{"id":"jezyk-polski-2021-czerwiec-matura-podstawowa-2/zad/11","paper_id":"jezyk-polski-2021-czerwiec-matura-podstawowa-2","number":"11","points":50,"ptype":"closed","subject":"jezyk-polski","category":"matura","year":2021,"month":"czerwiec","level":"podstawowa","text":"Zadanie 11. (0-50)\nWybierz jeden temat i napisz wypracowanie.\nTemat 1. Ludzie czynu czy marzyciele - którzy bardziej przyczynili się do rozwoju\nświata? Rozważ problem, odwołując się do fragmentu Lalki Bolesława Prusa,\ncałego utworu oraz do wybranego tekstu kultury. Twoja praca powinna liczyć\nco najmniej 250 wyrazów.\nBolesław Prus\nLalka\nWokulski oglądał po kolei ów metal cięższy od platyny, drugi metal przezroczysty, trzeci\n- lżejszy od puchu… Dopóki trzymał je w rękach, wydawały mu się rzeczami\nnajnaturalniejszymi pod słońcem: cóż jest bowiem naturalniejszego aniżeli przedmiot, który\noddziaływa na zmysły? Lecz gdy oddał próbki Geistowi, ogarniało go zdziwienie\ni niedowierzanie, zdziwienie i obawa. Więc znowu oglądał je, kręcił głową, wierzył i wątpił na\nprzemian.\n- No i cóż? - zapytał Geist.\n- Czy pokazywał pan to chemikom?\n- Pokazywałem.\n- I cóż oni?\n- Obejrzeli, pokiwali głowami i powiedzieli, że to blaga i kuglarstwo, którym poważna\nnauka zajmować się nie może.\n- Jak to, więc nawet nie robili prób? - spytał Wokulski.\n- Nie. Niektórzy z nich wprost mówili, że: mając do wyboru między pogwałceniem „praw\nnatury” a złudzeniami własnych zmysłów, wolą nie dowierzać zmysłom. I jeszcze dodawali, że\nrobienie poważnych doświadczeń z podobnymi kuglarstwami może obłąkać zdrowy rozsądek,\ni - stanowczo wyrzekli się doświadczeń.\n- I nie ogłaszasz pan o tym?\n- Ani myślę. Owszem, ta bezwładność mózgów daje mi najlepszą gwarancję\nbezpieczeństwa tajemnicy moich wynalazków. W przeciwnym razie pochwycono by je, prędzej\nlub później odkryto by metodę postępowania i znaleziono by to, czego bym im dać nie chciał…\n- Mianowicie? - przerwał mu Wokulski.\n- Znaleziono by metal lżejszy od powietrza - spokojnie odparł Geist.\nWokulski rzucił się na krześle; przez chwilę obaj milczeli.\n- Dlaczegóż ukrywasz pan przed ludźmi ów transcendentalny1 metal? - odezwał się\nwreszcie Wokulski.\n1 Transcendentalny (z łac. transcendens - przekraczający) - tu: wychodzący poza granice zwykłego\ndoświadczenia, niezwykły.\nBolesław Prus,\nwłaśc. Aleksander\nGłowacki (1847-1912)\n- powieściopisarz,\nnowelista, dziennikarz\ni felietonista.\nEPOP-P2_100\n- Dla wielu powodów - odparł Geist. - Naprzód chcę, ażeby ten produkt wyszedł tylko\nz mojego laboratorium, choćbym nawet nie ja sam go otrzymał. A po wtóre - podobny materiał,\nktóry zmieni postać świata, nie może stać się własnością tak zwanej dzisiejszej ludzkości. Już\nza wiele nieszczęść mnoży się na ziemi przez nieopatrzne wynalazki.\n- Nie rozumiem pana.