przekroczyć. Czyście mnie tego nie uczyli? Władza nad życiem\ni śmiercią, co może dać mi większe panowanie? Odkrycie proste i genialne.[ ] Edek, ty mój\nposępny aniele boskiej abstrakcji, czy jesteś gotowy?\nEDEK Gotowy, szefku.\nARTUR No to bierz go!\nEUGENIUSZ (cofając się ku wyjściu) Co chcesz zrobić?\nARTUR Na początek rozwalimy wujcia. [ ]\nEUGENIUSZ (uciekając) Szaleniec, zbrodniarz!\nARTUR (wstaje z krzesła i wznosi rękę) Nie! Tylko człowiek, który się nie cofa przed jedyną\nmożliwością. Jestem czysty jak sama natura. Czuję się wolny! Wolny!\nALA Artur\nARTUR Poczekaj. Najpierw zbawienie świata.\nALA Ja cię zdradziłam z Edkiem.[ ]\nARTUR (płaczliwie) Dlaczego mi to zrobiłaś?\nALA Co ci jest, skarbie? Powiedziałam już: byłam przekonana, że ci na tym nie zależy.\nDoprawdy, dziwię się tobie. Takie historie to drobiazg. Żałuję nawet, że ci powiedziałam. [ ]\nARTUR (czepiając się Eleonory) Mamo, powiedz jej, że tak nie można. Zrób coś, pomóż mi,\nprzecież ja tak nie mogę, powiedz jej Za co ona mnie tak traktuje, za co (płacze)\nELEONORA (wyrywając mu się) Odejdź ode mnie, ty głupcze.\nARTUR (odepchnięty, zatacza się na środek sceny, mówi płaczliwie) Ja chciałem was\nuratować, ja już byłem blisko Wszystko psujecie, świat jest zły, zły, zły!\nALA Chodź do mnie Arturku. (zbliża się do niego) Moje biedactwo, tak mi ciebie żal\nARTUR (odtrąca ją) Mnie? Żal? Ty śmiesz mnie żałować? Nie potrzebuję niczyjej litości!\nWy mnie jeszcze nie znacie, ja wam wszystkim pokażę! Dobrze, nie chcieliście mojej idei,\npodeptaliście mnie! (do Ali) Obrzuciłaś błotem najszlachetniejszy zamysł, jaki był w historii,\nPoziom podstawowy\n10\nty kuro! O, ślepoto! Nie wiesz, kogo straciłaś. I to z kim? Z tym debilem, z tym plugawym\nsymptomem rozkładu naszych czasów! Odchodzę, ale nie zostawię was na ziemi. I tak\nnie wiecie, po co żyć. Gdzie ten zgniły brzuch? Niech ja go wypatroszę, twego rannego\nptaszka. (kręci się rozpaczliwie po pokoju, szukając po omacku na stole, na stolikach, nawet\nna sofie) Rewolwer! Gdzie jest rewolwer?! Przez te przeklęte porządki nie można niczego\nznaleźć. Mama nie widziała gdzieś rewolweru. (Edek zakrada się do niego od tyłu, wyjmuje\nz zanadrza rewolwer i kolbą z rozmachem uderza Artura w kark. Artur osuwa się\nna kolana)[ ]\nARTUR (osuwając się na podłogę, dobitnie) Ja chciałem! Ja chciałem! (pauza)\nALA (wstając z klęczek, mówi rzeczowo) Nie żyje.\nEUGENIUSZ Może to i lepiej dla niego. O mało co nie został wujobójcą.\nSTOMIL Wybaczcie mu, bo nie był szczęśliwy.\nEUGENIUSZ (wielkodusznie) Nie chowam do niego urazy. I tak nic mi już nie zrobi.\nSTOMIL Chciał zwyciężyć wszystkojedność i bylejakość. Żył rozumem, ale zbyt namiętnie.\nZa to zabiło go uczucie, zdradzone przez abstrakcję.\nEDEK Myślał dobrze, tylko był za nerwowy. Taki się nie uchowa. (Pozostali odwracają się\nku niemu.)\nSTOMIL Milcz, kanalio, i opuść ten dom. Ciesz się, że nie żądamy od ciebie rachunku.