\n- Więc posłuchaj - mówił Geist. - Tak zwana ludzkość, mniej więcej na dziesięć tysięcy\nwołów, baranów, tygrysów i gadów, mających człowiecze formy, posiada ledwie jednego\nprawdziwego człowieka. Tak było zawsze, nawet w epoce krzemiennej2. Na taką tedy ludzkość\nw biegu wieków spadały rozmaite wynalazki. Brąz, żelazo, proch, igła magnesowa, druk,\nmachiny parowe i telegrafy elektryczne dostawały się bez żadnego wyboru w ręce geniuszów\ni idiotów, ludzi szlachetnych i zbrodniarzy… A jaki tego rezultat? Oto ten, że głupota\ni występek, dostając coraz potężniejsze narzędzia, mnożyły się i umacniały, zamiast\nstopniowo ginąć. Ja - ciągnął dalej Geist - nie chcę powtarzać tego błędu i jeżeli znajdę\nostatecznie metal lżejszy od powietrza, oddam go tylko prawdziwym ludziom. Niech oni raz\nzaopatrzą się w broń na swój wyłączny użytek; niechaj ich rasa mnoży się i rośnie w potęgę,\na zwierzęta i potwory w ludzkiej postaci niechaj zwolna wyginą. Jeżeli Anglicy mieli prawo\nwypędzić wilków ze swej wyspy3, istotny człowiek ma prawo wypędzić z ziemi przynajmniej\ntygrysy ucharakteryzowane za ludzi…\n„On ma jednakże tęgiego bzika” - pomyślał Wokulski. Później dodał głośno:\n- Cóż więc panu przeszkadza do wykonania tych zamiarów?\n- Brak pieniędzy i pomocników. Do ostatecznego odkrycia potrzeba wykonać około ośmiu\ntysięcy prób, co, lekko licząc, jednemu człowiekowi zabrałoby dwadzieścia lat pracy. Ale\nczterech ludzi zrobi to samo w ciągu pięciu do sześciu lat… […]\n- Przypuśćmy - odezwał się Wokulski - że ja mógłbym panu dać pieniądze i jednego,\na nawet… dwu pomocników Lecz gdzie dowód, że pańskie metale nie są jakąś dziwną\nmistyfikacją, a pańskie nadzieje złudzeniami?\n- Przyjdź do mnie, obejrzyj, co jest, sam zrób kilka doświadczeń, a przekonasz się. Innego\nsposobu nie widzę - odparł Geist. […] - Daj mi tylko kilkadziesiąt franków, gdyż nie mam za\nco kupić potrzebnych preparatów. […]\nWokulski wręczył mu trzysta franków. […]\nPo odejściu Geista Wokulski był jak odurzony. […]\n„A przecież faktem jest - myślał - że człowiek ten pokazał mi jakieś dwa materiały: jeden\ncięższy od platyny, drugi znakomicie lżejszy od sodu. Nawet zapowiedział mi, że szuka\nmateriału lżejszego od powietrza!\nGdyby w rzeczach tych nie tkwiło jakieś niepojęte oszustwo - rzekł głośno - już miałbym\nideę, dla której warto się skazać na całe lata niewoli. Nie tylko znalazłbym pochłaniającą pracę\ni spełnienie najśmielszych marzeń młodości, ale jeszcze widziałbym przed sobą cel, wyższy\nnad wszystkie, do jakich kiedykolwiek rwał się duch ludzki. Kwestia żeglugi powietrznej byłaby\nrozstrzygniętą, człowiek dostałby skrzydeł”.\nI znowu wzruszał ramionami, rozkładał ręce i mruczał:\n„Nie, to niepodobna! ”\nBolesław Prus, Lalka, Wrocław 2019.\n2 Epoka krzemienna - okres, w którym ludzie używali narzędzi kamiennych, głównie z krzemienia. Archeologowie\ndatują ją do około 1700-1600 r. przed n.e.; po niej nastąpiła epoka brązu (do około 700 r. przed n.e.), następnie\n- żelaza.\n3 Wilki wytępiono w Anglii w XVII w. na skutek polowań, których celem było uwolnienie wyspy od nich jako od\nszkodników.\nEPOP-P2_100\nTemat 2. Czego można się dowiedzieć o człowieku na podstawie jego snów? Rozważ\nproblem i uzasadnij swoje zdanie, odwołując się do fragmentu Nad Niemnem\nElizy Orzeszkowej oraz wybranych tekstów kultury. Twoja praca powinna\nliczyć co najmniej 250 wyrazów.\nEliza Orzeszkowa\nNad Niemnem\n- Te gazety, moi panowie, to czyste zawracanie głowy, i nic więcej! Jak się ich człowiek\nna noc naczyta, to potem śnią mu się takie rzeczy, że wolałby wcale nie spać.\nSpod zielonej kolumny trochę ironiczny głos Darzeckiego zapytał:\n- Cóż takiego? Czy miałeś, panie Benedykcie, z powodu gazet straszny sen jaki?\n- Naturalnie - odparł Korczyński - i jak jeszcze straszny!\nUśmiechnął się żartobliwie, ale zarazem długiego wąsa mocno w dół pociągnął.\n- Nie jestem przecież babą, abym snami miał się przerażać - zaczął - ale miałem jeden,\ntaki, że każdemu by od niego włosy dębem na głowie stanęły. Ot, jak było. Przed dwoma jakoś\nmiesiącami naczytałem się był wieczorem o wojnach takich, co były, są, będą i licho już zresztą\nwie jakich. Zaraz potem położyłem się, usnąłem i śni się mnie… uważacie, panowie, że do\nKorczyna naszło mnóstwo wojska bismarkowskiego… słowem, pruskiego wojska…\nDziedziniec i ogród pełen żołnierzy, dom pełen oficerów… Ja w strachu! Zniszczą Korczyn4,\nmyślę sobie, do góry nogami przewrócą, spalą, stratują, rozerwą, jeżeli nie przyjmę ich tak, jak\ntego żądają… Co robić? Wola, niewola, przyjmuję… Tak, zdaje się, zwijam się, tak częstuję,\nkarmię, poję, zapraszam, w oczy patrzę, czy kontenci5… A oni piją, jedzą, hałasują, hulają…\nChwała Bogu, kontenci, myślę sobie, i sam kontent jestem… Ot, myślę, zaraz pójdą sobie\nz Panem Bogiem, objadłszy mię, co prawda, dziedziniec i ogród zdeptawszy, ale resztę\nw całości zostawując… Już zdaje się i odjeżdżać sobie mają… żołnierze na konie siadają,\noficerowie szable przypasują… już zaraz i cicho u mnie będzie… Wychodzę, zdaje się, na\nganek, z wielkim ukontentowaniem, aż tu, panie, patrzę, z tych pagórków, co to wiecie, tam\nhet, za równiną… drugie wojska…\nTu zaciął się.\n- To… tamto…\nPromień słońca filuternym6 błyskiem przebiegł mu w piwnych źrenicach.\n- Cóż? Strach mnie do szpiku kości przejął… lecą! to… tamto… panie, pędzą… także do\nKorczyna… wprost do Korczyna… a tamci jeszcze nie wyjechali… Masz! myślę sobie…\nPrzyjmowałem jednych, aby mi dworu z dymem nie puścili… a teraz to… tamto… i będzie\nmnie tu ostatni amen! Jak chcesz, człowiecze, kręć się i wierć się, nie wykręcisz się i nie\nwywiercisz. Z tej strony ci w skórę i z tamtej… także w skórę! O Jezus, Maria! Obudziłem się\ncały w potach i nazajutrz chodziłem jak struty.\n4 Korczyn - majątek ziemski Benedykta Korczyńskiego.\n5 Kontent - zadowolony, ucieszony, uszczęśliwiony, rad z kogoś lub z czegoś.\n6 Filuterny - figlarny, zalotny.\nEliza Orzeszkowa\n(1841-1910) - jedna\nz najwybitniejszych\npolskich pisarek\nepoki pozytywizmu.\nEPOP-P2_100\n- Sen mara! - tonem pocieszenia odezwał się ktoś z obecnych.\n- Prawdziwie typowy sen! - zawołał Darzecki z tak głośnym śmiechem, jakby w tej chwili\nzwykła dystynkcja7 zupełnie wyszła mu z głowy; ale zarazem szyję, zazwyczaj sztywnie\nwyprostowaną, zgarbił nieco, przez co kółka cygarowego dymu, dotąd triumfująco sobie\nw górę ulatujące, ciężko jakoś wionęły ku ziemi.\nEliza Orzeszkowa, Nad Niemnem, Warszawa 1980.","answer":null,"answer_text":null,"solution":null,"image":"img/jezyk-polski-2021-czerwiec-matura-podstawowa-2/zad-11.webp","solution_image":null,"topics":null,"page_from":2,"source":"ocr","answer_source":null,"answer_text_source":null,"solution_source":null,"text_source":"ocr","source_label":"Język polski · Matura · czerwiec 2021 (podstawowa)","subject_label":"Język polski","category_label":"Matura","text_html":"<p>Zadanie 11. (0-50)<br>Wybierz jeden temat i napisz wypracowanie.