\nEDEK A dlaczego miałbym teraz sobie pójść? Powtarzam: on myślał dobrze. Ja tu zostanę.\nSTOMIL Po co?\nEDEK Teraz moja kolej. Wy będziecie mnie słuchać.\nSTOMIL My? Ciebie?\nEDEK A dlaczegóż by nie? Widzieliście, jaki mam cios. Ale nie bójcie się, byle cicho\nsiedzieć, nie podskakiwać, uważać, co mówię, a będzie wam ze mną dobrze, zobaczycie. Ja\njestem swój chłop. I pożartować mogę, i zabawić się lubię. Tylko posłuch musi być.\nEUGENIUSZ Ładnieśmy wpadli.\nEDEK Panie Genek, co to za niegrzeczna mowa? Lepiej zdejm mi pan buty\nEUGENIUSZ Ulegam przemocy, ale w duszy będę nim gardził.\nEDEK A gardźże sobie pan, tylko zdejmuj. No, ruszać się, raz-dwa! (Eugeniusz przyklęka\ni zdejmuje buty Edkowi) [ ]\nEUGENIUSZ Zdaje mi się, Arturku, że już nikomu nie jesteś potrzebny. (Eugeniusz stoi nad\nArturem, medytując. Edek wychodzi i zaraz wraca, niosąc magnetofon. Kładzie aparat\nna stole i uruchamia. Rozlega się, od razu bardzo ostro i głośno, tango La Cumparsita,\nkoniecznie to, a nie inne)\nEDEK Panie Geniu, zatańczymy sobie?\nEUGENIUSZ Z panem A wie pan, że nawet i zatańczę.\n(kładzie buty koło Artura i udaje się w objęcia Edka. Ustawiają się w prawidłowej pozycji,\nczekają na takt i ruszają. Edek prowadzi. Tańczą. Eugeniusz siwy, dostojny, w czarnym\nżakiecie, sztuczkowych spodniach, z czerwonym goździkiem w butonierce. Edek w zbyt ciasnej\nmarynarce Artura, z rękawów za krótkich wystają jego potężne ręce, obejmuje Eugeniusza\nwpół. Tańczą klasycznie, z wszystkimi figurami i przejściami tanga popisowego. Tańczą,\ndopóki nie spadnie kurtyna. A potem jeszcze przez jakiś czas słychać ,,La Cumparsitę\" - nawet\nkiedy zapalą się światła na widowni - przez głośniki w całym teatrze).\nSławomir Mrożek, Tango, Kraków 1973 r.\nPoziom podstawowy\n11\nna temat nr\nPoziom podstawowy\n12\nPoziom podstawowy\n13\nPoziom podstawowy\n14\nPoziom podstawowy\n15\nPoziom podstawowy\n16\nBRUDNOPIS (nie podlega ocenie)","answer":null,"answer_text":"14.\nodpowiedź autorki: nie\nargument: np.: istnieją pewne wartości uniwersalne (prawa człowieka),\nktórych naruszania przez jakąkolwiek grupę kulturową\nnie można zaakceptować\nlub\nw 1948 r. została uchwalona Deklaracja Praw Człowieka,\nokreślająca wartości, które powinny być respektowane\nw każdej kulturze\nDopuszczalne podanie przykładów konkretnych zachowań, których autorka\nnie akceptuje.\n2\n(1 p.\nza odpowiedź,\n1 - za argument)\n1\n(za odpowiedź\nczęściową)\nRazem\n20\nTemat 1. Na podstawie podanych fragmentów utworu Henryka Sienkiewicza Potop\nscharakteryzuj rozmówców. Wykorzystując znajomość powieści, określ,\njak obie rozmowy wpłynęły na decyzje Kmicica.\nI. ROZWINIĘCIE TEMATU (maksymalnie 25 punktów)\nPunktacja","solution":null,"image":"img/jezyk-polski-2010-sierpien-poprawkowa-podstawowa/zad-14.webp","solution_image":null,"topics":null,"page_from":6,"source":"ocr","answer_source":null,"answer_text_source":"ocr","solution_source":null,"text_source":"ocr","source_label":"Język polski · Inne · sierpień 2010 (podstawowa)","subject_label":"Język polski","category_label":"Inne","text_html":"<p>Zadanie 14. (2 pkt)<br>Jakiej odpowiedzi udziela autorka na pytanie otwierające akapit 10? Jakim argumentem<br>uzasadnia swoją odpowiedź?