<br>Temat 1. Ludzie czynu czy marzyciele - którzy bardziej przyczynili się do rozwoju<br>świata? Rozważ problem, odwołując się do fragmentu Lalki Bolesława Prusa,<br>całego utworu oraz do wybranego tekstu kultury. Twoja praca powinna liczyć<br>co najmniej 250 wyrazów.<br>Bolesław Prus<br>Lalka<br>Wokulski oglądał po kolei ów metal cięższy od platyny, drugi metal przezroczysty, trzeci</p>\n<ul><li>lżejszy od puchu… Dopóki trzymał je w rękach, wydawały mu się rzeczami</li></ul>\n<p>najnaturalniejszymi pod słońcem: cóż jest bowiem naturalniejszego aniżeli przedmiot, który<br>oddziaływa na zmysły? Lecz gdy oddał próbki Geistowi, ogarniało go zdziwienie<br>i niedowierzanie, zdziwienie i obawa. Więc znowu oglądał je, kręcił głową, wierzył i wątpił na<br>przemian.</p>\n<ul><li>No i cóż? - zapytał Geist.</li><li>Czy pokazywał pan to chemikom?</li><li>Pokazywałem.</li><li>I cóż oni?</li><li>Obejrzeli, pokiwali głowami i powiedzieli, że to blaga i kuglarstwo, którym poważna</li></ul>\n<p>nauka zajmować się nie może.</p>\n<ul><li>Jak to, więc nawet nie robili prób? - spytał Wokulski.</li><li>Nie. Niektórzy z nich wprost mówili, że: mając do wyboru między pogwałceniem „praw</li></ul>\n<p>natury” a złudzeniami własnych zmysłów, wolą nie dowierzać zmysłom. I jeszcze dodawali, że<br>robienie poważnych doświadczeń z podobnymi kuglarstwami może obłąkać zdrowy rozsądek,<br>i - stanowczo wyrzekli się doświadczeń.</p>\n<ul><li>I nie ogłaszasz pan o tym?</li><li>Ani myślę. Owszem, ta bezwładność mózgów daje mi najlepszą gwarancję</li></ul>\n<p>bezpieczeństwa tajemnicy moich wynalazków. W przeciwnym razie pochwycono by je, prędzej<br>lub później odkryto by metodę postępowania i znaleziono by to, czego bym im dać nie chciał…</p>\n<ul><li>Mianowicie? - przerwał mu Wokulski.</li><li>Znaleziono by metal lżejszy od powietrza - spokojnie odparł Geist.</li></ul>\n<p>Wokulski rzucił się na krześle; przez chwilę obaj milczeli.</p>\n<ul><li>Dlaczegóż ukrywasz pan przed ludźmi ów transcendentalny1 metal? - odezwał się</li></ul>\n<p>wreszcie Wokulski.<br>1 Transcendentalny (z łac. transcendens - przekraczający) - tu: wychodzący poza granice zwykłego<br>doświadczenia, niezwykły.<br>Bolesław Prus,<br>właśc. Aleksander<br>Głowacki (1847-1912)</p>\n<ul><li>powieściopisarz,</li></ul>\n<p>nowelista, dziennikarz<br>i felietonista.<br>EPOP-P2_100</p>\n<ul><li>Dla wielu powodów - odparł Geist. - Naprzód chcę, ażeby ten produkt wyszedł tylko</li></ul>\n<p>z mojego laboratorium, choćbym nawet nie ja sam go otrzymał. A po wtóre - podobny materiał,<br>który zmieni postać świata, nie może stać się własnością tak zwanej dzisiejszej ludzkości. Już<br>za wiele nieszczęść mnoży się na ziemi przez nieopatrzne wynalazki.</p>\n<ul><li>Nie rozumiem pana.</li><li>Więc posłuchaj - mówił Geist. - Tak zwana ludzkość, mniej więcej na dziesięć tysięcy</li></ul>\n<p>wołów, baranów, tygrysów i gadów, mających człowiecze formy, posiada ledwie jednego<br>prawdziwego człowieka. Tak było zawsze, nawet w epoce krzemiennej2. Na taką tedy ludzkość<br>w biegu wieków spadały rozmaite wynalazki. Brąz, żelazo, proch, igła magnesowa, druk,<br>machiny parowe i telegrafy elektryczne dostawały się bez żadnego wyboru w ręce geniuszów<br>i idiotów, ludzi szlachetnych i zbrodniarzy… A jaki tego rezultat? Oto ten, że głupota<br>i występek, dostając coraz potężniejsze narzędzia, mnożyły się i umacniały, zamiast<br>stopniowo ginąć. Ja - ciągnął dalej Geist - nie chcę powtarzać tego błędu i jeżeli znajdę<br>ostatecznie metal lżejszy od powietrza, oddam go tylko prawdziwym ludziom. Niech oni raz<br>zaopatrzą się w broń na swój wyłączny użytek; niechaj ich rasa mnoży się i rośnie w potęgę,<br>a zwierzęta i potwory w ludzkiej postaci niechaj zwolna wyginą. Jeżeli Anglicy mieli prawo<br>wypędzić wilków ze swej wyspy3, istotny człowiek ma prawo wypędzić z ziemi przynajmniej<br>tygrysy ucharakteryzowane za ludzi…<br>„On ma jednakże tęgiego bzika” - pomyślał Wokulski. Później dodał głośno:</p>\n<ul><li>Cóż więc panu przeszkadza do wykonania tych zamiarów?</li><li>Brak pieniędzy i pomocników. Do ostatecznego odkrycia potrzeba wykonać około ośmiu</li></ul>\n<p>tysięcy prób, co, lekko licząc, jednemu człowiekowi zabrałoby dwadzieścia lat pracy. Ale<br>czterech ludzi zrobi to samo w ciągu pięciu do sześciu lat… […]</p>\n<ul><li>Przypuśćmy - odezwał się Wokulski - że ja mógłbym panu dać pieniądze i jednego,</li></ul>\n<p>a nawet… dwu pomocników Lecz gdzie dowód, że pańskie metale nie są jakąś dziwną<br>mistyfikacją, a pańskie nadzieje złudzeniami?</p>\n<ul><li>Przyjdź do mnie, obejrzyj, co jest, sam zrób kilka doświadczeń, a przekonasz się. Innego</li></ul>\n<p>sposobu nie widzę - odparł Geist. […] - Daj mi tylko kilkadziesiąt franków, gdyż nie mam za<br>co kupić potrzebnych preparatów. […]<br>Wokulski wręczył mu trzysta franków. […]<br>Po odejściu Geista Wokulski był jak odurzony. […]<br>„A przecież faktem jest - myślał - że człowiek ten pokazał mi jakieś dwa materiały: jeden<br>cięższy od platyny, drugi znakomicie lżejszy od sodu. Nawet zapowiedział mi, że szuka<br>materiału lżejszego od powietrza!<br>Gdyby w rzeczach tych nie tkwiło jakieś niepojęte oszustwo - rzekł głośno - już miałbym<br>ideę, dla której warto się skazać na całe lata niewoli. Nie tylko znalazłbym pochłaniającą pracę<br>i spełnienie najśmielszych marzeń młodości, ale jeszcze widziałbym przed sobą cel, wyższy<br>nad wszystkie, do jakich kiedykolwiek rwał się duch ludzki. Kwestia żeglugi powietrznej byłaby<br>rozstrzygniętą, człowiek dostałby skrzydeł”.<br>I znowu wzruszał ramionami, rozkładał ręce i mruczał:<br>„Nie, to niepodobna! ”<br>Bolesław Prus, Lalka, Wrocław 2019.<br>2 Epoka krzemienna - okres, w którym ludzie używali narzędzi kamiennych, głównie z krzemienia. Archeologowie<br>datują ją do około 1700-1600 r. przed n.e.; po niej nastąpiła epoka brązu (do około 700 r. przed n.e.), następnie</p>\n<ul><li>żelaza.</li></ul>\n<p>3 Wilki wytępiono w Anglii w XVII w. na skutek polowań, których celem było uwolnienie wyspy od nich jako od<br>szkodników.<br>EPOP-P2_100<br>Temat 2. Czego można się dowiedzieć o człowieku na podstawie jego snów? Rozważ<br>problem i uzasadnij swoje zdanie, odwołując się do fragmentu Nad Niemnem<br>Elizy Orzeszkowej oraz wybranych tekstów kultury. Twoja praca powinna<br>liczyć co najmniej 250 wyrazów.