<br>Odpowiedź autorki:<br>Argument:<br>Poziom podstawowy<br>7<br>Temat 1. Na podstawie podanych fragmentów utworu Henryka Sienkiewicza Potop<br>scharakteryzuj rozmówców. Wykorzystując znajomość powieści, określ,<br>jak obie rozmowy wpłynęły na decyzje Kmicica.<br>POTOP<br>Fragment 1.<br>Po kwadransie czasu wszedł Kmicic wprowadzony przez czterech trabantów<br>szkockich. Książę kazał odejść żołnierzom.<br>Przez chwilę milczeli obaj. Przemówił pierwszy książę:</p>\n<ul><li>Przysiągłeś na krucyfiksie, że nie opuścisz mnie!</li><li>Potępiony będę, gdy tej przysięgi nie dotrzymam; potępiony będę, gdy jej dotrzymam! -</li></ul>\n<p>rzekł Kmicic. - Wszystko mi jedno!</p>\n<ul><li>Nim wyjdziesz z tej komnaty, będziesz się czuł rozgrzeszony ze wszystkich swych win</li></ul>\n<p>dawniejszych - rzekł książę.[…]<br>Po chwili tak mówił dalej:<br>Nadeszły czasy gniewu bożego, czasy takich klęsk i takiego upadku, że zwykłymi sposoby<br>już nam się nie podnieść z tej choroby, a gdy ja chcę użyć nowych, jedynie salutem przynieść<br>mogących, tedy mnie opuszczają nawet ci, na których gotowość liczyłem, którzy powinni mi<br>byli ufać, którzy mi ufność na krucyfiksie zaprzysięgli Przez krew i rany Chrystusa! Zali ty<br>myślisz, że ja na wieki poddałem się pod protekcję Karola Gustawa, że ja ten kraj naprawdę<br>myślę ze Szwecją połączyć, że ten układ, za który zdrajcą mnie okrzyknięto, dłużej jak rok<br>trwać będzie? Czegoż to spoglądasz zdumionymi oczyma? Więcej się jeszcze zdumiejesz,<br>gdy wszystkiego wysłuchasz Więcej się przerazisz, bo tu stanie się coś takiego, czego nikt<br>się nie domyśla, nikt nie przypuszcza, czego umysł zwyczajnego człeka objąć nie zdoła. Ale<br>mówię ci, nie drżyj, bo w tym zbawienie tego kraju, nie cofaj się, bo gdy nikogo nie znajdę<br>do pomocy, tedy może zginę, ale ze mną zginie Rzeczpospolita i wy wszyscy - na wieki ! Ja<br>jeden uratować ją mogę, ale na to muszę zgnieść i zdeptać wszystkie przeszkody. [ ]<br>To rzekłszy książę wyciągnął obie ręce do góry, jakby naprawdę chciał podeprzeć walące się<br>sklepienia, i było w nim coś tak olbrzymiego, że Kmicic otworzył szeroko oczy i patrzył nań,<br>jakby go nigdy dotąd nie widział - a na koniec spytał zmienionym głosem:</p>\n<ul><li>Dokąd wasza książęca mość dążysz? Czego chcesz?</li><li>Chcę korony! - zakrzyknął Radziwiłł.</li><li>Jezus Maria!</li><li>Słuchaj - rzekł książę - czas powiedzieć ci wszystko Rzeczpospolita ginie i zginąć</li></ul>\n<p>musi. Nie masz dla niej na ziemi ratunku. Chodzi o to, by naprzód ten kraj, tę naszą ojczyznę<br>bliższą, ocalić z rozbicia a potem potem wszystko odrodzić z popiołów, jako się feniks<br>odradza Ja to uczynię i tę koronę, której chcę, włożę jako ciężar na głowę, by z onej<br>wielkiej mogiły żywot nowy wyprowadzić [ ] Oddałem ten kraj Szwedom, aby ich orężem<br>drugiego nieprzyjaciela pohamować, wyżenąć go z granic, odzyskać, co stracone, i w jego<br>własnej stolicy mieczem traktat wymusić [ ]</p>\n<ul><li>Wasza książęca mość! - zakrzyknął Kmicic - umysł objąć tego nie może, głowa pęka, oczy</li></ul>\n<p>boją się patrzyć przed siebie! [ ]<br>Tu książę rozłożył ręce i oczy podniósł do góry:</p>\n<ul><li>Ty mnie widzisz! Ty mnie sądzisz! [ ]</li></ul>\n<p>Kmicic rzucił się na kolana przed Radziwiłłem.</p>\n<ul><li>Mości książę! ja z tobą do śmierci! ojcze ojczyzny! zbawco!</li></ul>\n<p>Poziom podstawowy<br>8<br>Fragment 2.<br>Książę Bogusław stanął przed zwierciadłem i począł się przyglądać starannie własnej<br>postaci, [ ] nie zważając wcale na Kmicica, który siedział w cieniu, odwrócony plecami<br>do okna. [ ]</p>\n<ul><li>Czego tedy życzysz, panie kawalerze, a raczej, piękny kuzynie? - spytał książę.</li><li>O naukę waszej książęcej mości proszę. Nie wiem, czy wasza książęca mość raczysz mi</li></ul>\n<p>szczerze odpowiedzieć?</p>\n<ul><li>To będzie zależało od twego pytania i od mego humoru - odrzekł Bogusław nie przestając</li></ul>\n<p>patrzeć w lustro.<br>Oczy Kmicica błysnęły przez chwilę, lecz mówił dalej spokojnie:</p>\n<ul><li>Owóż tak jest: książę wojewoda wileński wszystkie swe postępki dobrem i zbawieniem</li></ul>\n<p>Rzeczypospolitej osłania. [ ] Raczże mi wasza książęca mość szczerze powiedzieć: pozoryli<br>to tylko konieczne czyli naprawdę książę hetman ma tylko dobro Rzeczypospolitej na celu?<br>Bogusław rzucił bystre, przelotne spojrzenie na pana Andrzeja.</p>\n<ul><li>Słuchaj, panie Kmicic! Gdybyśmy, Radziwiłłowie, żyli w Hiszpanii, we Francji albo</li></ul>\n<p>w Szwecji, gdzie syn po ojcu następuje i gdzie prawo królewskie z Boga samego wypływa,<br>tedy, pominąwszy jakieś wojny domowe, jakieś rodu królewskiego wygaśnięcie, jakieś<br>nadzwyczajne zdarzenia, służylibyśmy pewnie królowi i ojczyźnie, kontentując się jeno<br>najwyższymi urzędami, które nam się z rodu i fortuny przynależą. Ale tu, w tym kraju, gdzie<br>król nie ma za sobą bożego prawa, jeno go szlachta kreuje, gdzie wszystko in liberis<br>suffragiis, słusznie czyniliśmy sobie pytanie: dlaczego to Waza, a nie Radziwiłł ma<br>panować? Nic to jeszcze Waza, boć oni z królów dziedzicznych ród wiodą, ale kto nam<br>zaręczy, kto nas upewni, że po Wazach nie przyjdzie szlachcie fantazja do głowy posadzić<br>na stolcu królewskim i wielkoksiążęcym choćby pana Harasimowicza albo jakiego pana<br>Mieleszkę, albo jakiego pana Piegłasiewicza z Psiej Wólki. Tfu! czy ja wiem wreszcie<br>kogo? A my? Radziwiłłowie [ ] mamyże po staremu przystępować do całowania jego<br>królewskiej - piegłasiewiczowskiej ręki? Tfu! do wszystkich rogatych diabłów, kawalerze,<br>czas z tym skończyć! [ ]<br>Kmicic coraz był bledszy i resztkami sił trzymał na wodzy wybuch szaleństwa; ale książę,<br>cały zatopiony w swej mowie, upajał