<br>Eliza Orzeszkowa<br>Nad Niemnem</p>\n<ul><li>Te gazety, moi panowie, to czyste zawracanie głowy, i nic więcej! Jak się ich człowiek</li></ul>\n<p>na noc naczyta, to potem śnią mu się takie rzeczy, że wolałby wcale nie spać.<br>Spod zielonej kolumny trochę ironiczny głos Darzeckiego zapytał:</p>\n<ul><li>Cóż takiego? Czy miałeś, panie Benedykcie, z powodu gazet straszny sen jaki?</li><li>Naturalnie - odparł Korczyński - i jak jeszcze straszny!</li></ul>\n<p>Uśmiechnął się żartobliwie, ale zarazem długiego wąsa mocno w dół pociągnął.</p>\n<ul><li>Nie jestem przecież babą, abym snami miał się przerażać - zaczął - ale miałem jeden,</li></ul>\n<p>taki, że każdemu by od niego włosy dębem na głowie stanęły. Ot, jak było. Przed dwoma jakoś<br>miesiącami naczytałem się był wieczorem o wojnach takich, co były, są, będą i licho już zresztą<br>wie jakich. Zaraz potem położyłem się, usnąłem i śni się mnie… uważacie, panowie, że do<br>Korczyna naszło mnóstwo wojska bismarkowskiego… słowem, pruskiego wojska…<br>Dziedziniec i ogród pełen żołnierzy, dom pełen oficerów… Ja w strachu! Zniszczą Korczyn4,<br>myślę sobie, do góry nogami przewrócą, spalą, stratują, rozerwą, jeżeli nie przyjmę ich tak, jak<br>tego żądają… Co robić? Wola, niewola, przyjmuję… Tak, zdaje się, zwijam się, tak częstuję,<br>karmię, poję, zapraszam, w oczy patrzę, czy kontenci5… A oni piją, jedzą, hałasują, hulają…<br>Chwała Bogu, kontenci, myślę sobie, i sam kontent jestem… Ot, myślę, zaraz pójdą sobie<br>z Panem Bogiem, objadłszy mię, co prawda, dziedziniec i ogród zdeptawszy, ale resztę<br>w całości zostawując… Już zdaje się i odjeżdżać sobie mają… żołnierze na konie siadają,<br>oficerowie szable przypasują… już zaraz i cicho u mnie będzie… Wychodzę, zdaje się, na<br>ganek, z wielkim ukontentowaniem, aż tu, panie, patrzę, z tych pagórków, co to wiecie, tam<br>het, za równiną… drugie wojska…<br>Tu zaciął się.</p>\n<ul><li>To… tamto…</li></ul>\n<p>Promień słońca filuternym6 błyskiem przebiegł mu w piwnych źrenicach.</p>\n<ul><li>Cóż? Strach mnie do szpiku kości przejął… lecą! to… tamto… panie, pędzą… także do</li></ul>\n<p>Korczyna… wprost do Korczyna… a tamci jeszcze nie wyjechali… Masz! myślę sobie…<br>Przyjmowałem jednych, aby mi dworu z dymem nie puścili… a teraz to… tamto… i będzie<br>mnie tu ostatni amen! Jak chcesz, człowiecze, kręć się i wierć się, nie wykręcisz się i nie<br>wywiercisz. Z tej strony ci w skórę i z tamtej… także w skórę! O Jezus, Maria! Obudziłem się<br>cały w potach i nazajutrz chodziłem jak struty.<br>4 Korczyn - majątek ziemski Benedykta Korczyńskiego.<br>5 Kontent - zadowolony, ucieszony, uszczęśliwiony, rad z kogoś lub z czegoś.<br>6 Filuterny - figlarny, zalotny.<br>Eliza Orzeszkowa<br>(1841-1910) - jedna<br>z najwybitniejszych<br>polskich pisarek<br>epoki pozytywizmu.<br>EPOP-P2_100</p>\n<ul><li>Sen mara! - tonem pocieszenia odezwał się ktoś z obecnych.</li><li>Prawdziwie typowy sen! - zawołał Darzecki z tak głośnym śmiechem, jakby w tej chwili</li></ul>\n<p>zwykła dystynkcja7 zupełnie wyszła mu z głowy; ale zarazem szyję, zazwyczaj sztywnie<br>wyprostowaną, zgarbił nieco, przez co kółka cygarowego dymu, dotąd triumfująco sobie<br>w górę ulatujące, ciężko jakoś wionęły ku ziemi.<br>Eliza Orzeszkowa, Nad Niemnem, Warszawa 1980.</p>","solutions":[]}