się własnymi słowami, własnym rozumem,<br>i nie zważając na słuchacza tak dalej mówił:</p>\n<ul><li>Jest, panie kawalerze, zwyczaj w tym kraju, iż gdy kto kona, to mu krewni w ostatniej</li></ul>\n<p>chwili poduszkę spod głowy wyszarpują, ażeby się zaś dłużej nie męczył. Ja i książę<br>wojewoda wileński postanowiliśmy tę właśnie przysługę oddać Rzeczypospolitej. Ale że siła<br>drapieżników czyha na spadek i wszystkiego zagarnąć nie zdołamy, przeto chcemy, aby choć<br>część, i to nie lada jaka, dla nas przypadła. Jako krewni, mamy do tego prawo. Jeśli zaś<br>nie przemówiłem ci tym porównaniem do głowy i nie zdołałem w sedno utrafić, tedy powiem<br>inaczej. Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki,<br>Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą<br>wileńskim powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku,<br>aby na płaszcz wystarczyło; dlatego nie tylko nie przeszkadzamy ciągnąć, ale i sami<br>ciągniemy. Niechaj Chmielnicki przy Ukrainie się ostaje, niech Szwedzi z Brandenburczy-<br>kiem o Prusy i wielkopolskie kraje się rozprawiają, niech Małopolskę bierze Rakoczy czy kto<br>bliższy. Litwa musi być dla księcia Janusza, a z jego córką - dla mnie!<br>Kmicic wstał nagle.</p>\n<ul><li>Dziękuję waszej książęcej mości, to tylko chciałem wiedzieć!</li></ul>\n<p>Henryk Sienkiewicz, Potop, Warszawa 1966 r.<br>Poziom podstawowy<br>9<br>Temat 2. Na podstawie podanego fragmentu dramatu Sławomira Mrożka Tango<br>porównaj Artura i Edka jako przywódców. Zwróć uwagę na motywy ich<br>działania.<br>TANGO (akt III, fragment)<br>ARTUR Trzeba tylko być silnym i zdecydowanym. Ja jestem silny. Spójrzcie na mnie, jam<br>jest koroną waszych marzeń! Wuju, będzie porządek! Ojcze, ty zawsze się buntowałeś,<br>ale twój bunt prowadził tylko do chaosu, aż sam siebie strawił. A spójrz na mnie! Czy władza<br>nie jest także buntem? Buntem w formie porządku, buntem góry przeciwko dołom, wyższości<br>przeciwko niższości? Szczyt potrzebuje niziny, nizina szczytu, aby nie przestały być sobą.<br>I tak we władzy zanika sprzeczność między przeciwieństwami. Nie jestem ani syntezą,<br>ani analizą, jestem czynem, jestem wolą, jestem energią! Siłą jestem! Znajduję się ponad,<br>wewnątrz i obok wszystkiego. Dziękujcie mi, ja spełniłem waszą młodość. To dla was! A dla<br>siebie też mam coś w podarunku: formę, jaką tylko zechcę, nie jedną, ale tysiąc możliwych,<br>mogę stworzyć i zburzyć, co zechcę. Wcielić się, wycielić, odcielić. Wszystko jest we mnie,<br>tu! (uderza się w pierś. Zebrani patrzą na niego z przerażeniem)<br>EUGENIUSZ A więc do tego już doszło?<br>STOMIL E tam, nie ma się czym przejmować. To tylko szczeniackie zabawy. Słowa, słowa,<br>słowa. Jaką on ma władzę nad nami?<br>EUGENIUSZ Słusznie. Na czym on opiera to swoje gadanie? Łączą nas tylko więzy krwi,<br>a nie jakaś abstrakcja. Nic nam nie może zrobić.<br>ARTUR Mogę was zabić.<br>Stomil (unosząc się z fotela i opadając z powrotem) Zabraniam ci… wszystko ma swoje<br>granice!<br>ARTUR Granice można przekroczyć. Czyście mnie tego nie uczyli? Władza nad życiem<br>i śmiercią, co może dać mi większe panowanie? Odkrycie proste i genialne.[ ] Edek, ty mój<br>posępny aniele boskiej abstrakcji, czy jesteś gotowy?<br>EDEK Gotowy, szefku.<br>ARTUR No to bierz go!<br>EUGENIUSZ (cofając się ku wyjściu) Co chcesz zrobić?<br>ARTUR Na początek rozwalimy wujcia. [ ]<br>EUGENIUSZ (uciekając) Szaleniec, zbrodniarz!<br>ARTUR (wstaje z krzesła i wznosi rękę) Nie! Tylko człowiek, który się nie cofa przed jedyną<br>możliwością. Jestem czysty jak sama natura. Czuję się wolny! Wolny!<br>ALA Artur<br>ARTUR Poczekaj. Najpierw zbawienie świata.<br>ALA Ja cię zdradziłam z Edkiem.[ ]<br>ARTUR (płaczliwie) Dlaczego mi to zrobiłaś?<br>ALA Co ci jest, skarbie? Powiedziałam już: byłam przekonana, że ci na tym nie zależy.<br>Doprawdy, dziwię się tobie. Takie historie to drobiazg. Żałuję nawet, że ci powiedziałam. [ ]<br>ARTUR (czepiając się Eleonory) Mamo, powiedz jej, że tak nie można. Zrób coś, pomóż mi,<br>przecież ja tak nie mogę, powiedz jej Za co ona mnie tak traktuje, za co (płacze)<br>ELEONORA (wyrywając mu się) Odejdź ode mnie, ty głupcze.<br>ARTUR (odepchnięty, zatacza się na środek sceny, mówi płaczliwie) Ja chciałem was<br>uratować, ja już byłem blisko Wszystko psujecie, świat jest zły, zły, zły!<br>ALA Chodź do mnie Arturku. (zbliża się do niego) Moje biedactwo, tak mi ciebie żal<br>ARTUR (odtrąca ją) Mnie? Żal? Ty śmiesz mnie żałować? Nie potrzebuję niczyjej litości!<br>Wy mnie jeszcze nie znacie, ja wam wszystkim pokażę! Dobrze, nie chcieliście mojej idei,<br>podeptaliście mnie! (do Ali) Obrzuciłaś błotem najszlachetniejszy zamysł, jaki był w historii,<br>Poziom podstawowy<br>10<br>ty kuro! O, ślepoto! Nie wiesz, kogo straciłaś. I to z kim? Z tym debilem, z tym plugawym<br>symptomem rozkładu naszych czasów! Odchodzę, ale nie zostawię was na ziemi. I tak<br>nie wiecie, po co żyć. Gdzie ten zgniły brzuch? Niech ja go wypatroszę, twego rannego<br>ptaszka. (kręci się rozpaczliwie po pokoju, szukając po omacku na stole, na stolikach, nawet<br>na sofie) Rewolwer! Gdzie jest rewolwer?! Przez te przeklęte porządki nie można niczego<br>znaleźć. Mama nie widziała gdzieś rewolweru. (Edek zakrada się do niego od tyłu, wyjmuje<br>z zanadrza rewolwer i kolbą z rozmachem uderza Artura w kark. Artur osuwa się<br>na kolana)[ ]<br>ARTUR (osuwając się na podłogę, dobitnie) Ja chciałem! Ja chciałem! (pauza)<br>ALA (wstając z klęczek, mówi rzeczowo) Nie żyje.<br>EUGENIUSZ Może to i lepiej dla niego. O mało co nie został wujobójcą.<br>STOMIL Wybaczcie mu, bo nie był szczęśliwy.<br>EUGENIUSZ (wielkodusznie) Nie chowam do niego urazy. I tak nic mi już nie zrobi.<br>STOMIL Chciał zwyciężyć wszystkojedność i bylejakość. Żył rozumem, ale zbyt namiętnie.<br>Za to zabiło go uczucie, zdradzone przez abstrakcję.<br>EDEK Myślał dobrze, tylko był za nerwowy. Taki się nie uchowa. (Pozostali odwracają się<br>ku niemu.)<br>STOMIL Milcz, kanalio, i opuść ten dom. Ciesz się, że nie żądamy od ciebie rachunku.<br>EDEK A dlaczego miałbym teraz sobie pójść? Powtarzam: on myślał dobrze. Ja tu zostanę.<br>STOMIL Po co?<br>EDEK Teraz moja kolej. Wy będziecie mnie słuchać.<br>STOMIL My? Ciebie?<br>EDEK A dlaczegóż by nie? Widzieliście, jaki mam cios. Ale nie bójcie się, byle cicho<br>siedzieć, nie podskakiwać, uważać, co mówię, a będzie wam ze mną dobrze, zobaczycie. Ja<br>jestem swój chłop. I pożartować mogę, i zabawić się lubię. Tylko posłuch musi być.<br>EUGENIUSZ Ładnieśmy wpadli.<br>EDEK Panie Genek, co to za niegrzeczna mowa? Lepiej zdejm mi pan buty<br>EUGENIUSZ Ulegam przemocy, ale w duszy będę nim gardził.<br>EDEK A gardźże sobie pan, tylko zdejmuj. No, ruszać się, raz-dwa! (Eugeniusz przyklęka<br>i zdejmuje buty Edkowi) [ ]<br>EUGENIUSZ Zdaje mi się, Arturku, że już nikomu nie jesteś potrzebny. (Eugeniusz stoi nad<br>Arturem, medytując. Edek wychodzi i zaraz wraca, niosąc magnetofon. Kładzie aparat<br>na stole i uruchamia. Rozlega się, od razu bardzo ostro i głośno, tango La Cumparsita,<br>koniecznie to, a nie inne)<br>EDEK Panie Geniu, zatańczymy sobie?<br>EUGENIUSZ Z panem A wie pan, że nawet i zatańczę.<br>(kładzie buty koło Artura i udaje się w objęcia Edka. Ustawiają się w prawidłowej pozycji,<br>czekają na takt i ruszają. Edek prowadzi. Tańczą. Eugeniusz siwy, dostojny, w czarnym<br>żakiecie, sztuczkowych spodniach, z czerwonym goździkiem w butonierce. Edek w zbyt ciasnej<br>marynarce Artura, z rękawów za krótkich wystają jego potężne ręce, obejmuje Eugeniusza<br>wpół. Tańczą klasycznie, z wszystkimi figurami i przejściami tanga popisowego. Tańczą,<br>dopóki nie spadnie kurtyna. A potem jeszcze przez jakiś czas słychać ,,La Cumparsitę&quot; - nawet<br>kiedy zapalą się światła na widowni - przez głośniki w całym teatrze).<br>Sławomir Mrożek, Tango, Kraków 1973 r.<br>Poziom podstawowy<br>11<br>na temat nr<br>Poziom podstawowy<br>12<br>Poziom podstawowy<br>13<br>Poziom podstawowy<br>14<br>Poziom podstawowy<br>15<br>Poziom podstawowy<br>16<br>BRUDNOPIS (nie podlega ocenie)</p>","answer_text_html":"<p>14.<br>odpowiedź autorki: nie<br>argument: np.: istnieją pewne wartości uniwersalne (prawa człowieka),<br>których naruszania przez jakąkolwiek grupę kulturową<br>nie można zaakceptować<br>lub<br>w 1948 r. została uchwalona Deklaracja Praw Człowieka,<br>określająca wartości, które powinny być respektowane<br>w każdej kulturze<br>Dopuszczalne podanie przykładów konkretnych zachowań, których autorka<br>nie akceptuje.<br>2<br>(1 p.<br>za odpowiedź,<br>1 - za argument)<br>1<br>(za odpowiedź<br>częściową)<br>Razem<br>20<br>Temat 1. Na podstawie podanych fragmentów utworu Henryka Sienkiewicza Potop<br>scharakteryzuj rozmówców. Wykorzystując znajomość powieści, określ,<br>jak obie rozmowy wpłynęły na decyzje Kmicica.<br>I. ROZWINIĘCIE TEMATU (maksymalnie 25 punktów)<br>Punktacja</p>","solutions":[]}